logo
logo
zdjęcie

Ks. dr hab. Piotr Kieniewicz MIC

Zamrożone obietnice

Sobota, 22 grudnia 2018 (19:45)

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów parlamentarnych, w ofercie programowej miało ochronę życia nienarodzonych. Trudno było tej partii nie wierzyć, ponieważ w kończącej się wówczas kadencji parlamentu niemal jednomyślnie opowiadała się za przedstawianymi projektami obywatelskimi ukierunkowanymi na lepszą ochronę życia nienarodzonych. Historia kolejnych lat pokazała, jak czcze były owe obietnice i jak daremne nadzieje na zmianę prawa, które dopuszcza zabijanie dzieci, wobec których istnieje podejrzenie choroby lub nieprawidłowego rozwoju.

Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego zdobyło w wyborach 2015 roku większość parlamentarną, co było – w historii Polski po 1989 roku – wydarzeniem bez precedensu. Warto przypomnieć, że miało to miejsce w miesiąc po udzieleniu jednomyślnego poparcia projektowi delegalizującemu aborcję w Polsce. Dlatego wszyscy uwierzyliśmy w deklaracje wzmocnienia ochrony życia nienarodzonych. Natychmiast po wyborach PiS przystąpiło do działań ukierunkowanych na ugruntowanie władzy. Wbrew oporom coraz bardziej radykalizującej się opozycji, wspieranej przez liberalne media oraz Parlament Europejski, Komisję Wenecką i kogo się da jeszcze, konsekwentnie zmieniano ustawy, dążąc do usunięcia polityków i sędziów związanych z poprzednią ekipą rządzącą ze spółek, urzędów i trybunałów. Było to o tyle zrozumiałe, że niemal natychmiast po wyborach dała się zaznaczyć obstrukcja tych środowisk wobec nowej władzy.

Według nieformalnych sygnałów, wychodzących z parlamentu i kancelarii premiera, politycy rządzącego ugrupowania woleli pracować na projekcie obywatelskim, a nie na własnym, partyjnym czy rządowym. Projekty takie zostały zatem przygotowane. Pierwszy był projekt „Stop aborcji” Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, poparty przez blisko pół miliona obywateli. Został odrzucony głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości pod pozorem nadmiernej penalizacji, mimo iż inicjatorzy wprowadzili przed głosowaniem autopoprawkę wycofującą przepis o karaniu kobiet dokonujących aborcji. Rok temu złożony został projekt „Zatrzymaj aborcję”, proponujący delegalizację aborcji eugenicznej, poparty przez ponad 830 tys. obywateli. Z trudem dotarł do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która najpierw w marcu pozytywnie się o nim wypowiedziała, by potem przez długi czas nie robić z nim nic, a w końcu – w lipcu 2018 roku – przekazać go do zaopiniowania specjalnej podkomisji, zdominowanej przez posłów, którzy głosowali przeciwko procedowaniu projektu.

Od tamtego czasu minęło kolejnych 5 miesięcy. Na Wiejskiej cisza. Do Trybunału Konstytucyjnego skierowany został list 79 posłów domagających się wykładni odnośnie do przesłanki eugenicznej. W odpowiedzi 7 grudnia prezes PiS zakazał posłom podejmowania problematyki antyaborcyjnej w jakiejkolwiek formie. Nie przeszkodziło to w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, by Jarosław Gowin opowiedział się w RMF za utrzymaniem tzw. kompromisu aborcyjnego.

Tyle historii, z której jednoznacznie wynika całkowity brak woli politycznej kierownictwa PiS, by wykorzystać otrzymany od Narodu mandat dla uczynienia prawa bardziej sprawiedliwym. Nazwa ugrupowania tym samym zaczyna nabierać równie cynicznego wymiaru. Prawo, które pozwala na zabijanie niewinnych, jest bezprawiem i niesprawiedliwością.

W 73. numerze „Evangelium vitae” św. Jan Paweł II dopuścił możliwość wejścia w kompromis polityczny – polegający na dopuszczeniu prawa nieobejmującego ochroną wszystkich – dla poprawy stopnia ochrony życia. Owa zgoda ma jednak charakter warunkowy. Posłowie katoliccy mają obowiązek podjąć wysiłek objęcia ochroną wszystkich, gdy tylko będzie to możliwe. Tego obowiązku ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego nie podjęło. Wygląda bowiem na to, że PiS-owi zależy bardziej na władzy niż na ochronie życia najsłabszych. Programy socjalne – być może potrzebne, choć osobiście wolałbym, by zamiast nich obniżyć podatki – skłaniają wielu do udzielenia poparcia Prawu i Sprawiedliwości. Trzeba mieć jednak świadomość, że wybór pomiędzy pieniędzmi a życiem miał już swój precedens w osobie Judasza, który sprzedał krew niewinną za 30 srebrników. „Naród, który zgadza się zabijać własne dzieci, jest narodem bez przyszłości” – powiedział w Kaliszu św. Jan Paweł II. To samo zdanie przypomniał polskim politykom 1 grudnia 2018 roku ks. abp Andrzej Dzięga w Toruniu.

Na bezczynność posłów w odniesieniu do ochrony życia przez trzy lata większościowych rządów PiS nie ma żadnego usprawiedliwienia. Dowiedli, że potrafią uchwalać błyskawicznie i bez oglądania się na wściekłą ponad wyobrażenie opozycję dowolne ustawy, na których im zależy. Gotowi są wejść w spór z organami i instytucjami Unii Europejskiej. Nie są gotowi zmierzyć się z własnym sumieniem. Stoją dziś przed podobnym wyborem moralnym, co lekarz kierowany przez dyrektora szpitala do wykonania aborcji. Zasłanianie się dyrektorską czy prezesowską decyzją nie zmniejsza odpowiedzialności – ani lekarza, ani posła. Wybrani zostali przez Naród i reprezentują Naród. Odpowiadają przed Narodem oraz – jak wielu z nich zaznaczyło podczas ślubowania – przed Bogiem.

Ks. dr hab. Piotr Kieniewicz MIC

Autor jest teologiem moralistą.

NaszDziennik.pl