logo
logo

HISTORIA

Zdjęcie: Arch. IPN/ -

Mordercy bez kary

Czwartek, 13 grudnia 2018 (02:34)

Pokojowy ruch „Solidarności” miał zostać rozjechany czołgami. Dramat 13 grudnia 1981 roku to ponad 100 zabitych, 10 tys. uwięzionych, tysiące zmuszonych do emigracji, zapaść gospodarcza. Jednak ani Wojciech Jaruzelski, ani Czesław Kiszczak nie ponieśli odpowiedzialności za wszczęcie wojny z własnym Narodem. Skutkiem jest relatywizacja oceny stanu wojennego w społecznej świadomości.

 

Pokojowy ruch „Solidarności” miał zostać rozjechany czołgami. Dramat 13 grudnia 1981 roku to ponad 100 zabitych, 10 tys. uwięzionych, tysiące zmuszonych do emigracji, zapaść gospodarcza. Jednak ani Wojciech Jaruzelski, ani Czesław Kiszczak nie ponieśli odpowiedzialności za wszczęcie wojny z własnym Narodem. Skutkiem jest relatywizacja oceny stanu wojennego w społecznej świadomości.

– Nie ma wątpliwości, że stan wojenny był działaniem w interesie Związku Sowieckiego, a jego celem było zachowanie monopolistycznych rządów partii komunistycznej, zapewnienie nienaruszalności systemu, który został Polsce narzucony po II wojnie światowej – podkreśla dr Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. – Junta wojskowa reprezentująca interesy obcego państwa nie może być oceniana pozytywnie. Strzelanie do ludzi, śmierć górników i innych, choćby Grzegorza Przemyka, tysiące aresztowanych – tego nie da się obronić – dodaje.

Zdaniem prezesa IPN, to ogromna porażka państwa i wyraz kryzysu moralnego, że dziś dla części Polaków ocena Wojciecha Jaruzelskiego nie jest jednoznacznie negatywna. Relatywizacja zbrodni stanu wojennego przygotowała grunt dla postkomunizmu i przeniesienia układów peerelowskich w struktury prawne, polityczne, medialne, wojskowe III RP.

– Minęło 37 lat, a my nie możemy doczekać się ani rozliczenia zbrodni stanu wojennego, ani godziwego potraktowania kombatantów walczących wówczas o wolną Polskę. Jeszcze do niedawna esbecy byli jedną z najlepiej uposażonych grup wśród emerytów – mówi Janusz Olewiński, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych.

Stowarzyszenie domaga się zmiany ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych i ustanowienia świadczenia w wysokości stanowiącej różnicę pomiędzy średnią płacą krajową a otrzymywanym wynagrodzeniem.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik