Decyzją Naczelnego Sądu Administracyjnego ponownie w Warszawie pojawią się ulice czczące osoby i wydarzenia związane z komunizmem. Nie będzie więc ul. Danuty Siedzikówny „Inki” czy Rodziny Ulmów. Będzie za to al. Armii Ludowej. Co się dzieje z Polską?
– Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiały wyrok. W całej Polsce skutecznie prowadzona jest dekomunizacja przestrzeni publicznej (niekiedy z kłopotami, ale jednak), w centrum naszej stolicy ma zaś pozostać ulica Armii Ludowej. Niczego nie ujmując jej żołnierzom, którzy w dobrzej wierze, z patriotycznych pobudek walczyli z Niemcami, jednak była to formacja w pełni podporządkowana Sowietom. Na takich patronów ulic, placów, mostów i instytucji nie może być miejsca w niepodległej Rzeczypospolitej, w której winniśmy czcić w taki sposób wyłącznie bohaterów jak „Inka” i ludzi szczególnie zasłużonych.
Na decyzję NSA z euforią zareagowali stołeczni radni Platformy Obywatelskiej. Jak Pan to interpretuje?
– Totalna opozycja z PO na czele skwapliwie wykorzystuje każdą okazję, aby zrobić na złość obozowi rządzącemu. Dla niej nie liczą się narodowe imponderabilia, a jedynie walka ze Zjednoczoną Prawicą. Nie dziwi mnie radość jej stołecznych radnych z powodu wyroku NSA. Z pewnością dla wielu z nich AL jest godna szacunku, a o Lechu Kaczyńskim mają raczej złe zdanie.
W ostatnich dniach podniósł Pan elektryzujący Polaków problem – odebrania stopnia wojskowego Wojciechowi Jaruzelskiemu. Dlaczego Pan chce wrócić do tego tematu?
– Rocznica stanu wojennego, jest dobrą okazją, aby prezydent Andrzej Duda zrealizował wreszcie ten postulat podnoszony od lutego 2010 roku przez Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, co byłoby czytelnym i sugestywnym aktem rozliczenia PRL. Podobną opinię formułuje wiele innych środowisk patriotycznych w całym kraju. Jak powiedział kiedyś były minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, nie może być bowiem tak, żeby generałami Wojska Polskiego byli jednocześnie Jan Karski i Ryszard Kukliński oraz Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak.
Po odrzuceniu przez prezydenta Andrzeja Dudę tzw. ustawy degradacyjnej widzi Pan podstawy prawne do odebrania stopnia wojskowego byłemu prezydentowi?
– Nasz apel do Prezydenta RP nie ma nic wspólnego z tzw. ustawą degradacyjną, która została przez niego zawetowana w tym roku. Chodzi nam wyłącznie o symboliczne, ale jednoznaczne wskazanie Polakom, kto z narażeniem życia zasłużył się w walce o niepodległość Rzeczypospolitej i należą mu się od niej najwyższe honory, a kto powinien być trwale napiętnowany jako zdrajca rodzimej racji stanu; dlatego przywołuję w kontekście tych postaw jedynie dwa nazwiska: Kuklińskiego oraz Jaruzelskiego. Przypominam, że prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie z 2012 roku cała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego została uznana za związek przestępczy o charakterze zbrojnym pod kierunkiem Wojciecha Jaruzelskiego. Wprawdzie jego samego wyłączono z procesu z uwagi na zły stan zdrowia, ale nigdy nie wypierał się swojej roli i wielokrotnie twierdził, że jest gotów wziąć odpowiedzialność na siebie. Sąd podkreślił, że ten związek miał swoją strukturę, przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały od marca 1981 roku, a na jego czele niewątpliwie stał gen. Jaruzelski. Potwierdził również, że – co wynika z wyroku Trybunału Konstytucyjnego – dekrety i uchwała o wprowadzeniu stanu wojennego podjęte przez Radę Państwa 12 grudnia 1981 roku były nielegalne.
I tak dzisiaj przeżywamy kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Tysiące osób internowano, a do dziś nie udało się określić rzeczywistej liczby ofiar śmiertelnych. Jak wspomina Pan ten czas?
– To był okres wielkiego smutku, ale nie beznadziei. Wielu Polaków zachowało wiarę w to, że uda się zrzucić sowieckie jarzmo i pokonać komunistów. Jedni podejmowali aktywną walkę z reżimem, drudzy prowadzili pracę organiczną, jeszcze inni skupiali się na wychowaniu młodzieży w duchu służby Bogu, Polsce i bliźnim, jak niejawny Ruch Harcerski Rzeczypospolitej, którego byłem rzecznikiem w latach 80. Oczywiście byli tacy, którzy zwątpili, ale otuchę w polskie serca wlewał Jan Paweł II, szczególnie podczas swoich pielgrzymek do Ojczyzny. No i w końcu zwyciężyliśmy, chociaż bez rozliczenia komunistycznych zbrodniarzy, którzy dostatnio i bezpiecznie żyli w III Rzeczypospolitej.
Ile zostało nam jeszcze z ideałów, które wtedy przyświecały „Solidarności”?
– Myślę, że sporo. To są ponadczasowe ideały, które odżywają w każdym pokoleniu, aczkolwiek realizuje się je w różnych warunkach historycznych i politycznych. Inaczej urzeczywistniali je powstańcy listopadowi i styczniowi, inaczej legioniści Józefa Piłsudskiego, żołnierze II RP, Armii Krajowej i antykomunistycznego podziemia, a jeszcze inaczej członkowie „Solidarności”. Polacy zawsze byli jednak gotowi wiele dla nich poświęcić, aż do ofiary życia włącznie.
Skąd – 30 lat po symbolicznym upadku komunizmu i prawie 40 lat po doświadczeniach stanu wojennego – tak wielkie problemy z przeprowadzeniem w Polsce skutecznej dekomunizacji?
– To spadek po Okrągłym Stole. Ciesząc się wtedy z bezkrwawego obalenia komunizmu, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakich gwarancji udzielili funkcjonariuszom reżimu ówcześni przywódcy opozycji demokratycznej z Lechem Wałęsą na czele. Zagwarantowano im spokojne i komfortowe życie, co musiało przynieść opłakane skutki polityczne, ale także moralne. Co ma pomyśleć młody Polak, który czyta w szkolnym podręczniku historii, kto był bohaterem, a kto zdrajcą w najnowszych dziejach, a potem idzie na Powązki Wojskowe i widzi, że największe grobowce, prawie mauzolea, mają właśni ci drudzy? Skoro w wolnej już Rzeczypospolitej nadal funkcjonuje Komunistyczna Partia Polski założona kilkanaście lat temu, a ordery Virtuti Militari posiadają zarówno Żołnierze Niezłomni, jak ich kaci, to trudno mówić o pełnej dekomunizacji. W tym kontekście ulica Armii Ludowej w Warszawie nie może, niestety, bulwersować.
Nadanie Orderu Orła Białego gen. Ryszardowi Kuklińskiemu będzie tym symbolicznym wydarzeniem, w którym uzna Pan, że w Polsce skończył się komunizm?
– Będzie niewątpliwie wielkim krokiem w tym kierunku. Cieszę się, że na skutek sugestii wielu organizacji kombatanckich i niepodległościowych – w tym POKiN – jeden z największych bohaterów w najnowszej historii nie tylko Polski, ale całego świata został w 2016 roku pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady przez prezydenta Andrzeja Dudę na formalny wniosek ministra Macierewicza. Nasze Porozumienie nie ustanie w działaniach na rzecz zaliczenia go w poczet kawalerów Orderu Orła Białego, bo także dzięki niemu Rzeczpospolita i inne kraje Europy Środkowej odzyskały wolność. Jeden z szefów CIA już dawno temu powiedział: „Nikt w ciągu ostatnich 40 lat nie wyrządził komunizmowi takich szkód jak ten dzielny Polak”. Nie tracę nadziei, że najważniejsze odznaczenie, jakim dysponuje Polska, zostanie mu w końcu przyznane.

