logo
logo

Zdjęcie: / Inne

Wspólna misja

Środa, 19 grudnia 2018 (03:47)

Rozmowa z Anastazją Tomecką, prenumeratorką „Naszego Dziennika”

 

Dlaczego zdecydowała się Pani na zakup prenumeraty „Naszego Dziennika”?

– Różne okoliczności rodzinne sprawiły, że na dłuższy czas musiałam wyjechać z domu. Sytuacja ta była dla mnie wyjątkowo niepewna, bo nie wiedziałam, czy w nowym miejscu będę miała zapewniony dostęp do prasy i czy będę kupować i czytać „Nasz Dziennik”. Podjęłam decyzję o wykupieniu miesięcznej prenumeraty. Chciałam mieć pewność, że będę mieć swoją ulubioną gazetę i że żaden z artykułów mnie nie ominie.

A więc jest Pani stałą Czytelniczką „Naszego Dziennika”?

– Powiem panu tak: bywa, że kupuję nawet cztery egzemplarze. Naprawdę. W żaden sposób nie przesadzam.

Cztery? Dlaczego aż tyle?

– To jest sprawa oczywista. Kupuję kilka numerów, żeby później rozdawać je znajomym. Robię tak zawsze, gdy uznam, że kwestia, którą redaktorzy pracujący w dzienniku poruszają, jest niezwykle ważna lub budująca. Tak było chociażby po ostatniej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja do Torunia. To wyjątkowo piękne wydarzenie. Wszyscy słuchacze rozgłośni mogli się spotkać w jednym miejscu, aby dziękować Bogu za to, że to Radio jest z nami. Łączyły się z nami miliony słuchaczy na całym świecie. I właśnie „Nasz Dziennik” zrobił z tego wydarzenia piękną relację.

To, co mnie szczególnie ucieszyło, to opublikowanie bardzo ciekawego i odważnego kazania ks. abp. Andrzeja Dzięgi, metropolity szczecińsko-kamieńskiego, wielkiego przyjaciela naszego Radia Maryja. Kupiłam więcej numerów, bo musiałam rozdać znajomym. Uważałam, że muszę tak zrobić. Słowa księdza arcybiskupa były tak piękne, że musiałam je ponieść w świat. Zaniosłam także księżom. Nigdy nie powinniśmy zapominać o kapłanach. Najchętniej wykupywałabym wszystkie numery, żeby nie było żadnych zwrotów. Ale to nie zawsze jest możliwe.

Od jak dawna sięga Pani po „Nasz Dziennik”?

– Od samego początku. Kiedy tylko „Nasz Dziennik” zaczął się ukazywać, to zawsze go kupuję. Później, jak przeczytam, daję egzemplarz mojej znajomej, która ma pięcioro dzieci. Wiem, że czyta też jej mąż. Dodatkowo kupuję „Nasz Dziennik” znajomemu księdzu. Ale tylko sobotnio-niedzielne wydanie. Jest bardzo szczęśliwy, że może poczytać tę gazetę. Tym bardziej że to młody ksiądz, pełen zapału. Uważam, że każdy powinien angażować się w promocję „Naszego Dziennika”. Dobre rzeczy powinny trafiać do jak największego grona osób. Bo to jest szansa na poprawienie losu naszej Ojczyzny i tchnięcia w nią nowego ducha. To samo się nie zrobi. Potrzeba naszego zaangażowania. O tym bardzo często mówi o. Tadeusz Rydzyk CSsR. Nikt za nas tych spraw nie załatwi. Dlatego musimy brać na siebie odpowiedzialność i niech każdy robi tyle, ile może. Radio Maryja i „Nasz Dziennik” podają słowo, a my nieśmy je w świat.

Które tematy poruszane przez „Nasz Dziennik” są dla Pani szczególnie ważne?

– Mogłabym powiedzieć, że wszystkie, bo zawsze czytam całą gazetę. Ale ze szczególnym zainteresowaniem pochylam się nad tekstami odnoszącymi się do rodziny i spraw z nią związanych. Piękne są także katechezy ks. kard. Roberta Saraha. Budujące są homilie naszych księży biskupów. Chociaż jestem na emeryturze, to tak się czasami zaczytam, że brakuje mi czasu na inne zajęcia.

Angażuje się Pani w życie Rodziny Radia Maryja?

– W lipcu co roku organizuję pielgrzymki naszego Koła w Wodzisławiu Śląskim na Jasną Górę. Do Torunia jeżdżę nieregularnie. W tym roku udało mi się pojechać. Miałam takie wewnętrzne pragnienie, żeby spotkać się z całą Rodziną Radia Maryja na wspólnym świętowaniu. Jeśli pragnienia są dobre, to Pan Bóg tak wszystkim pokieruje, że marzenia uda się zrealizować. Najlepszym przykładem tego jest o. Tadeusz Rydzyk. To wspaniały człowiek. Pan Bóg i Matka Boża posłużyli się nim i dzięki temu powstało tyle wielkich dzieł. Bardzo dobrze, że w Toruniu obecny był również rząd. Że premier i ministrowie mogli usłyszeć apel ks. abp. Andrzeja Dzięgi o jak najszybsze otoczenie ochroną życia dzieci nienarodzonych. Bo to jest sprawa bolesna, że w Ojczyźnie tylu wielkich osób, niewyobrażalnych świętych i błogosławionych: św. Jana Pawła II, św. Maksymiliana Kolbego, św. Siostry Faustyny czy obrońcy godności człowieka bł. ks. Jerzego Popiełuszki inicjatywa „Zatrzymaj aborcję” jest ciągle nieprzyjęta przez parlament.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik