logo
logo

Sejm

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

PiS porzuca dzieci

Wtorek, 20 listopada 2018 (02:36)

W tej kadencji Sejm nie zajmie się obywatelskim projektem „Zatrzymaj aborcję”

Że to decyzja polityczna, przyznał bez ogródek europoseł Ryszard Legutko (PiS) podczas sesji Międzynarodowego Kongresu dla Małżeństwa i Rodziny, który zakończył się w Krakowie. Został zapytany o losy projektu zakazującego aborcji w przypadku podejrzenia choroby lub niepełnosprawności dziecka. – Powiem tyle, że oczywiście ja nie jestem przy „źródle”, większość czasu spędzam w Brukseli i Strasburgu, ale z tego, co wiem, to tam się toczą cały czas spory. Natomiast przed wyborami przyszłorocznymi na pewno nic się nie stanie. To jest po prostu niemożliwe. Natomiast po wyborach zobaczymy, co będzie – mówił. – Państwo wiecie, że prezydent jakieś tam poparcie wyraził dla tego [projektu – przyp. red.], ale z pewnością przed wyborami jesiennymi w kolejnym roku ta sprawa nie stanie – dodał prominentny polityk PiS.

Projekt „Zatrzymaj aborcję” czeka w Sejmie na rozpatrzenie od 353 dni. Przez ten czas popierający go Polacy na różne sposoby byli zwodzeni co do przebiegu prac nad nim, które w rzeczywistości od dawna były zamrożone. W ocenie Kai Godek, pełnomocnika komitetu tej inicjatywy ustawodawczej, słowa prof. Legutki pokazują, w jaki sposób rządzący myślą o wyborcach. – Zignorowanie projektu podpisanego przez blisko milion ludzi, zlekceważenie wielokrotnych apeli biskupów to przejaw przekonania, że władza może zupełnie oderwać się od społeczeństwa, a ono ma obowiązek dalej ją popierać. Największymi ofiarami tej sytuacji są nienarodzone dzieci, które stają się zakładnikami nieczystej gry politycznej – zauważa z goryczą.

Prawo i Sprawiedliwość zawiodło zaufanie własnych wyborców. – Postawa PiS jest dla nas wielkim zaskoczeniem. Rządzący mają wszelkie potrzebne narzędzia do ochronienia dzieci przed zabijaniem, do zatrzymania aborcji. Jeśli nie chcą tego zrobić, to znaczy, że są nieczuli na krzywdę dzieci i na zapewnienie wszystkim obywatelom podstawowych praw – zaznacza Magdalena Łońska, członek Zarządu Fundacji Życie i Rodzina.

W PiS są parlamentarzyści, których zabolała decyzja o porzuceniu projektu „Zatrzymaj aborcję”. Poseł Anna Sobecka przyznaje, że miała nadzieję na refleksję w szeregach swojego ugrupowania. – Tak wiele grup, stowarzyszeń i wspólnot walczących o poszanowanie życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci liczyło na działanie Prawa i Sprawiedliwości. Niestety, nie doczekali się tego – ubolewa. – Oczywiście rozumiem obawy, żeby w tej sytuacji nie rozgrzewać jeszcze bardziej naszych przeciwników i środowisk proaborcyjnych, ale jak się staje do polityki, to trzeba wybierać i to musi być roztropna troska o dobro wspólne. A życie ludzkie jest tu fundamentem – konkluduje nasza rozmówczyni.

Podobnie do sprawy podchodzi poseł PiS Anna Siarkowska. Jej zdaniem, ten projekt to absolutny priorytet, bo dotyczy podstawowego prawa człowieka, czyli prawa do życia. Tymczasem o losie inicjatywy zdecydowały względy polityczne. – Nie ma żadnych merytorycznych przesłanek, żeby tego nie uchwalić dziś. To jest lekceważenie głosu prawie miliona obywateli – zaznacza. I przypomina, że aktualnie rządzący przed wyborami składali publicznie deklaracje o zniesieniu przesłanki eugenicznej, podkreślając, że jest to konieczne.

Przed kim drży partia

Czy chcemy władzy, która nie potrafi obronić najsłabszych i najbardziej bezbronnych? – Uważam, że to nie jest dobry prognostyk przed kolejnymi wyborami. Tak się traci zaufanie wyborców – przyznaje Siarkowska. W jej przekonaniu, politycy boją się m.in. ulicznych protestów proaborcyjnych bojówek. – Natomiast tak samo jak się nie obawiali protestów w przypadku reformy sądów, tak absolutnie nie należy się bać „czarnych marszów”. Większość ludzi w Polsce co do zasady jest pro-life – dodaje nasza rozmówczyni.

Słów krytyki pod adresem rządzach nie kryje Jacek Kotula z Fundacji PRO – Prawo do Życia, radny PiS z Podkarpacia. – To bardzo zła wiadomość dla Polski. Aborcja jest zbrodnią i bardzo ciężkim grzechem. Nie możemy milczeć, gdy na naszych oczach giną niewinne dzieci. Nie chcemy być Narodem bez przyszłości. To oznacza zdradę Narodu przez rządzących Polską, którzy szli do Sejmu z hasłami obrony życia. Trzeba bardziej bać się Boga niż ludzi. Żądam dobrej zmiany dla nienarodzonych obywateli Polski – apeluje.

Projekt w zamrażarce

Prace w Sejmie nad projektem „Zatrzymaj aborcję” rozpoczęły się w styczniu br. Po pierwszym czytaniu dokument trafił do kierowanej przez poseł Bożenę Borys-Szopę Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, której praca ograniczyła się do zamówienia kilku opinii. Na początku lipca powołano jeszcze podkomisję nadzwyczajną. Jej szefem został Grzegorz Matusiak. Przez pięć miesięcy jej członkom nie udało się jednak spotkać na żadnym posiedzeniu. W tym czasie przedstawiciele komitetu inicjatywy ustawodawczej wielokrotnie prosili o wyjaśnienie, dlaczego projekt spotyka się z tak wielką obstrukcją. Zabiegali m.in. o spotkanie z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i przewodniczącym Klubu Parlamentarnego PiS Ryszardem Terleckim. Bezskutecznie. Politycy wydawali się nieczuli na informacje, że każdego dnia w majestacie prawa w polskich szpitalach codziennie zabijanych jest troje dzieci.

Trybunał milczy

Na rozstrzygnięcie czeka równolegle wniosek ponad 100 posłów, którzy w październiku ub.r. zwrócili się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie, czy aborcyjna przesłanka eugeniczna jest zgodna z Konstytucją RP.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że projekt tego orzeczenia jest gotowy co najmniej od wakacji. Przedstawiciel wnioskodawców, poseł PiS Bartłomiej Wróblewski przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że nie rozumie zwłoki w tej sprawie. – Już wiele miesięcy temu pojawiały się informacje, że projekt orzeczenia jest gotowy. Mam nadzieję, że w tym czasie, jeśli były jakieś kwestie konieczne do wyjaśnienia, to zostały wyjaśnione. Wydaje się, że nie ma uzasadnienia dla dalszej zwłoki, to godzi w autorytet nie tylko TK, ale też posłów, którzy złożyli ten wniosek – podkreśla parlamentarzysta.

Szybciej za Kwaśniewskiego

W 1997 r. sędziom TK wystarczyło 6 miesięcy na przygotowanie orzeczenia, że aborcja z powodu trudnych warunków życiowych jest niezgodna z Konstytucją. Funkcję prezydenta sprawował wówczas Aleksander Kwaśniewski, a Sejm zdominowany był przez lewicę. Teraz sytuacja wydaje się dużo łatwiejsza. Na temat przesłanki eugenicznej wypowiedział się już prokurator generalny Zbigniew Ziobro, uznając ją za niekonstytucyjną. – Mamy jednoznaczne stanowiska i prokuratora generalnego, i Sejmu. Wówczas istniały rozbieżności. Mamy wcześniejsze orzecznictwo TK, więc od strony prawnej ta decyzja jest dużo łatwiejsza. Jest też zakresowo węższa, bo dotyczy tylko dzieci chorych i niepełnosprawnych, a wówczas dotyczyła tzw. aborcji ze względów społecznych, a więc w praktyce aborcji na życzenie. Tym bardziej uzasadnione jest szybsze działanie – zaznacza Wróblewski.

Kaja Godek przypomina, że przed nami kolejne wybory – najpierw do Parlamentu Europejskiego, potem do krajowego. – I przed każdym z nas stoi pytanie: jeżeli przez 4 lata kadencji partia, która miała wszystkie narzędzia, żeby uratować życie dzieci, nie zrobiła tego, to co my na to? Patrzmy realnie na tę siłę, którą mamy jako wyborcy. My zatrudniamy polityków i z naszych podatków dostają oni diety. Jeśli pracownik nie wykonuje pracy, do której został zatrudniony, to czy dalej powinien ją wykonywać? – pyta retorycznie.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Aneta Przysiężniuk-Parys

Aktualizacja 20 listopada 2018 (20:21)

Nasz Dziennik