logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Stańmy w obronie wartości

Sobota, 22 grudnia 2018 (19:46)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed nami święta Bożego Narodzenia tymczasem coraz częściej pojawiają się pomysły, aby przestrzeń publiczną pozbawiać symboli religijnych związanych z tym okresem. Skąd te antychrześcijańskie gesty w Polsce?

– Polska jest poddawana podobnym procesom legislacyjnym, które przeszła Europa i które przechodzi cały świat zachodni. To bardzo źle, dlatego że przez to nasza kultura staje się dzika, a bez chrześcijaństwa praktycznie zwyrodnieje. Cóż bowiem znaczą święta Bożego Narodzenia bez Pana Boga, bez Chrystusa? To jest absurd sam w sobie i nie ma w tym krzty rozumu, już nie mówiąc o wierze. Pamiętajmy, że Warszawa czy inne miasto, czy cała Polska bez zasad, bez Boga się nie ostoi.

Kto i dlaczego próbuje nam urządzić Boże Narodzenie bez Pana Boga i zniszczyć tradycję chrześcijańską, z której wyrastamy? Zniszczyć to, co od wieków było dla pokoleń Polaków oparciem, fundamentem?

– Świety bp Józef Sebastian Pelczar mówił, że religia w naszym Narodzie zawsze stanowiła fundament, ostoję tradycji oraz wartości moralnych i kulturowych Polski w okresach ciemnych nocy dziejowych. Wtedy też był problem, dlatego obawiano się, że kręgi lewackie, lewicowe, kręgi masońskie będą się starały doprowadzić do laicyzacji Polski na wzór francuski. U progu naszej niepodległości ta obawa była, ale po pierwsze, Kościół podjął ogromny wysiłek, ażeby nie dopuścić do laicyzacji, a po drugie, ówczesne elity polityczne zdiagnozowały, że nie można iść w takim kierunku, bo Polska w obliczu wielkich zagrożeń ze Wschodu i Zachodu się nie ostoi. Natomiast czasy komunizmu to czasy laicyzacji, gdzie kolejna ideologia socjalistyczna, komunistyczna zwycięża. Z kolei dzisiaj na Zachodzie mamy wszechobecny neomarksizm i on przedarł się także do nas, ale jako moda i niektóre kręgi polityczne, ośrodki medialne czy kręgi kulturalne, naukowe, a wreszcie administracyjne w to wchodzą. Z drugiej strony obawiam się, że osłabła w nas, w Narodzie, a w szczególności wśród katolików, także wśród duchowieństwa czujność. W imię poprawności politycznej jesteśmy w stanie krzyż schować do szafy czy pod marynarkę, żeby tylko nikogo nie urazić. To – w mojej ocenie – nie ma nic wspólnego z duchem misyjności. Naszą kultura zachodnia jest, owszem, ukształtowana w tradycji tolerancji, ale do głębi katolicka. I o tym należy pamiętać.

Część radnych Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miasta Warszawy chciała, aby spotkanie opłatkowe miało neutralny charakter i odbyło się bez symboliki chrześcijańskiej, bez opłatka i modlitwy...

– To jest dokładnie ilustracja tego, o czym już powiedziałem, że rewolucja kulturowa zatacza coraz szersze kręgi i tak na dobrą sprawę jesteśmy w dobie wojny kulturowej. Na marginesie powiem, że w poniedziałek – zresztą na mój wniosek – w Sali Obrad Sejmiku Województwa Lubelskiego, obok orła i godła ziemi lubelskiej, zawisł krzyż. I w odróżnieniu od postawy części stołecznych radnych odnośnie do opłatka nie spotkało się to ze sprzeciwem czy oporem, pomimo że nie wszyscy są katolikami. Budynek jest w miarę nowy, poprzednia koalicja rządząca w sejmiku nie zawiesiła tam krzyża i myślę, że tuż przed świętami Bożego Narodzenia jest to bardzo ważny znak. To pokazuje, że takich decyzji nie należy się bać, że trzeba je podejmować, należy być ofensywnym. Trzeba sobie zdać sprawę, że we wszystkich przestrzeniach – dotyczących również symboliki chrześcijańskiej – mamy do czynienia z wojną kulturową, wojną duchową, i w tym momencie zakłamywanie rzeczywistości osłabia naszą czujność. Mamy niestety bierność, która jest przysłaniana mową o dialogu i źle pojętej tolerancji. Tradycja chrześcijańska zawsze była łącznikiem, a dzisiaj próbuje się ją wykorzystać do tworzenia podziałów. To niebezpieczna droga.  

Próba rugowania chrześcijaństwa ze sfery publicznej dotyczy także szkół. „Głos Nauczycielski” – organ prasowy Związku Nauczycielstwa Polskiego wręcz zamieszcza „poradnik” dla szkół dotyczący sposobu obchodzenia świąt Bożego Narodzenia, ale bez religijnego charakteru, aby nie urazić uczniów innych wyznań

– Taka postawa jest charakterystyczna dla Związku Nauczycielstwa Polskiego, który był mocno laicki, a nawet antyklerykalny przed wojną. W czasie PRL-u ZNP był narzędziem w rękach komunistycznych władz i mając takie korzenie – dzisiaj szuka inspiracji. I ten nowy socjalizm, w tym wypadku neomarksizm kulturowy, jest nową fascynacją dla tego kręgu. Jeśli się przyjrzeć tego typu zachowaniom, to zauważymy, że idą one falami. Marksizm niestety nie umarł, ale marksizm się niestety odnawia w różnych postaciach i to, co prezentuje dzisiaj ZNP w swoim „poradniku” dla szkół, to nic innego, jak jego kolejna emanacja. Absurdem jest też mówienie o obrażaniu czyichś uczuć, to nic innego jak pseudointelektualne wywody, które ideologicznie są antychrześcijańskie i są zwyczajnie propagandą uskutecznianą przez środowiska, które głoszą tego typu hasła.

Takie próby wyparcia tradycji czy religii chrześcijańskiej mogą się oczywiście pojawiać, ale co z naszą – ludzi wierzących – reakcją, co z naszą czujnością?      

– Trzeba się poważnie zastanowić, czy nasze duchowieństwo, czy rodzice wzywają dziś do obrony polskiej, chrześcijańskiej szkoły. Czy organizacje, różne grupy katolickie, których jest bardzo dużo, które działają praktycznie przy każdej parafii, zajmują się tymi problemami czy może bardziej zajmują się sobą? Jeśli są skupieni na sobie, to – w mojej ocenie – jest to grzech zaniedbania. W takiej sytuacji przeciwnicy Boga, przeciwnicy Kościoła, przeciwnicy polskiej, katolickiej szkoły, którzy są zmotywowani, często też inspirowani i finansowani z zewnątrz, będą coraz bardziej zdobywać przestrzeń i ta degradacja naszej kultury narodowej, kultury chrześcijańskiej będzie postępować. Musimy się stać jednością i bronić tych wartości, bo one są naszą siłą.

Jak w tej sytuacji powinni się zachować rodzice?   

– W mojej ocenie, kapłani, duchowni powinni wezwać do obrony polskiej, katolickiej szkoły. Podobnie organizacje katolickie działające przy parafiach muszą się w to zaangażować. Co więcej, biskup miejsca powinien wezwać katolików do większej aktywności w tym zakresie i wspierać tych, którzy na tym polu będą aktywnie działać. Każdy według stanu i swojej odpowiedzialności musi włączyć się w dzieło ratowania polskiej szkoły. Nie można z tym problemem zostawić rodziców, którzy mają wiele różnych spraw na głowie, nie można też całej odpowiedzialności złożyć tylko na biskupa czy księdza. Jeśli się w porę nie zreflektujemy, jeśli wspólnie nie stawimy czoła rozwadnianiu katolicyzmu, to ten postępujący proces doprowadzi do całkowitej laicyzacji. Takie jest moje zdanie.

Stać nas na tę jedność?

– To jest wymóg, to jest zadanie i cel, jeśli nie chcemy, aby niszczono nasze korzenie. Wszędzie tam, gdzie Kościół poszedł na tzw. dialog – nie rzeczywisty, ale polegający na ustępstwach – doszło do destabilizacji życia społecznego. Podam może przykład z własnego doświadczenia. Mianowicie byłem kiedyś w Madrycie na obchodach rocznicy zamachu na madryckie metro i kiedy zobaczyłem, jak to wygląda w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z tragedią, natomiast nie ma żadnej modlitwy za ofiary, w wydarzeniu rocznicowym nie uczestniczy żaden duchowny, gdzie jedynym elementem, który wzbudza zadumę, jest koncert muzyki poważnej przed ratuszem, gdzie uczestniczy kilka czy kilkanaście osób, i to wszystko odbywa się w katolickiej Hiszpanii, to ręce opadają. Jeśli możliwe było, aby do takiego stanu doprowadzić Hiszpanię, to do podobnego stanu można doprowadzić Polskę. I zabiegi w tym kierunku są już podejmowane, dlatego jeśli się w porę nie obudzimy, to czeka nas katastrofa.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl