logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Jakiej Polsce chcą służyć?

Sobota, 15 grudnia 2018 (11:41)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry Historii XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Decyzją sądu i władz Warszawy w stolicy wracają komunistyczne nazwy ulic. Jak Pan to odbiera? Jaka jest ocena historyczna tej decyzji?

Ocena jest jednoznaczna – wygląda na to, że Pan Bóg komuś odebrał rozum. To, z czym obecnie mamy do czynienia, to jest działanie szaleńca, albo – inaczej mówiąc – agenta, człowieka, który widocznie nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, że Polska jest dzisiaj krajem wolnym, a nie wciąż zależnym od Kremla. Polska nie musi już realizować moskiewskich zobowiązań, jakie do niedawna funkcjonowały na ulicach Warszawy. I to jest coś wyjątkowo oczywistego. Żadna ze zmian teraz dokonanych przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego i radnych miasta stołecznego Warszawy nie jest do utrzymania. Trzeba mieć dużo złej woli, żeby opowiadać się za starą wersją nazewnictwa ulic.    

To gest Platformy wobec komunistycznego elektoratu?

Być może do tej pory uważano, że Platforma jest stronnictwem polskim, w tej chwili natomiast – swoimi skandalizującymi decyzjami – ewidentnie politycy tej formacji poświadczają, że patrzą w stronę Moskwy.  

Czy to nie chichot historii, że bohaterowie naszej niepodległości – tym razem w wolnej Polsce – znów spychani są do podziemia? Jak wytłumaczyć ten fakt młodemu pokoleniu?

To jest działanie irracjonalne, a decyzja wcześniej Naczelnego Sądu Administracyjnego, a teraz stołecznych władz o przywróceniu komunistycznych notabli do nazewnictwa ulic Warszawy nie ma żadnego uzasadnienia. Szczególnie trudno to pojąć w momencie, kiedy Polska jest wolna i powinna fetować nie obcych agentów, tylko własnych bohaterów, którzy o tę wolność walczyli. W wielu wypadkach są to osoby, które za wolną Polskę oddały życie albo całe życie pracowały na rzecz Polski, a teraz się ich poniża.

Czy historia – szczególnie tak krwawa – powinna być elementem walki politycznej?

Prawda jest jedna, prawda jest obiektywna, i nie można jej traktować jako elementu utylitarnego i dowolnie interpretować i stosować ją na własny, prywatny użytek, naginając przy tym fakty. Oczywiście, można tu mówić o pewnej polityce historycznej, ale polityka historyczna warszawskiego ratusza – w tym wypadku – nie jest w interesie Polski.

Jak odczytać fakt, że Rada m.st. Warszawy stosowną uchwałę w tej sprawie podejmuje 13 grudnia?

Dzień 13 grudnia jest ważną datą, datą wyjątkowo ohydną w naszej narodowej historii. Kojarzy się jednoznacznie z dokonaniem zamachu przez komunistyczne władze, zależne od Moskwy, na Polskę oraz na prawa i wolność Polaków. Wielu ludzi, którzy zostali wówczas internowani, wciąż żyje i pamięta godzinę milicyjną i wszystkie inne restrykcje. Tym bardziej więc działanie, jakie podjęły obecne władze Warszawy, są policzkiem wobec wszystkich ciemiężonych i ofiar stanu wojennego. Ta decyzja może tylko świadczyć o specyficznym wyczuciu politycznym, bo podejmowanie jej w momencie, kiedy chcemy uczcić ofiary stanu wojennego, jest czymś wyjątkowo ohydnym.

I to wszystko dzieje się w roku obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości…

Na przestrzeni stu lat udało się nam dwukrotnie zdobyć wolność. W lutym 1919 roku zebrał się Sejm i mimo przerwy ponadwiekowej uznał, że powstająca II Rzeczpospolita jest kontynuacją I Rzeczypospolitej. I my dzisiaj też ciągle mamy nieodciętą pępowinę z PRL-em, stąd też chyba wielu ludzi jest nadal przekonanych, że czas komunizmu się nie skończył, że ciągle ma swoje prawa.

Ci, którzy tak uważają, być może mają rację, bo przecież dla wielu z nich nic się nie zmieniło...

W sensie prawnym, owszem, można powiedzieć, że mają rację, że to ciągle – niestety – jest czas agentów. Ale jeśli się na to zgodzimy, jeśli ludzie o takich poglądach nadal będą obecni w naszym życiu politycznym, to nie mówmy, że mamy wolną Polskę i że chcemy we własnym domu rządzić się po polsku. Warto też podkreślić, że za powrotem komunistycznych nazw do przestrzeni publicznej Warszawy opowiedziała się partia i ludzie, którzy na sztandarach mają wzniosłe hasła i mówią o sobie, że chcą służyć Polsce. W tym momencie należałoby ich zapytać, jakiej Polsce chcą służyć…

                            Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl