logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Niepokojąca gorliwość Komisji Europejskiej

Piątek, 4 stycznia 2019 (23:23)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja Europejska zamierza zbadać zgodność z unijnym prawem uchwalonej na końcu grudnia 2018 roku ustawy obniżającej ceny energii elektrycznej w Polsce…

– Nie przesądzajmy jeszcze, jakie będzie oficjalne stanowisko Komisji Europejskiej. Sygnał jest o tyle zły, że można się tylko domyślać, iż to znowu „życzliwy” donos totalnej opozycji, która podpowiedziała czy też dała argument Komisji Europejskiej do zajmowania się Polską. Zresztą takie argumenty posłowie opozycji podnosili już 28 grudnia ubiegłego roku, w trakcie debaty sejmowej nad ustawą obniżającą ceny energii elektrycznej. Osobiście nie widzę powodów do ingerencji. Jeśli chodzi o kwestię podatków, to jest to nasza wewnętrzna sprawa i nasze prawo. Jako suwerenny kraj możemy zarówno podwyższać podatki, jak też je obniżać. W tym wypadku została obniżona akcyza na prąd i być może są jakieś wątpliwości co do zmniejszenia tzw. opłaty przejściowej, ale nie wyprzedzając faktów, poczekajmy na oficjalne stanowisko Komisji Europejskiej. Z całą pewnością jeśli obligowałoby ono Polskę do jakichś rewizji przyjętej przez nasz parlament ustawy, to odbierałbym to wyłącznie jako działanie polityczne, działanie, które ma szkodzić Polsce, działanie, które z uwagi na bardzo dobre polskie wskaźniki gospodarcze i ekonomiczne nie podoba się państwom starej Unii. To, że Polska tak dobrze się rozwija, że mocno idzie do przodu i staje się bardzo konkurencyjna, może boleć Niemców czy Francuzów.

Minister Krzysztof Tchórzewski odpierał zarzuty, twierdząc, że rekompensaty dla spółek energetycznych, dostawców energii nie są żadną pomocą publiczną. Wskazywał, że nie ma problemu, chyba że opozycja totalna doniesie do Brukseli na Polskę. 

– Podczas posiedzenia Sejmu było jasne, że nie ma żadnych argumentów do wszczynania działań przeciwko Polsce, chyba że opozycja totalna doniesie na swój kraj do Brukseli. Alibi posłowie totalnej opozycji Platformy i Nowoczesnej oczywiście mają, bo partie te głosowały za rozwiązaniami zawartymi w nowej ustawie dotyczącej cen energii w Polsce, choć podczas debaty argumenty pod kątem zgodności ustawy z unijnym prawem oczywiście padały. Z tego, co pamiętam, to projekt ustawy poparło 389 posłów, trzech było przeciw (jeden z PSL-UED, dwóch z koła Teraz!), a 17 wstrzymało się od głosu. Po wszystkich wcześniejszych działaniach posłów totalnej opozycji w związku reformą sądownictwa można się domyślać, że również i w tym przypadku ta inicjatywa donoszenia do Brukseli wyszła z kraju, z kręgów totalnej opozycji i jest kolejnym działaniem, które ma zaszkodzić rządowi Zjednoczonej Prawicy, a w efekcie i w konsekwencji zaszkodzić Polsce.

Zakładając ingerencję w polską ustawę, czym może kierować się Komisja Europejska, ingerując, bo kiedy podobne decyzje zapadały w Niemczech czy we Francji, to problemu jakoś nie było? Podobnie rzecz się miała, gdy chodziło o pomoc polskim stoczniom, kiedy Bruksela uznała wsparcie za niedozwolone, ale gdy chodziło o pomoc dla stoczni niemieckich, to tematu w ogóle nie było…

– To jest przykład stosowania podwójnych standardów. W przypadku Francji czy Niemiec pomoc publiczna dla stoczni, dla banków nie wywołuje żadnej reakcji. W tych przypadkach Komisja Europejska nie widzi naruszenia prawa europejskiego, natomiast – niestety – w przypadku Polski czy innych państw z rejonu Europy, np. Węgier, zawsze są podnoszone zastrzeżenia, co pokazuje, że niestety polityka równych i równiejszych cały czas jest stosowana, cały czas jesteśmy traktowani jako członkowie Unii Europejskiej drugiej kategorii. I to jest faktycznie niedobry sygnał, ponieważ równą miarę Komisja Europejska pow,inna stosować wobec wszystkich państw również w sferze gospodarczej. Rozumiem, że może być podnoszone, że takie czy inne państwo stosuje jakąś niedozwoloną praktykę, czy pomoc dla sektora energetycznego, ale w naszym przypadku jest to totalna bzdura, bo tu chodzi o obniżenie akcyzy, o obniżenie podatków, a to pozostaje w sferze swobodnych regulacji każdego z państw – członków Unii.

Czy sedno tej unijnej polityki nie leży w tym, że mamy tutaj próbę przymuszenia tych, którzy jak Polska wytwarzają energię elektryczną z węgla, do rezygnacji z tego paliwa i de facto w ogóle wygaszenia górnictwa węgla?  

– Przede wszystkim jeśli chodzi o wytwarzanie CO2 i opieranie gospodarki na węglu kamiennym i brunatnym, to Niemcy wciąż przodują w Europie. Tam wydobycie węgla brunatnego wciąż idzie pełną parą, elektrownie niemieckie wciąż wytwarzają energię w oparciu o to paliwo. Oczywiście ataki na Polskę to jest konsekwencja – po pierwsze zaniedbań rządu Donalda Tuska z 2008 roku, co zresztą w trakcie debaty w Sejmie dotyczącej ustawy obniżającej ceny energii elektrycznej bardzo mocno podnosiliśmy. Wskazywaliśmy m.in., że przyzwolenie na ograniczenia związane z emisją CO2, których Polska za rządów koalicji PO – PSL nie zawetowała, dzisiaj odbijają się nam czkawką. I podając argumenty, pan redaktor ma całkowitą rację, że ze strony Niemiec cały czas będzie bardzo mocna presja na to, aby w Polsce w krótkim czasie było ograniczone wytwarzanie energii w oparciu o węgiel kamienny. Wszystko po to, żeby Polska – w tej sytuacji – została przymuszona do zakupu energii z Niemiec, zamiast rozwijać polską energetykę i stać się – myślę, że w nieodległej perspektywie – również eksporterem energii elektrycznej. Podobna sytuacja miała miejsce chociażby w przypadku polskich stoczni, aby wyeliminować konkurencję. Polska jako dynamicznie rozwijające się państwo Unii Europejskiej staje się zagrożeniem dla interesów zarówno niemieckich, jak i francuskich i stąd tego rodzaju działania przejawiające się w rzucaniu kłód pod nogi naszej rodzimej gospodarce.                   

Czy w związku z tym szykuje się nam kolejny spór z Komisją Europejską?

– Myślę, że Komisja Europejska bardzo mocno ryzykowałaby, szczególnie w obliczu zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, podejmując jakieś zdecydowane kroki zmierzające do zablokowania prawa uchwalonego przez parlament RP. To jest prawo, które ma działać na rzecz polskich obywateli, które ma doprowadzić do tego, żeby ceny energii w bieżącym roku, ale też w latach następnych, co chcę bardzo zdecydowanie podkreślić, bo opozycja mówi, że ustawa obniżająca ceny energii elektrycznej w Polsce jest tylko na bieżący 2019 rok, ale fakty są takie, że także na kolejne lata. Jeśli więc tego rodzaju działania przeciwko Polsce ze strony Komisji Europejskiej byłyby rzeczywiście podjęte, to myślę, że w tym wypadku, w przeciwieństwie do dość skomplikowanej reformy sądownictwa, tutaj sprawa jest prosta i jasna – mianowicie, że ewentualna ingerencja Komisji Europejskiej wprost uderzyłaby w portfele Polaków, więc komisarze unijni dwa, trzy razy się zastanowią, zanim zdecydują się podjąć działania przeciwko Polsce. Taki krok mógłby się im nie opłacić, zważywszy na wybory do europarlamentu, które czekają nas już w maju tego roku. Tak czy inaczej mam nadzieję, że podczas tych wyborów Polacy i tak pokażą czerwoną kartkę dotychczasowym elitom brukselskim, które rządzą dzisiaj w Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl