logo
logo
zdjęcie

Prof. Mieczysław Ryba

Trudna droga do suwerenności

Sobota, 1 grudnia 2018 (22:03)

Wielu zastanawia się, skąd wzięła się taka „arogancja” ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, która ośmieliła się pouczać polskiego premiera, jak powinien odnosić się do TVN jako telewizji mocno atakującej rząd. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że szef pani ambasador, Donald Trump, na tysiąc sposobów krytykował lewicowe media w USA, które posługiwały się metodą fake newsów, by uderzyć w jego prezydenturę. W Polsce mieliśmy do czynienia z sytuacją analogiczną. Oskarżanie rządu o sympatie profaszystowskie w kontekście rzekomych obchodów urodzin Hitlera miało wymiar prowokacji mającej skompromitować Polskę. Czy polscy ministrowie nie mogą się odnieść do szerzonego kłamstwa? Czy nie można sprostować jawnego kłamstwa, odbierającego dobre imię naszemu krajowi? Po reakcji pani Mosbacher widać, że jeśli to dotyczy mediów z kapitałem amerykańskim, to nie można.

Zachowanie pani ambasador mówi nam raz jeszcze, że nie możemy z naszym amerykańskim sojusznikiem układać się na kolanach. Trzeba jasno przedstawiać swoje interesy i do końca o nie walczyć. Być może „arogancja” pani Mosbacher wynika z naszej uległości w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, oprotestowanej przez niektóre środowiska amerykańskie i żydowskie. Nasz krok w tył został odebrany nie tyle jako kompromis, ale jako słabość. Świadczy o tym żądanie ambasador, by Sejm nie uchwalał ustawy medialnej nakierowanej na repolonizację mediów.

Wszystko to skłania do szerokiej refleksji. Od czasów PRL świat jest przyzwyczajony do tego, że nie mamy podmiotowości. Rządy pookrągłostołowe nie zmieniły tego stanu rzeczy. Zmodyfikowano tylko kierunek zależności: ze Wschodu na Zachód. Postkomuniści i liberałowie nie wyobrażali sobie, że można ułożyć się z Brukselą czy Waszyngtonem na zasadach partnerskich. W ten sposób przyzwyczaili naszych partnerów na Zachodzie, że Polski nie traktuje się podmiotowo.

Rząd prawicowy od 2015 roku starał się to odwrócić, ale dobijanie się do suwerenności przychodzi w bólach. Żeby do tej podmiotowości dojść, potrzeba wytrwałości i przygotowania społeczeństwa na długotrwałe ataki z zagranicy. Jeśli ataki zewnętrzne będą skutecznie wspierane przez naszą medialną totalną opozycję, do niczego nie dojdziemy. Władze polskie nie mogą być opuszczone przez własnych obywateli, gdy walczą z zagranicą o nasze interesy. Stąd konieczność repolonizacji mediów i wychowania Narodu w duchu patriotycznym. Targowica dziewiętnastowieczna doprowadziła nas do rozbiorów. Do tego samego doprowadzić nas może targowica dwudziestowieczna.

Nie da się dojść do suwerenności, licząc, że  Zachód nas nie zaatakuje. Rząd musi o tym pamiętać. Krok w tył nie zawsze jest wskazany. Czasem trzeba wytrzymać długotrwały atak, by z biegiem czasu zyskać niezbędny szacunek.

 

Prof. Mieczysław Ryba

Autor jest historykiem, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL oraz wykładowcą w WSKSiM w Toruniu.

NaszDziennik.pl