logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Polskie leki z krwi

Czwartek, 6 grudnia 2018 (03:00)

Leki na bazie osocza musimy sprowadzać z zagranicy. To duży koszt i ryzyko. Problem ma rozwiązać budowa banku osocza.

Już na przełomie wieków próbowano uruchomić w Polsce fabrykę frakcjonowania osocza. Pomysł zbudowania takiej przetwórni pojawił się w związku z ogromnymi kosztami sprowadzania preparatów krwiopochodnych i ich produkcji za granicą z krwi pobranej w kraju. Jesienią 1996 r. wmurowano kamień węgielny pod budowę fabryki Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu. Państwo udzieliło inwestycji 60-procentowej gwarancji. Jak pamiętamy, cała sprawa zakończyła się w atmosferze skandalu, otarła się nawet o sąd i prokuraturę. Po LFO zostały niedokończone budynki fabryczne, kilka urządzeń, nieopłaceni podwykonawcy i ogromne długi.

W efekcie Polska jako jeden z nielicznych krajów europejskich do tej pory nie ma własnej fabryki przetwarzającej (frakcjonującej) osocze na produkty krwiopochodne – musi je więc kupować za granicą. A to się wiąże z kosztami.

Pomysł przetwarzania osocza w Polsce powraca. Sprawę tę pilotuje Sławomir Gadomski, wiceminister zdrowia. Odpowiedzialny w resorcie za politykę lekową wiceminister Marcin Czech uważa, że wybudowanie fabryki będzie opłacalne, a przy tym zwiększy się bezpieczeństwo polskich pacjentów. Dopytywane o ewentualne terminy jej powstania, Ministerstwo Zdrowia stwierdza krótko, że na razie w resorcie prowadzone są prace analityczne pod kątem opracowania rozwiązań prawnych i mechanizmów organizacyjnych zwiększających efektywność wykorzystania osocza pochodzącego od polskich dawców.

– Jesteśmy prawie 40-milionowym krajem. Nie możemy być, jeśli chodzi o leki newralgiczne, całkowicie zależni od importu – mówi nam prof. dr hab. med. Wiesław Wiktor Jędrzejczak, hematolog. – Mamy ok. 2,5 tys. chorych na hemofilię, którzy stale muszą te właśnie leki dostawać. W razie problemów z ich importem ci ludzie pozostaną bez pomocy – zwraca uwagę.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik