logo
logo
zdjęcie

Paulina Gajkowska

Zmowa milczenia

Sobota, 1 grudnia 2018 (03:14)

Przejmujący list Kai Godek do prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego stanowi apel o zmianę decyzji politycznej i uchwalenie projektu ratującego tysiące dzieci w naszym kraju. Jest to głos, za którym stoi ogromna część elektoratu partii rządzącej, oczekującego zdecydowanego działania i odwagi od posłów tak chętnie deklarujących swoje przywiązanie do wartości katolickich.

List, mimo że niesłychanie ważny, pozostał bez echa w mediach głównego nurtu. Nie odnotowała go nawet Polska Agencja Prasowa, której rolą – jako agencji publicznej – jest pozyskiwanie i przekazywanie odbiorcom rzetelnych, obiektywnych i wszechstronnych informacji z kraju i zagranicy. Dlaczego apel umieszczony w „Naszym Dzienniku” został kompletnie przemilczany? Niewątpliwie temat stał się niewygodny dla PiS – pokazały to ostatnie wypowiedzi m.in. europosła prof. Ryszarda Legutki czy posła Janusza Śniadka, który stwierdził, że „ruszanie” tego tematu rozpęta awanturę polityczną.

Wygląda to bardzo niepokojąco: im więcej czasu mija od złożenia projektu w Sejmie i im więcej oddolnych apeli w sprawie wprowadzenia zmian w prawie się pojawia, tym więcej słyszymy wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości, które mają zamknąć całą sprawę. Czy fakt, że partia rządząca nie ma zamiaru podejmować fundamentalnej sprawy obrony życia, oznacza, że mielibyśmy o niej nie pisać? Dlaczego opublikowany w jedynym katolickim ogólnopolskim dzienniku list do Jarosława Kaczyńskiego nie zainteresował PAP? Czy to, że „Nasz Dziennik” jako jedno z nielicznych mediów upomina się o dobre prawo chroniące życie poczęte, aż tak przeszkadza? Nieodnotowanie apelu Kai Godek jest smutnym obrazem, jak przez mainstream traktowani są Polacy, którzy domagają się poszanowania życia człowieka od momentu poczęcia do naturalnej śmierci.

Komitetowi Inicjatywy Ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję” udało się w krótkim czasie zebrać rekordową liczbę podpisów, blisko milion. Ciężka i bezkompromisowa praca Kai Godek oraz wszystkich współpracujących z Fundacją Życie i Rodzina wolontariuszy zasługuje na najwyższe uznanie i jest świadectwem rzeczywistej służby dla Ojczyzny. Dlaczego media udają, że nic się nie dzieje?

Wciąż bardzo silne i celowo podsycane jest fałszywe przekonanie, że temat aborcji to kwestia światopoglądowa. W kierownictwie PiS pojawiały się nawet głosy, że tzw. kompromis aborcyjny jest właściwym rozwiązaniem. Samo słowo „kompromis” ma na celu zagłuszać sumienia. Co to za kompromis, w wyniku którego życie traci tysiąc dzieci rocznie tylko dlatego, że markery na USG wyszły nie tak, jak trzeba? To głębokie nieporozumienie, że ta zbitka wyrazowa tak mocno przenikła do debaty publicznej.

Społeczeństwo się jednak budzi, organiczna niemal praca tysięcy działaczy pro-life przynosi dobre owoce – coraz więcej Polaków jest za życiem. Politycy PiS kolejny raz pokazują, że nie chcą o tym mówić, pomimo że fakty krzyczą głośno. Przecież to nie jest kwestia, którą można przemilczeć! Dramat aborcji cały czas dokonuje się w naszym kraju, w polskich szpitalach lekarze informują o możliwości „terminacji” ciąży. Setki dzieci diagnozowane są na śmierć.

Im dłużej pozwalamy na to, żeby obowiązywała obecna zła ustawa, tym bardziej pozwalamy, aby rozwijała się w naszym społeczeństwie mentalność eugeniczna. Milczenie mediów tylko utwierdza władzę w tym, że obrany przez nią kurs jest słuszny. Widać w tym wszystkim bolesną spójność: sprowadzanie tematu ochrony życia do kwestii poglądów sprawia, że staje się on mniej ważny od innych. W istocie jest to podstawa, bez której jako Naród i państwo nie zrobimy realnego kroku naprzód. Wszystko będzie pozorne, jeśli obowiązywać będzie nieludzkie prawo.

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik