logo
logo

Obrona życia

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Sejmowy hamulec

Środa, 28 listopada 2018 (02:44)

Podkomisja powołana do prac nad projektem „Zatrzymaj aborcję” jako jedyna w Sejmie przez 5 miesięcy nie zebrała się ani razu.

Od początku tego roku w Sejmie powstało 36 podkomisji nadzwyczajnych. 18 z nich zakończyło już pracę, a są wśród nich i te, które powołano stosunkowo niedawno, bo we wrześniu i w październiku. W większości podkomisji pierwsze posiedzenie zwołano w ciągu miesiąca, choć niektóre rozpoczynały prace nawet w tym samym dniu.

Niechlubny wyjątek na tym tle stanowi nadzwyczajna podkomisja, która miała rozpatrzyć obywatelski projekt nowelizacji Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Projekt zmierza do usunięcia z polskiego porządku prawnego aborcyjnej przesłanki eugenicznej. To na jej podstawie uśmiercane są dzieci podejrzewane w okresie prenatalnym o niepełnosprawność lub chorobę.

Podkomisja, na której szefa wyznaczony został poseł PiS Grzegorz Matusiak, została powołana prawie pięć miesięcy temu przez Komisję Polityki Społecznej i Rodziny. Jednak przewodniczący podkomisji do tej pory nie wyznaczył nawet terminu pierwszego posiedzenia.

W Komisji Polityki Społecznej i Rodziny poinformowano nas, że odbyło się tylko jedno spotkanie, konstytuujące podkomisję. Było to 2 lipca br. Poseł Matusiak, zapytany przez „Nasz Dziennik”, kiedy zostanie zwołane posiedzenie, nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. – To nie jest tak, że się nic nie dzieje. Otrzymujemy dokumenty, materiały, rozmawiamy między sobą – zapewnia. – Nie chciałbym wypowiadać się w imieniu całej komisji. Ustalimy wspólne stanowisko i przekażemy je – dodaje parlamentarzysta.

Teresa Wargocka, poseł PiS, która także zasiada w podkomisji mającej zająć się wyczekiwanym przez Polaków projektem „Zatrzymaj aborcję”, zwłokę w podjęciu działań tłumaczy m.in. nawałem prac Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. – Jesteśmy w okresie różnych spraw i są do nas kierowane projekty, które naprawdę wymagają rozważenia i głębszego przeanalizowania, więc na chwilę obecną nie mamy dalszego harmonogramu prac nad tą ustawą – wyjaśnia.

Fakty wskazują jednak na to, że gremium kierowane przez posła Grzegorza Matusiaka nie podjęło nawet tych działań, o których mówił nam parlamentarzysta.

Biuro Komunikacji Społecznej Kancelarii Sejmu informuje obywateli, którzy żywotnie interesują się sprawą i zwracają się z wnioskiem o udostępnienie informacji w trybie publicznym, że od 2 lipca do 22 listopada br. nie wpłynęła korespondencja adresowana na przewodniczącego podkomisji, czyli posła Grzegorza Matusiaka. Analogicznie, nie zarejestrowano również korespondencji wychodzącej.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Anna Sobecka nie ma wątpliwości, że chodzi tutaj o odsunięcie prac w czasie. – Podkomisja powołana właśnie w tym celu ma swoje kompetencje i powinna rozpocząć działania związane z projektem „Zatrzymaj aborcję”. Jeśli ma jakieś wątpliwości, to poprosić o ekspertyzę. Tymczasem wiemy, że się nic nie robi. Jeśli się tworzy podkomisję, to ta podkomisja zajmuje się wyłącznie tym tematem i tu nie ma mowy o innych zajęciach – podkreśla gorzko w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Planowa obstrukcja

Z perspektywy prawie miliona Polaków, którzy podpisali się pod projektem, ważne jest to, kiedy podkomisja zakończy prace, a sama komisja wniesie do Sejmu o przyjęcie projektu w drugim czytaniu. Jeszcze ważniejsze jest to z perspektywy nienarodzonych dzieci, które same przecież się nie obronią.

– Poseł Matusiak czeka w tej chwili nie wiadomo na co. A efektem tej bierności jest troje zabitych maluszków dziennie, słabych, bezbronnych i potrzebujących ratunku – ubolewa Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”, powołując się na oficjalne statystyki. W jej przekonaniu, cała sprawa nosi cechy zaplanowanej obstrukcji, szczególnie że przy powoływaniu podkomisji nie było żadnych konsultacji z projektodawcami w sprawie jej powstania. – My wręcz, będąc na posiedzeniu w lipcu br., a było obecnych około 30 osób ze środowiska pro-life, chcieliśmy zabrać głos, a zostaliśmy po prostu spacyfikowani. Odebrano możliwość wypowiedzenia nawet kilku zdań w imieniu blisko miliona Polaków! Prawo i Sprawiedliwość obiecało swoim wyborcom załatwić ważną sprawę, kiedy będzie przy władzy, ale tego nie robi – podsumowuje nasza rozmówczyni.

Trybunał
też bez terminu

Nadal nie jest znany termin rozprawy dotyczącej wniosku grupy posłów, którzy zwrócili się do sędziów Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności aborcyjnej przesłanki eugenicznej z Konstytucją RP. Sprawa od ponad roku czeka na rozpatrzenie.

O wyznaczenie terminu zaapelowało w datowanym na 7 listopada liście do prezes TK Julii Przyłębskiej 79 parlamentarzystów. „Po roku od złożenia wniosku wiadomo, że projekt orzeczenia w tej sprawie jest już gotowy. Brak wyznaczenia do tej pory terminu rozprawy nie znajduje przekonującego, merytorycznego wytłumaczenia” – argumentują.

– To i tak jest bardzo krótki czas, jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny. Średnio czas rozpatrywania wniosków to jest ok. 17 miesięcy, ale bywało też dłużej. To jest postępowanie pisemne, które wymaga czasu i przestudiowania tomów dokumentów. Na wokandzie są teraz nawet sprawy z 2015 r. Sędziowie muszą mieć czas na zapoznanie się z wszystkimi stanowiskami – słyszymy w Trybunale Konstytucyjnym.

– Od strony prawnej wszystko zostało zrobione. W pierwszej połowie roku wpłynęły stanowiska Sejmu i prokuratora generalnego. Mam nadzieję, że orzeczenie zapadnie, co przetnie atmosferę spekulacji – podkreśla Bartłomiej Wróblewski, autor wniosku do TK.

Prawie dwie dekady temu z rozpatrzeniem sprawy aborcyjnej przesłanki społecznej Trybunał Konstytucyjny poradził sobie w pół roku.

Aneta Przysiężniuk-Parys

Nasz Dziennik