logo
logo

Zdjęcie: M. Matuszak/ Nasz Dziennik

To sprawa priorytetowa

Piątek, 30 listopada 2018 (02:39)

Rozmowa z ks. bp. Ignacym Decem, przewodniczącym Rady KEP ds. Apostolstwa Świeckich, ordynariuszem świdnickim

 

Mija rok od złożenia w Sejmie projektu ustawy „Zatrzymaj aborcję”, nad którym końca prac nie widać. Ekscelencjo, o czym to wszystko świadczy?

– Zacznę od słów, które miał powiedzieć Arystoteles, gdy odważył się korygować swojego mistrza w filozofii – Platona. „Amicus mihi Plato, sed magis amica veritas” – „Przyjacielem moim jest Platon, ale większym przyjacielem prawda”. To zdanie mi się przypomina, gdy mam się wypowiedzieć na temat opieszałości obecnej władzy w pracach nad złożonym przed rokiem w polskim Sejmie projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”.

Przykro jest o tym mówić, ponieważ w ostatnich trzech latach doświadczyliśmy w życiu publicznym, społeczno-narodowym wielu dobrych zmian, które zostały dokonane przez partię rządzącą, mającą większość parlamentarną. Jednakże w niektórych ważnych sektorach życia publicznego, mimo wcześniejszych obietnic, nic się nie zmieniło! Wśród tych zaniedbanych czy też odłożonych spraw jest właśnie wspomniany projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Widać tu, że lekceważony jest głos Episkopatu, katolickiego elektoratu, ale przede wszystkim mamy oznaki sprzeniewierzania się głosowi sumienia, którym katoliccy posłowie powinni się kierować także w działalności publicznej.

Może być jakieś usprawiedliwienie dla takiej postawy?

– Ktoś może próbować to tłumaczyć wyborcom Zjednoczonej Prawicy, że nie da się od razu wypełnić wszystkich obietnic. Jednak poszczególne zadania mają różny „ciężar gatunkowy”. Sprawa ochrony ludzkiego życia dla osoby wierzącej, ale też dla każdego normalnego, cywilizowanego człowieka powinna być sprawą niezmiernie ważną, priorytetową, a nie drugorzędną, marginalną. Rządzący przez ostatnie lata udowodnili, że potrafią z wielką determinacją przeprowadzać pewne reformy, i to w szybkim tempie. Nawet odrobiny tej determinacji nie widać w kwestii obrony życia chorych albo tylko podejrzewanych o chorobę poczętych dzieci.

Ostatnie wypowiedzi polityków związanych z partią rządzącą nie napawają w tej kwestii optymizmem. Czy elektorat katolicki nie powinien być w tej sprawie bardziej stanowczy? Może trzeba wprost mówić politykom Zjednocznej Prawicy: „Nie obronicie życia, to sami też się nie obronicie”.

– Trzeba „obudzić olbrzyma”, jakim jest laikat, ludzie świeccy. Sprawa pełnej prawnej ochrony życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci nie jest jedynie zadana hierarchii kościelnej: biskupom i kapłanom, ale wszystkim ochrzczonym i bierzmowanym. Kościół jest naszym wspólnym domem, jest żywym organizmem, w którym wszystkie tkanki powinny prawidłowo funkcjonować, dla dobra całego organizmu.

Nie ma wątpliwości, że bierność katolików nie mobilizuje polityków, ale wręcz ich psuje, w myśl stwierdzenia: „Nie ma się co przejmować i tak na nas zagłosują”.

Trzeba by podjąć szerszy i bardziej wytrwały dialog z posłami z naszych regionów w tej sprawie, zaś czołówce partyjnej i rządowej przypominać, że Pan Bóg zawsze za wierność Jego Prawu obiecuje swoje błogosławieństwo. Jego obietnice przecież są nieodwołalne i zawsze dotrzymywane. Owszem, niekiedy trzeba za prawdę i dobro pocierpieć, a nawet utracić stanowisko czy władzę, ale Bóg w końcowym rozrachunku wynagradza tych, którzy są Mu posłuszni.

Ważne jest też krzewienie naukowej wiedzy dotyczącej początku życia człowieka.

– Medycyna, genetyka potwierdzają, że od poczęcia mamy do czynienia z nowym człowiekiem, zupełnie odrębnym od organizmu rodziców. Z drugiej strony trzeba cały czas ukazywać prawdziwe oblicze aborcji, która jest zabiciem niewinnego człowieka w prenatalnej fazie rozwoju. Jest to ważne, bo środowiska aborcyjne przemilczają niewiarygodne szkody zdrowotne, moralne i społeczne, jakie niesie za sobą ten proceder.

Osoby publiczne czasem operują dość swobodnie cytatami z nauczania św. Jana Pawła II, ale niestety, niektóre treści z jego nauczania opuszczają. Ta wybiórczość, dyktowana zazwyczaj racjami pragmatycznymi, świadczy o słabości religijno-moralnej naszych elit naukowych, osób z sektora kultury, gospodarki, ale też polityki.

 

Czasem się słyszy opinię, że w porównaniu z Europą Zachodnią w Polsce i tak życie ludzkie jest dobrze chronione. Czy my jednak rzeczywiście możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobiliśmy już wszystko, co się dało, w kwestii obrony życia?

– Owszem, można się zgodzić, że jest większe i mniejsze zło, a także że jest większe i mniejsze dobro. Jednak zasada główna jest jasna, że zło w każdej postaci winno być zwalczane, usuwane, a dobro, zarówno wielkie, jak i małe – czynione. „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej rzeczy będzie wierny” (Łk 16,10). Akurat sprawa, o której mówimy, nie jest sprawą drobną, małą. Przecież tu w grę wchodzi ludzkie życie, którego jedynym Panem jest Bóg, a nie człowiek. Jest potrzebna powszechna mobilizacja.

Kraje zachodnie powinny być dla nas mocnym ostrzeżeniem, abyśmy nie powtórzyli tych błędów, które oni popełnili, zachowując bierność w imię poprawności politycznej, kulturowej, w imię fałszywie rozumianej tolerancji, demokracji czy wolności. Brak reakcji na zło jest zgorszeniem i przynosi szkody społeczne.

Na koniec wspomnę o tym, co jest zawsze najważniejsze. Świat możemy zmieniać na lepszy przez modlitwę, pokutę i nawrócenie. Niech trwa w naszych diecezjach i parafiach modlitwa, szczególnie różańcowa. Niech nie nikną dzieła cichej, ukrytej pokuty w intencji obrony życia ludzkiego, każdego.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik