logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Schetyna przejmuje opozycję

Środa, 5 grudnia 2018 (21:59)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mimo zabiegów prezydium Nowoczesnej klub tej partii odrzucił wniosek o utworzenie w Sejmie – wspólnie z Platformą – nowego klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. Czy to oznacza powolny koniec formacji, którą stworzył Ryszard Petru?

– Koniec Nowoczesnej zaistniał praktycznie już w momencie stworzenia Koalicji Obywatelskiej, a więc przed wyborami samorządowymi. Faktem jest, że ani obecna przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer nie ma charyzmy, a sama Nowoczesna nie ma racji bytu, jeśli łączy się z formacją silniejszą od siebie. Nowoczesna tylko wtedy miała szansę powodzenia, kiedy – w momencie tworzenia – apelując do elektoratu liberalnego, czyli tego samego, do którego swój program adresuje Platforma, chciała być jej alternatywą. Nowoczesna krytykowała osiem lat rządów koalicji Platformy i PSL, wskazywała na błędy, a zarazem – ideologicznie – cały czas była w tym samym obszarze oddziaływania. Dzisiaj, kiedy się łączy z Platformą i wspólnie z nią – jak to miało niedawno miejsce – idzie do wyborów samorządowych, to praktycznie nie ma racji bytu. Powód jest prosty – po co wyborcy mają głosować na mniejsze ugrupowanie, skoro jest większe, bardziej znane, czyli Platforma. Dlatego ten kurs obrany przez obecne kierownictwo Nowoczesnej musiał doprowadzić do politycznej katastrofy.

Skąd ta uległość wobec Platformy? 

– Ta uległość wynika ze słabości polityków, którzy prowadzili Nowoczesną. Przypomnę, że liderem był wykreowany niegdyś przez Leszka Balcerowicza – Ryszard Petru, to mało wytrawny polityk. Jego okryta złą sławą podróż na Maderę, na sylwestra z partyjną koleżanką, podczas okupacji Sejmu przez Platformę i Nowoczesną była czymś, co nie tylko skompromitowało życie tej formacji, co wręcz ośmieszało samego Petru, ale też cały obóz polityczny. Zresztą tych wpadek Ryszarda Petru i Nowoczesnej, zważając na dość krótką historię tej formacji, było co nie miara. Co by jednak nie powiedzieć, o ile Ryszard Petru jako założyciel stanowił coś w rodzaju wizerunkowego minimum dla Nowoczesnej, natomiast Katarzyna Lubnauer nie dość że wydaje się bardzo słabym i jeszcze gorszym politykiem, to na dodatek nie potrafi stworzyć alternatywy dla Platformy. Warto też przypomnieć, że w pewnym momencie Nowoczesna szła mocno lewą flanką, starając się po drodze zbierać elektorat lewicowy. Ale w tej chwili nawet tego już nie ma. Nie ma się jednak co dziwić, bo tak się kończy żywot formacji, która nie rozumie polityki.         

Co kieruje zwolennikami połączenia z Platformą? 

– Polityka to gra interesów i zazwyczaj w takich podbramkowych sytuacjach poszczególni politycy mogą szukać – nazwijmy to – miękkiego lądowania. Platforma ma do dyspozycji pewne frukta, które może rozdawać i które przyciągają posłów Nowoczesnej. Jednak jest to wszystko konsekwencja błędu pierwotnego, czyli wejścia w koalicję z Platformą przed wyborami samorządowymi. Grzegorz Schetyna nie będzie miał żadnego sentymentu, żeby doprowadzić do rozbioru tej partii. To jest jego pierwszy i główny cel. Przypomnijmy, że pierwszym celem dla tzw. totalnej opozycji wcale nie było obalenie Prawa i Sprawiedliwości, ale zjednoczenie całego tego totalnego ruchu pod jednym sztandarem i do tego konsekwentnie, długofalowo dążył Grzegorz Schetyna. Dlatego radykalizował też przekaz. I teraz, kiedy ma wszystkie atuty w rękach, to spokojnie może rozgrywać ten wewnętrzny konflikt w Nowoczesnej. Widzimy, że jedni chcą być we wspólnym klubie z Platformą, inni nie chcą. W związku z czym ich istnienie na politycznej scenie w mocno okrojonym składzie, pod dawnym szyldem, przestaje mieć sens, bo poparcie dla Nowoczesnej, i tak mizerne, będzie jeszcze bardziej spadać. Ta formacja prostą drogą będzie zmierzać do swego politycznego końca.   

Czy ten nowy twór powstały z połączenia Platformy z Nowoczesną ma szanse zaistnieć na polskiej scenie politycznej?

– Pewne rzeczy się nie sumują i politycy Platformy oraz Nowoczesnej doświadczyli tego podczas niedawnych wyborów samorządowych. Ci, którzy startują niezależnie i osiągają jakąś sumę procentów głosów, kiedy się łączą i występują w jednym obozie politycznym, to niekoniecznie te procenty poparcia się sumują. Taka jest praktyka. Czasem jest tak, że ktoś, kto zagłosowałby na Nowoczesną, niekoniecznie zagłosuje na Platformę, i odwrotnie. 

Co tak naprawdę łączy Nowoczesną i Platformę, tylko niechęć, czy wręcz wrogość do PiS?

– Obie te formacje – mam na myśli polityków – łączy jakaś ideologia, ale zarówno jedni, jak i drudzy nie są zbyt lotni w tym przedmiocie. Natomiast całą tę ideologię kreuje ich zaplecze, czyli wspierające je stacje telewizyjne i gazety, a reszta to jest kwestia prostego interesu, który w różny sposób definiują poszczególni politycy. Jedni chcieliby być w Parlamencie Europejskim, inni mają ambicje zdobyć stanowiska ministerialne – zwłaszcza w sferze gospodarczej – i z tego czerpać pewne zyski czy profity, a więc każdy próbuje sobie definiować te cele po swojemu. 

Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl