logo
logo

Ochrona zdrowia

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Lekarze na eksport

Wtorek, 11 grudnia 2018 (03:00)

Wykształceni w Polsce lekarze zasilają zachodnie systemy zdrowia.

Nie wszyscy absolwenci medycyny po zakończeniu studiów podejmują pracę w naszym kraju. Jak informuje nas resort zdrowia, w roku akademickim 2017/2018 całkowita liczba studentów kierunku lekarskiego na uczelniach finansowanych i nadzorowanych przez ministra zdrowia wynosiła 26 277, z których 19 622 to obywatele polscy, a 6655 – cudzoziemcy. Średni roczny koszt kształcenia w przeliczeniu na jednego studenta medycyny to niemal 40 tys. zł.

– Dane szacunkowe odnośnie do liczby pracujących, kształcących się oraz migrujących lekarzy i pielęgniarek podawane są przez OECD. W naszym kraju przywołuje się te dane, mówiąc przede wszystkim o braku lekarzy w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. I prawdą jest, że sytuujemy się w tym wskaźniku bardzo nisko. Jednak w liczbie kształconych lekarzy jesteśmy na wyższym miejscu w rankingu OECD – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr hab. n. med., dr n. prawn. Jakub Pawlikowski, kierownik Samodzielnej Pracowni Socjologii Medycyny Katedry Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jak zauważa, mamy dużą rozbieżność pomiędzy liczbą lekarzy kształconych w naszym kraju a liczbą lekarzy pracujących w Polsce. – Głównym problemem nie tyle jest mała liczba miejsc na studiach medycznych, co brak umiejętności zagospodarowania na polskim rynku pracy osób wykształconych za pieniądze polskiego podatnika. Nasi lekarze zasilają rynki krajów europejskich – dodaje.

Nasz rozmówca powołuje się na dane OECD, według których np. w Wielkiej Brytanii, która ma więcej ludności niż Polska, pracuje o kilkanaście tysięcy mniej lekarzy wykształconych za pieniądze brytyjskiego podatnika, choć całkowita liczba lekarzy na Wyspach jest większa niż w Polsce. – Okazuje się, że 28 proc. lekarzy praktykujących w Wielkiej Brytanii uzyskało wykształcenie za granicą (w tym znaczna liczba w Polsce). W Norwegii ten odsetek jest jeszcze wyższy i sięga prawie 40 proc. Dla porównania, w Polsce to poniżej 2 proc. (lekarzy głównie z Ukrainy i Białorusi) – wskazuje Pawlikowski.

– Oczywiste jest, że rządy krajów skandynawskich czy zachodnich wolą ściągnąć do siebie wykształconych lekarzy niż inwestować w kształcenie na miejscu za pieniądze swoich podatników. Niestety, polityka zdrowotna prowadzona w naszym kraju idealnie wpisuje się w interesy naszych sąsiadów – kształcimy coraz więcej lekarzy, pielęgniarek, położnych, fizjoterapeutów za pieniądze polskiego podatnika, a potem nie potrafimy zagospodarować tych zasobów – zauważa dr hab. Jakub Pawlikowski.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Paulina Gajkowska

Aktualizacja 11 grudnia 2018 (03:00)

Nasz Dziennik