„Za życiem” miał być jednym ze sztandarowych programów tego rządu. Jego postulaty to m.in. koordynacja opieki neonatologiczno-pediatrycznej na rzecz dzieci, u których zdiagnozowano ciężkie i nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażającą życiu, które powstały w prenatalnym okresie rozwoju lub w czasie porodu, utworzenie ośrodków, które zapewniłyby im pełną rehabilitację, czy zapewnienie takim maluszkom dostępu do odżywiania mlekiem kobiecym. Specjalnym nadzorem zostały tu objęte dzieci do 3. roku życia. Program zakłada też zwiększenie dostępności do diagnostyki i terapii prenatalnej.
Szkopuł w tym, że lekarzy neonatologów brakuje, a zaopatrzenie w sprzęt na oddziałach neonatologicznych jest nierzadko na granicy bezpieczeństwa.
– Sytuacja w neonatologii jest odbiciem sytuacji całej polskiej medycyny. Wymaga to całkowitego uzdrowienia i holistycznego podejścia do kwestii zdrowia i profilaktyki zdrowia – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Elżbieta Kortyczko, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, lekarz neonatolog.
Brakuje także poradni patologii noworodka, np. w Łodzi funkcjonują tylko dwie. Przywożone są tu dzieci z całego województwa. – W tej sytuacji niemożliwe jest zapewnienie opieki koordynowanej nad wcześniakiem – wskazują specjaliści. Siłą rzeczy wyznaczane terminy wizyt niejednokrotnie są tak odległe, że istnieje ryzyko przeoczenia istotnego momentu w rozwoju dziecka, który wymagałby interwencji.
Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że sytuacja opieki okołoporodowej w naszym kraju poprawia się, o czym świadczą malejący wskaźnik umieralności okołoporodowej i mniejsza liczba noworodków z ekstremalnie niską masą urodzeniową, tj. poniżej 1000 g.
Ale resort przyznaje też, że lekarzy neonatologów brakuje.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

