logo
logo
zdjęcie

Paulina Gajkowska

Język zabijania

Piątek, 28 grudnia 2018 (03:00)

Zwolennicy uśmiercania dzieci poczętych twierdzą, że każda zmiana w kierunku większej ochrony życia jest „zaostrzeniem przepisów aborcyjnych”. Jest to celowa strategia narzucania społeczeństwu fałszywego i tragicznego w skutkach paradygmatu. Według niego każde działanie mające na celu ratowanie ludzkiego życia w najbardziej bezbronnej fazie jest rozwiązaniem noszącym wręcz znamiona restrykcji.

Być może niektórym rzecznikom tzw. kompromisu aborcyjnego taka retoryka zagłusza wyzuty sumienia. W istocie to obecnie mamy do czynienia z zapisem, który jest restrykcyjny – skazuje on niewinnych ludzi na śmierć tylko dlatego, że podczas badania stwierdzono ewentualność wystąpienia wady genetycznej. Warto przyjrzeć się temu, co niesie za sobą obecne prawo, jakie są jego skutki.

Obecna ustawa odpowiada za śmierć tysiąca polskich dzieci rocznie. Utrwala mentalność eugeniczną. Sprawia, że diagnostyka prenatalna zamiast służyć terapii, staje się narzędziem do wydawania śmiertelnych wyroków. Czy to wszystko nie jest wystarczającym powodem, aby jednoznacznie stwierdzić, że to właśnie aborcyjna przesłanka eugeniczna, na której zniesienie czekają miliony Polaków, jest nieludzkim prawem? Projekt „Zatrzymaj aborcję”, który polityczną decyzją kierownictwa partii rządzącej został zamrożony w Sejmie, jest złagodzeniem tej w istocie okrutnej i bezwzględnej ustawy. Jeśli przyjrzymy się statystykom aborcji wykonywanych w naszym kraju w majestacie prawa przez ostatnie lata, wyraźnie zobaczymy, że ich liczba nie maleje. Ten dramatyczny proces uśmiercania niewinnych dzieci należy jak najszybciej zatrzymać.

Język, jakiego się używa, jest niezwykle istotny. Przemawia on do społeczeństwa. Każda rewolucja zaczyna się od zmiany języka i przewartościowania pojęć. Dziś próbuje się wmówić, że aborcja to „zabieg” i jedno z tzw. praw reprodukcyjnych. Zaskakujące jest jednak to, że język do tej pory używany głównie przez radykalne feministki zaczyna być coraz powszechniej stosowany. Tak jest w przypadku nieuprawnionego, wprowadzającego w błąd nazywania projektu ratującego nienarodzone dzieci „zaostrzeniem prawa aborcyjnego”. Na ten brak logiki w mówieniu o „zaostrzeniu prawa do nieżycia” zwrócił uwagę ostatnio ks. abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Ci, którzy sprzeciwiają się zmianie ustawy, mówią o zjawisku pozytywnym w sposób negatywny. Ideolodzy stosują tę metodę od dawna. Do tego stopnia zakłamują rzeczywistość, że nie mają żadnych oporów, aby formułować nawet tak absurdalne hasła, jak „aborcja to życie”.

Coś takiego jak „prawo do aborcji” nie istnieje. W sposób fałszywy i traktujący wolność w kategoriach skrajnie redukcjonistycznych ci, którzy używają tego typu haseł, twierdzą, że bronią praw kobiet. Jest to oczywiście kłamstwo, bo czy może być większa tragedia i trauma dla matki niż zabicie własnego dziecka? W żadnym wypadku nie ma więc mowy o jakimkolwiek szacunku dla kobiet. Sam fakt, że tego typu sformułowania pojawiają się w debacie publicznej, jest efektem wieloletniej propagandy liberalnej, a także bezczynności polityków prawicy, którzy mając wszelkie narzędzia i możliwości do zmiany prawa, nie robią tego. Część z nich wprost mówi, że „ruszanie” tego tematu zaszkodzi im politycznie i że „zaostrzając” prawo, mogą przegrać wybory. Prawda jest jednak taka, że swoją pełną hipokryzji postawą (to m.in. dzięki hasłom dotyczącym obrony życia i rodziny wygrali ostatnie wybory!) utrwalają prawodawstwo restrykcyjne.

Ustawianie sprawy ochrony życia jedynie w kategorii światopoglądu jest kolejnym retorycznym wytrychem, który ma zamykać temat i umniejszać jego rangę. A jest to sprawa fundamentalna. Bez ochrony prawa do życia dla każdego niezależnie od etapu jego rozwoju i stanu zdrowia nie możemy w ogóle mówić o państwie prawa. Czy cywilizowane państwo opuszcza swoich najbardziej bezbronnych obywateli? Na to pytanie muszą wreszcie odpowiedzieć politycy, od których zależy życie najmniejszych.

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik