logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Podróże prezydenta Słupska

Sobota, 12 stycznia 2019 (10:06)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na początku stycznia br. zwrócił się Pan do władz Słupska o udostępnienie wykazu podróży krajowych i zagranicznych Roberta Biedronia sprawującego urząd prezydenta w latach 2014-2018. Jak widać po otrzymanym dokumencie – sporo tego…?

– Jak wynika z zestawienia, jakie otrzymałem z Urzędu Miasta w Słupsku, Robert Biedroń jako prezydent tego miasta uczestniczył w 102 podróżach na terenie Polski, ale też w podróżach zagranicznych. Osobną kwestią jest, gdzie i po co się udawał tak często – to też należy wyjaśnić. Co więcej, przy wielu zestawieniach razi brak kosztów takich wojaży. W rubrykach: koszty transportu, koszt delegacji (dieta, noclegi), czy w ogóle: koszt delegacji – są same zera... Pytanie zatem brzmi: kto sponsorował wyjazdy ówczesnego prezydenta Słupska Roberta Biedronia?   

Skąd w ogóle pomysł, żeby się zainteresować wojażami Roberta Biedronia?

– Za czasów jego prezydentury w Słupsku złośliwi mówili, że Robert Biedroń więcej podróżował, więcej przebywał w delegacjach krajowych czy zagranicznych, niż rządził Słupskiem. Postanowiłem to sprawdzić. Wystąpiłem więc z oficjalnym zapytaniem do władz Słupska, aby pokazać, jaka jest prawda z tymi wyjazdami, delegacjami, celami takich wyjazdów i ich kosztami. Rzeczywistość, jaka się jawi na podstawie wykazu, który otrzymałem, nie pozostawia złudzeń. Myślę, że ten dokument urywa wszelkie dywagacje czy plotki, niejako potwierdzając przypuszczenia i pokazując fakty.

Biedroń wyjeżdżał m.in. na konferencje LGBT np. do Las Vegas czy Turcji…

– Dlaczego tam jechał i po co? – to jest pytanie do Roberta Biedronia. Z całą pewnością uczestnictwo w konferencji LGBT ma się nijak do piastowanej przez Biedronia funkcji samorządowca. Natomiast zarówno w tym, jak i w wielu innych przypadkach nie ma podanych kosztów wyjazdów. Cytując klasyka, trzeba jednak zauważyć, że „nie ma bezpłatnych obiadów", i ktoś musiał za to wszystko zapłacić. Rzecz jednak jest nawet nie tyle w kosztach, ile w tym, że Robert Biedroń odbył 102 wyjazdy w ciągu czterech lat. Pytanie: w jakim celu?

Co chce Pan przez to powiedzieć?  

– Mam wrażenie, że będąc prezydentem Słupska, Robert Biedroń – już wtedy – prowadził budowanie struktur pod swoją przyszłą działalność polityczną. Jeśli bowiem piastując urząd włodarza miasta, udaje się np. do Suwałk (17 sierpnia 2018 r.) na spotkanie, którego tematem jest budowa społeczeństwa obywatelskiego, ponadto są wyjazdy m.in. do Olsztyna, Ełku czy Żywca na spotkania o podobnej problematyce, to zastanawiające jest, skąd taki rozmach. Który prezydent miasta podczas swojej kadencji samorządowej zjechał właściwie całą Polskę?

Znam osobiście wielu prezydentów czy burmistrzów miast, ale takiego rozmachu w wyjazdach, podróżach i takiego rozrzutu terytorialnego tych wyjazdów – przyznam, że nie widziałem. Owszem, rozumiem wyjazdy do Brukseli, bo jest tu też kwestia pozyskiwania środków unijnych, ale jakie interesy ma prezydent Słupska z, dajmy na to, starostą nyskim? Rzecz tu się rozbija nie tylko o pieniądze, ale o to, jak sprytnie, pod płaszczykiem działalności samorządowej, można realizować swoje plany. Można zatem tylko domniemywać, że chodzi tu o zbieżne interesy polityczne, które dzisiaj Robert Biedroń ujawnia i próbuje finalizować.    

Biedroń traktował urząd prezydenta Słupska jako trampolinę do swojej ewentualnej działalności politycznej?

– Stawiam publicznie takie pytanie, bo to, że prezydent takiego czy innego miasta jest aktywny i udaje się, dajmy na to, na Kongres Regionów czy na Sesję Dialogu Miast Przyszłości do Sejmu czy do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – to nie to jest problemem, to nie to jest tematem do krytyki. Ale analizując inne wyjazdy, należy zapytać, czy Robert Biedroń był wówczas bardziej prezydentem Słupska czy ukrytym politykiem, który z premedytacją wykorzystywał swój urząd do działań stricte politycznych, jakie miał zamiar podjąć po zakończeniu kadencji samorządowej.

I to jest na dzisiaj kluczowa kwestia. Są tam bowiem wyjazdy do Oslo, Amsterdamu, Berlina. Powstaje zatem pytanie, co łączy Słupsk z tymi aglomeracjami i kto pokrywał koszty takich wyjazdów, skoro – jak wspomniałem – w wielu rubrykach są same zera. Czy Biedroń pokrywał te wyjazdy z własnych środków, czy może ktoś to opłacał – kto? Weźmy np. wyjazd do Las Vegas w dniach 18-22 listopada 2015 r. na konferencję LGBT: w zestawieniu przesłanym mi przez Urząd Miasta w Słupsku w rubryce „koszty” są same zera. Pytanie: czy prezydent Słupska był tam prywatnie czy służbowo – skoro zostało to odnotowane w wykazie delegacji krajowych i zagranicznych, i co tam załatwił dla Słupska?

Podobna kwestia dotyczy wyjazdu Roberta Biedronia do Turcji w dniach 4-7 listopada 2015 r. jako reprezentacja Słupska na międzynarodową konferencję nt. płci i spraw społecznych. Przy czym tutaj koszt transportu, paliwa i dieta to, jak wynika z zestawienia, łącznie niecałe 723 złote. Wniosek, jaki się nasuwa, jest taki, że były to imprezy sponsorowane, bo ktoś koszty musiał pokryć. Pytanie: kto to finansował i czy jest to jeszcze działalność prezydenta miasta, czy już polityka? Pytań i wątpliwości jest wiele, dlatego mówię o tym głośno, bo odnoszę wrażenie, że w tym przypadku pewne granice zostały przekroczone.  

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl