Czy to, co wczoraj wydarzyło się w Gdańsku – mam na myśli atak nożownika na prezydenta Pawła Adamowicza – może nas czegoś nauczyć? Trudne momenty mobilizują, ale na jak długo? Jak długo potrafimy być razem?
– W naszej najnowszej historii mieliśmy już do czynienia z różnymi tragediami, chociażby z katastrofą smoleńską czy morderstwem z 2010 roku w Łodzi Marka Rosiaka, dyrektora Biura Posła do Parlamentu Europejskiego Janusza Wojciechowskiego z Prawa i Sprawiedliwości. I jak pamiętamy, tamte tragedie wyciszały emocje, ale nie na długo. Zresztą w tym przypadku mamy do czynienia nie z atakiem natury politycznej, ale z działaniem szaleńca – kryminalisty, który upatrzył sobie ofiarę i w ten sposób starał się zamanifestować swoją rzekomą krzywdę. Oczywiście, to dobrze, że teraz też mamy wyciszenie czy zadumę nad tym, co się wydarzyło wczoraj w Gdańsku, ale czy to będzie trwałe, trudno powiedzieć. To, co pokazują wcześniejsze doświadczenia, raczej nakazuje wstrzemięźliwość co do wyciągania zbyt daleko idących wniosków.
To, że atak na prezydenta Adamowicza nie wynikał z pobudek politycznych nie ma żadnych wątpliwości, ale przy okazji rodzi się pytanie o poziom polskiej polityki. Czy zachowanie polityków, wręcz nienawiść do przeciwników politycznych, nie sprzyja tego typu zachowaniom?
– Owszem, zachowania polityczne mogą rodzić i rodzą agresję, ale atak na Pawła Adamowicza nie był tym przypadkiem. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego typu agresji, ale chodzi też o to, żebyśmy nie poszli tylko w taką oto stronę, że życie człowieka na ziemi będzie li tylko sielanką, że da się całkowicie wyeliminować agresję, że nie będzie przemocy, zabójstw, nieszczęść, szaleńców zdolnych do przemocy. To niemożliwe, bo życie ludzkie jest przygodne, ponadto nie zapominajmy, że grzech cały czas jest na świecie. Chodzi o to, żeby nie definiować tego typu tragedii, które się dzieją się na świecie – w przestrzeni historycznej czy współczesnej – jako czegoś wyjątkowego, bo taka jest rzeczywistość, taki też jest człowiek. Natomiast – ponieważ ta tragedia dotknęła człowieka, polityka – naturalną rzeczą jest podjęcie refleksji na temat moralności w życiu indywidualnym i publicznym, a w tym obszarze niestety zbyt dobrze nie jest. Politycy rzeczywiście w emocjach przekraczają pewne granice, ale nie zaryzykowałbym wprost tezy, że istnieje tu ścisły związek przyczynowy. Równie dobrze mogłoby być tak, że nie byłoby tego konfliktu i sporu politycznego, a bandyta – bo, jak słyszymy, był on karany za przestępstwa przeciwko mieniu i życiu – uznając, że wyrok wobec niego jest niesprawiedliwy, i tak zdecydowałby się zemścić na aktualnie rządzącym prezydencie Gdańska.
Może jednak warto się zastanowić, czy język agresji w polityce i trwające waśnie zatrzymać i powrócić do merytorycznej dyskusji na argumenty?
– Żeby się spierać na argumenty, trzeba mieć wspólne rozumienie świata – przynajmniej w elementarnym tego słowa znaczeniu. Natomiast dzisiaj w Polsce czy w Europie mamy tak daleko idącą rozbieżność w tym zakresie i takie pomieszanie języków, że te same słowa, ten sam język wcale nie musi oznaczać tego samego. Stąd też jest takie rozedrganie emocji, bo argumenty nie trafiają. Jeśli ktoś odwołuje się do etyki katolickiej, chrześcijańskiej czy klasycznej, a druga strona w ogóle nie rozumie w ten sposób człowieka i ma różne rozumienie etyki, to nie ma mowy o znalezieniu wspólnego języka. Natomiast jest to tylko emocja, wzajemne przekrzykiwanie się, ale nie dialog, który zakłada prawdę, a nie to, że będziemy tylko głośno wypowiadać swoje racje. Problem, z jakim mamy do czynienia, jest bardzo poważny. Natomiast faktem jest, że w życiu publicznym pojawiają się elementy nienawiści kierowanej wprost do konkretnych osób i wtedy jest to niedobre, bo może to owocować nie tylko emocją werbalną, ale także przemocą fizyczną.
Jak stworzyć taki dialog?
– Tu problem jest o wiele poważniejszy, niż mogłoby się wydawać. Pozornie wydaje się, że wystarczy odwołać się do dobrej woli, ale to za mało, bo tu trzeba się odwołać nade wszystko do rozumu. Z kolei w przestrzeni rozumu jest problem podstawowy powrotu do korzeni. Jeśli Naród nie wróci do korzeni, do tego, co zwiemy źródłami naszej cywilizacji, a więc do źródeł rozumienia świata, w tym etyki, to bełkot będzie narastał i nie będzie mowy o prawdziwym dialogu. Dialog zakłada prawdę, a jeśli się nie uznaje prawdy, to zaczyna się gra na emocjach i w tym sensie porozumienie nie jest ani proste, ani łatwe. To jest problem cywilizacyjny o wiele poważniejszy niż dyskusja na temat tragedii, która się wydarzyła w Gdańsku. Nie zmienia to jednak faktu, że atak na prezydenta Adamowicza i związana z tym agresja rodzi różne refleksje. I w tym względzie jest pewna szansa przynajmniej na refleksję podstawową nad tym, że życie człowieka na świecie jest bardzo ulotne i to jest ważna prawda, z której też musimy sobie zdawać sprawę – także politycy. Takie podejście gwarantuje większą pokorę, która powinna nam towarzyszyć wobec otaczającej nas rzeczywistości i kruchości życia, oraz pokorę w stosunku do Pana Boga. Myślę, że po wczorajszej tragedii pozytywnym sygnałem jest to, że politycy z różnych stron nawoływali do modlitwy w intencji Pawła Adamowicza, co jest znamiennym wyrazem łączności.
Czy zatem – Pana zdaniem – możemy mieć nadzieję na przełom, że ta tragedia i wspólna modlitwa zaczną nas przemieniać?
– Nadzieja nie przemija i zawsze trzeba ją mieć, ale problemem nie jest tu tylko zamach, bo takie się zdarzały w różnych okolicznościach i w różnej przestrzeni historycznej, ale należy zdefiniować przyczyny tego konkretnego zjawiska. Musimy poznać motywy, jakimi kierował się ten człowiek, i dopiero wtedy w odniesieniu do tego zdarzenia podejmować taką refleksję. Nie można na przykładzie takiej czy innej zbrodni lub zamachu wyciągać konsekwencji na gruncie refleksji politycznej czy politologicznej. Oczywiście takie próby można podejmować, ale jaki jest tego sens? Tu trzeba się trzymać rzeczywistości. Problem naszego sporu oczywiście jest i niekoniecznie ten konflikt musi ilustrować przykład z Gdańska. Natomiast atak na prezydenta Adamowicza może ilustrować inną kwestię, mianowicie, że mamy przestępczość, że są ludzie, którzy nie przestrzegają zasad, którzy są szaleni w swoich działaniach, i to jest też prawda o otaczającym nas świecie. Czy da się to przełożyć na naszą konkretną rzeczywistość polityczną, czy to w ogóle ma ze sobą jakiś związek, to bardzo trudno powiedzieć.
Co jest, co powinno być, kluczowym elementem zdrowego dyskursu politycznego?
– Kluczowym elementem zdrowego dyskursu politycznego jest fakt, że można się różnić w wielu sprawach, ale ważne jest to, żebyśmy rozumieli, co do siebie mówimy. Jeśli we współczesnym świecie większość kwestii, które wypowiadamy, nas różni – w sprawach podstawowych dotyczących dobra, moralności czy całej przestrzeni ideowej, kiedy różnimy się co do pojęcia małżeństwa, rodziny, ochrony życia ludzkiego – to jest to poważny problem. Natomiast jeśli chodzi o atak na Pawła Adamowicza, to jest to z pewnością tragedia i nad tym trzeba się pochylić, zająć solidarne stanowisko. Wydaje się, że takie słowa solidarności płyną zewsząd, co pokazuje, że są jednak pewne pokłady jedności – nawet w sferze politycznej, bo od prawa do lewa jest jeden przekaz. Póki co nie widać też, żeby ktokolwiek próbował na tej tragedii zbijać kapitał polityczny, co też pokazuje, że w sytuacji tragedii, zagrożenia potrafimy jednak mówić jednym głosem, że ten dyskurs wrogości, który jest obecny w przestrzeni publicznej, w sytuacji tragedii może się wyciszyć. To też jest pewna prawda i z tego należy się cieszyć. Wniosek z tej tragedii jest jednak taki, że życie ludzkie jest przygodne, a skutkiem grzechu pierworodnego jest zło szerzące się na świecie i zawsze tak będzie, ale z tym złem należy walczyć. Idealistyczne myślenie, że uda się raz na zawsze zwyciężyć zło i spocząć na laurach, jest błędem. Natomiast jeśli mówimy o zachowaniu warstwy politycznej w kontekście tej konkretnej zbrodni, to uważam, że od prezydenta RP począwszy, poprzez rząd, a na politykach opozycji kończąc, solidaryzowanie się w kontekście tej tragedii, odejście od grania nienawiścią, wyciszenie się w obliczu powagi sytuacji jest pewnym dobrym zjawiskiem. Ważne, że w sytuacji ostatecznej możemy, że potrafimy – wszyscy razem – mówić jednym wspólnym głosem.
Dziękuję za rozmowę.

