logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Recepta na rozpad Unii

Czwartek, 13 grudnia 2018 (22:48)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Theresa May obroniła się przed wotum nieufności i zostaje na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii. Czy może świętować zwycięstwo, czy tylko wygraną bitwę?

– To oznacza wygraną w bitwie, bo wojna w zakresie brexitu wciąż trwa i tak naprawdę rozstrzygnie się dopiero w momencie ratyfikacji umowy z Unią o opuszczeniu wspólnoty przez Wielką Brytanię. Fakt, że dwustu posłów zagłosowało za pozostaniem Theresy May na stanowisku, nie oznacza, że są oni za umową brexitową w kształcie, jaki brytyjska premier wynegocjowała z Brukselą. Dlatego sytuacja jest wciąż niepewna, bo nie wiadomo, czy to, co ewentualnie uda się jeszcze pani premier wynegocjować, zostanie zaakceptowane przez brytyjski parlament. Jeśli nie będzie akceptacji, to dymisja premier May też może być przesądzona.    

W Brukseli rozpoczął się dzisiaj unijny szczyt, czy pozycja premier May – po wczorajszym głosowaniu w Izbie Gmin – jest teraz mocniejsza?

– Pozycja premier Theresy May jest owszem mocniejsza w tym znaczeniu, że ma poparcie, że reprezentuje realną większość parlamentarną, a nie tylko samą siebie, czym potwierdza swój mandat do prowadzenia negocjacji z Unią Europejską.

Czy może wytargować jeszcze coś więcej? Mam na myśli renegocjację warunków brexitu. 

– To jest w dużym stopniu zależne od partnerów, czyli od państw Wspólnoty. Jeśli nie wytarguje nic więcej niż dotychczas, to zarówno Unia Europejska, jak i premier May ryzykują wyjście Wielkiej Brytanii tzw. dzikie ze Wspólnoty, co wcale nie oznacza, że koszty brexitu poniosą tylko Brytyjczycy. Musimy pamiętać, że gospodarka brytyjska jest zakotwiczona we wspólnocie Commonwealth of Nations, czyli wspólnocie narodów, a więc w środowisku bardzo szerokich światowych kontaktów i w sensie gospodarczym jest to niezwykle mocny organizm. W tej sytuacji pozwolenie sobie na taki oto ruch, że mamy do czynienia z brutalnym wyjściem z Unii, z zerwaniem pewnych relacji, jest ryzykowne w dwie strony. I w tym sensie tzw. miękkie wyjście, miękki brexit byłby rozwiązaniem. Oczywiście niektórzy w Unii Europejskiej chcieliby na przykładzie brytyjskim pokazać, że nie opłaca się wychodzić ze Wspólnoty, że każdy następny, który chciałby spróbować, będzie ukarany. Jednak warto przy tym pamiętać, że taką postawą można komuś rozbić kolano własnym nosem i Unia Europejska może być w tej chwili w takiej właśnie sytuacji.

Przykładem polityka, który mówi, że nie ma mowy o renegocjacji porozumienia brexitowego jest np. Donald Tusk…

– Tusk mówi to, co mu nakaże Angela Merkel. Wydaje się, że elity brytyjskie widzą te zależności istniejące w Unii i dlatego nie są skłonne do tego, żeby zrezygnować z wyjścia. Dostrzegają to, że Unia idzie szybkimi krokami w kierunku superpaństwa, uzurpuje sobie coraz to nowe kompetencje władzy, dlatego powrót do tego środowiska – w dodatku powrót na kolanach – nie wchodzi w grę. Wydaje się, że polityczne elity brytyjskie nie biorą tego pod uwagę, a jeśli nie, to powoduje, że elity brukselskie grają na twardo Brytyjczykami i mogą chcieć doprowadzić do miniwojny handlowej. Jakby się nie stało, to nie jedna, ale obie strony wyjdą z tego poturbowane i obie będą cierpieć.

Na Wyspach panuje też przekonanie, że Brytyjczycy pospieszyli się z decyzją w referendum dotyczącą wyjścia z Unii…

– Ten trend euroentuzjastyczny jest także obecny w Wielkiej Brytanii, i jest on również silny, nie mniej jednak nie można powiedzieć, żeby euroentuzjaści mieli na tyle przewagę, że np. ogłoszenie nowego referendum przyniesie wynik pozytywny dla Unii Europejskiej. Proszę tylko zwrócić uwagę, co się dzieje na ulicach miast Francji, chociażby, co się ostatnio stało – mam na myśli – zamach terrorystyczny w Strasburgu, i w ogóle na to, co robi Bruksela, w jaki sposób dąży do centralizacji – to nie przekonuje Brytyjczyków, którzy zawsze byli przeciwni budowie superpaństwa europejskiego. I skoro Unia cały czas w tym kierunku brnie, to tym bardziej może wywoływać spotęgowany opór. Oczywiście Bruksela gra na brytyjskich euroentuzjastów, stara się od wewnątrz kreować pewną siłę, która miałaby złamać ruch eurosceptyczny, ale te siły nie są w przewadze.

Czy zważając na bieżące wydarzenia, jest już pewne, że 29 marca 2019 roku Wielka Brytania opuści Unię Europejską?

– W polityce nic nigdy nie jest pewne do końca. Jednak czas – w sensie procedury prawnej – jest tak krótki, że trudno będzie cokolwiek zmienić. Natomiast zmienić można tylko warunki wyjścia Wielkiej Brytanii, tzn. dookreślić je, doprecyzować poprzez ratyfikację podpisanego porozumienia. Jeśli zaś chodzi o inną decyzję, co do rezygnacji z brexitu, to w tej sprawie trzeba byłoby zorganizować nowe referendum. Jednak jeśli nie ma takiej woli rozpisania referendum, a wydaje się, że nie ma, to brexit się dokona. Co więcej, dokona się na twardych warunkach, bo wtedy nie ma dookreśleń, jest tylko jasna decyzja, że wychodzimy i koniec. Jest też inny wariant, że jednak nastąpi dookreślenie warunków, ale póki co jesteśmy świadkami gry nerwów. To, że Unia deklaruje, iż nie ma możliwości negocjacji warunków brexitu, to jest cały czas gra na euroentuzjastów brytyjskich, a z drugiej strony na osłabienie Londynu w tych rozmowach. Równie dobrze Bruksela – w pewnym momencie – może sobie uświadomić, że jeśli nie pójdzie na pewne ustępstwa, to się to skończy twardym brexitem. W efekcie sama Unia Europejska może się dalej rozpadać. Proszę też pamiętać, że Unia jest przed wyborami do europarlamentu w maju przyszłego roku i jeśli tutaj nastąpi jakiś wstrząs, to eurosceptycy w Niemczech, we Francji, we Włoszech, Grecji, w Szwecji, a także w Polsce jeszcze bardziej będą rośli w siłę.

Jaki scenariusz byłby najlepszy dla Polski?

– Proszę zwrócić uwagę, że do niedawna Wielka Brytania była drugim rynkiem eksportu dla Polski, zresztą wciąż mamy ogromną sięgającą w ubiegłym roku bodajże 8,2 miliarda euro nadwyżkę handlową z Wielką Brytanią. W momencie twardego brexitu to się zmieni na naszą niekorzyść, a polscy eksporterzy mogą mieć problemy. Dlatego korzystny dla Polski jest tzw. miękki brexit z porozumieniem, bo wtedy nasze interesy, nasi obywatele pracujący na Wyspach, cały szereg istniejących polsko-brytyjskich relacji zostałby utrzymany. Natomiast jeśli będzie twardy brexit, to nie tylko my, ale każdy inny kraj Unii będzie miał problem. Oczywiście dla nas najlepiej byłoby, gdyby Brytyjczycy zostali w Unii Europejskiej i razem z nami prowadzili twardszą grę na upodmiotowienie państw narodowych. Jednak wydaje się, że jest to scenariusz bardziej życzeniowy i raczej mało prawdopodobny.

Premier Mateusz Morawiecki wyjechał na szczyt do Brukseli z wotum zaufania dla rządu. Czy karta Polski, jeśli chodzi o negocjacje brexitowe, jest tym samym mocniejsza?

– Zgłaszając wniosek o wyrażenie wotum zaufania dla rządu, premier Morawiecki chciał przede wszystkim zamanifestować to, że trzyletnie, konsekwentne działania Komisji Europejskiej i jej wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa czy Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu nie przyniosły spodziewanego efektu. Ten spodziewany efekt to nie jest żadna obrona demokracji czy rzekomo zagrożonych wolności obywatelskich, ale tu chodzi o coś innego, o upadek polskiego prawicowego rządu w Polsce. Natomiast tym ruchem zostało pokazane – czarno na białym, że rząd Zjednoczonej Prawicy ma większość parlamentarną i nic się nie dzieje, co w najbliższej perspektywie mogłoby spowodować upadek tego rządu. W sensie negocjacyjnym jest to silny mandat. Natomiast dyskusja, którą chciał wywołać Grzegorz Schetyna wotum nieufności dla rządu, byłaby w drugą stronę, w kontrze do rządu i mielibyśmy cały szereg tyrad oraz ataków. Tymczasem Mateusz Morawiecki zrobił to, co już wcześniej zrobił Donald Tusk jako premier, starając się wykorzystać ten taktyczny manewr, aby wzmocnić swoją pozycję zarówno wewnątrz – w Polsce, jak i na zewnątrz, w tym również w negocjacjach dotyczących brexitu – łagodząc nastroje, ale też w relacjach z Komisją Europejską.

Dziękuję za rozmowę.      

 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 13 grudnia 2018 (23:33)

NaszDziennik.pl