Koniec roku to dobry czas na podsumowania. Panie Profesorze, jaki był ten mijający rok w polityce zagranicznej Polski?
– To był rok pewnego umocnienia się w relacji do Wschodu, w szczególności do Rosji. Mamy zacieśnienie militarnej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i zapowiedź rozszerzenia tej współpracy, a z drugiej strony mamy zawarte kontrakty gazowe – niezwykle istotne dla naszej suwerenności i podmiotowości. Wszystko to daje nadzieję umocnienia się w tych relacjach, uniezależnienia się, co jest fundamentem do tego, żeby politykę wschodnią prowadzić bez nacisku. Jeśli jednak mówimy o Wschodzie, to trzeba zauważyć skomplikowaną sytuację z Ukrainą, bo mimo różnych gestów ze strony Polski ze strony Kijowa mamy ciągłe agresywne gesty, opieranie polityki historycznej na tradycji Ukraińskiej Powstańczej Armii. Powoduje to, że sytuacja jest bardzo skomplikowana i długofalowej współpracy niestety nie ma.
W Polsce mamy dwa ścierające się obozy polityczne prezentujące różne wizje. Jak ten spór przekłada się na politykę zagraniczną?
– Jeśli jesteśmy przy polityce zagranicznej, to tu co do Wschodu między Zjednoczoną Prawicą i opozycją totalną nie ma większej różnicy, natomiast mijający rok był czasem bardzo silnej konfrontacji z czynnikami zachodnimi. Pewne sprawy, które były zamiatane pod dywan poprzez uległość polskiego rządu w latach minionych, dzisiaj wychodzą na jaw i dają się nam we znaki, co przejawia się chociażby w presji Brukseli, ale w pewnych momentach czy sprawach również w presji ze strony Waszyngtonu. I tutaj mamy dwa obozy, co doradca prezydenta, prof. Andrzej Zybertowicz określił nie tyle jako tradycyjny podział na lewicę i prawicę, co bardziej jako nowy podział na obóz patriotyczny i kosmopolityczny. Patriotyczny to ten, który ze względu na uwarunkowania partyjne uważa, że niepodległe państwo ma przyszłość, że na tym fundamencie należy budować, że Naród wcale nie odchodzi do przeszłości, że trzeba go umacniać i rozwijać. Z kolei obóz kosmopolityczny to ten, który uwierzył, że projekty rewolucyjne, które są kreowane na Zachodzie, sprawiąją, że narody odchodzą do przeszłości, że państwa narodowe – ich suwerenność to jest przeżytek i w związku z tym należy budować struktury ponadnarodowe. I tu mamy bardzo fundamentalny spór, który dalej przekłada się na pewne kwestie wewnętrzne, na relacje zagraniczne, gospodarcze, praktycznie na wszystkie sfery życia społecznego i wydaje się, że ten spór się nie osłabia, a przeciwnie – zaostrza się i rozszerza, co widać nie tylko w postawach polityków, ale w podejściu mediów, ale także w postawach szerokich warstw społecznych.
Ale czy zwykli ludzie tak naprawdę wiedzą, co stoi za tymi dwoma wizjami Polski?
– Przy odrobinie wysiłku mogą się dowiedzieć. Jeszcze kilka lat temu to wszystko było zamiatane pod dywan i tylko ci, którzy śledzili media związane z Radiem Maryja, taki głos rzetelnej oceny słyszeli. Natomiast dzisiaj ten głos rozlega się coraz głośniej także w wielu innych mediach i opis rzeczywistości jest dosyć oczywisty, przy czym ludzie są już inaczej formowani. Można powiedzieć, że w obliczu zagrożeń wykształciło się coś w rodzaju dwóch typów: Polaka, który w dużym stopniu scudzoziemczał mentalnie, i Polaka, który jest klasycznie osadzony na tradycji, i to widać. Przejawem tego są spory: w rodzinach, w pracy, w mediach, w polityce – praktycznie w każdym obszarze życia wspólnotowego. Przejawy tych podziałów widoczne są nawet w życiu gospodarczym, gdzie spór toczy się między tymi, którzy uważają, że ważna jest własność danego podmiotu gospodarczego, czy jest on w polskich rękach czy nie, z kolei druga strona, wierząc w polityczne mrzonki, stoi na stanowisku, że kapitał nie ma narodowości. I to są kwestie niezwykle fundamentalne. Oczywiście rewolucja kulturowa uderza we wszystko to, co tradycyjne, bo demoluje także etykę życia rodzinnego, ale to wszystko jest pochodną, konsekwencją błędnego podejścia i pojmowania wartości, czy też budowania życia bez wartości nieprzemijających.
W tle tej walki toczy się wojna z tradycją chrześcijańską i symbolami religijnymi. W niektórych szkołach zabrania się śpiewania kolęd, podobnie z warszawskim ratuszu mieliśmy dążenia do nowej „świeckiej” tradycji Wigilii bez Boga, bez opłatka, bez kapłana. Dokąd zdążamy?
– To prosta droga do Europy ateistycznej, takiej, jaka jest już w wielu krajach zachodnich. Niestety, według tego wzorca niektóre instytucje w Polsce próbują się porządkować. Niektórzy błędnie definiują to jako przejaw nowoczesności, jakby rozdział państwa od Kościoła był sprawą naturalną i taką, którą należy promować i realizować na co dzień. Widać do tego zmierzamy, bo taki jest świat Zachodu i według tego wzorca niektórzy próbują urządzać nam Polskę. Wszechobecny konsumpcjonizm próbuje za wszelką cenę wyrzucić Boga z naszej przestrzeni publicznej, i to jest realne zagrożenie, z którym musimy się zmierzyć. To jest dla nas sprawdzian i zajęcia stanowiska jasnego, zdecydowanego nie można odkładać na bok. Rodzina jest tutaj szczególnym miejscem, gdzie wartości, tradycja chrześcijańska, z której wyrastamy, powinny być kultywowane i przekazywane na kolejne pokolenia.
Zatem w odniesieniu do tego, co Pan Profesor powiedział, jakie przesłanie czy raczej wyzwanie stawia przed nami przyszły rok 2019?
– Jesteśmy w stanie wojny – i to nie ulega wątpliwości. Niestety ten fakt uświadamia sobie tylko część obozu patriotycznego, a więc część katolików. Druga część jest poddawana pewnym systematycznym procesom zmiękczania – mianowicie żeby w imię tzw. dialogu zmiękczyć, zrelatywizować stanowisko i wskazać, że to jest ta droga, która jest najbardziej słuszna. Tymczasem fakty są zupełnie inne, bo prawdziwym celem jest wyrugowanie chrześcijaństwa i całej ponadtysiącletniej tradycji z życia Polaków. I nie łudźmy się, że to się skończy – przeciwnie ten proces będzie postępował na naszych oczach. Te bitwy będą staczane w samorządach, urzędach administracji państwowej i publicznej, w szkołach, w rodzinach, ale takie są reguły wojny totalnej. Wojna kulturowa, wojna z Bogiem i wartościami, z jaką mamy do czynienia, jest bowiem wojną totalną i dotyczy wszystkich sfer. Od nas samych, od naszego zdecydowania zależy, czy ją wygramy.

