logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: MON/ -

Zawiódł plan zabezpieczenia

Poniedziałek, 14 stycznia 2019 (22:04)

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, adiunktem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, p.o. prezesem Instytutu Analizy Ryzyka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sprawca ataku na prezydenta Pawła Adamowicza przez kilkadziesiąt sekund swobodnie biegał z nożem po scenie. Co zawiodło?

– Z całą pewnością zawiódł plan zabezpieczenia, który z uwagi na masowy charakter imprezy powinien być dopięty w szczegółach. Prawdopodobnie nie został wyznaczony żaden posterunek, który odpowiadałby za bezpieczeństwo osób, które w momencie kulminacyjnym gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy znajdowały się na scenie. Przede wszystkim taki posterunek powinien zapewnić, aby nikt niepowołany nie wszedł na scenę, ale także – w przypadku jakiegokolwiek nieszczęścia – przeprowadzić natychmiastową ewakuację wszystkich z miejsca zagrożenia. Wnioskując z przekazu, jaki do nas dociera, widać, że takich zabezpieczeń nie było. Tak naprawdę wszyscy stali w osłupieniu, nie wiedząc, o co chodzi, podczas gdy napastnik przemieszczał się po scenie, podskakując i wykrzykując coś do tłumu. I taka sytuacja trwała dobre kilkanaście sekund, aż wreszcie został obezwładniony przez pracownika technicznego, czyli przez osobę w ogóle niezaangażowaną w ochronę, a więc nieuprawnioną do tego, aby obezwładnić napastnika. Natomiast kwalifikowana ochrona przybywa na miejsce – z tego, co telewizja donosi – dopiero po 63 sekundach, a to zdecydowanie za późno.

Jak skomentuje Pan moment ataku, który wybrał napastnik – zabójca prezydenta Adamowicza, czy był to moment przypadkowy?

– Nie sądzę, żeby to był przypadkowy moment. Sądzę, że wybrany został szczególny moment „Światełko do nieba”, kiedy wszyscy uczestnicy imprezy na scenie i przed sceną patrzyli w górę, obserwując pokazy pirotechniczne czy iluminację świetlną. Powstała chwila zamieszania na scenie, a więc też możliwość swobodnego dokonania ataku w momencie, kiedy – w pierwszej chwili – nikt nie zareaguje. Jak widzieliśmy, nikt nie zareagował przez kilkanaście sekund i to zaskoczenie zdecydowanie działało na korzyść napastnika.

 

Jak wygląda rynek ochrony w Polsce?           

– O tym, jak wygląda rynek ochrony, wszyscy wiedzą, ale nie jest też dobrze, że teraz wszyscy atakują agencję, która wczoraj w Gdańsku realizowała swoje zadania. Podejrzewam, że 90 proc. agencji ochrony, które zabezpieczałyby tę imprezę, popełniłoby podobne błędy niestety. W tej chwili rynek ochrony w Polsce jest, mówiąc oględnie, zdołowany: stawki proponowane pracownikom są zbyt niskie, stąd często do ochrony zatrudnia się osoby niepełnosprawne, tym samym korzystając z dotacji PFRON. I te sprawy powinny być bezwzględnie uporządkowane. Poza tym świadomość naszych obywateli, właścicieli firm czy organizacji dotycząca bezpieczeństwa tak naprawdę jest żadna. To wszystko sprawia, że cały czas żyjemy w tzw. błogostanie, za każdym razem mając nadzieję, że jeśli udało się 26 razy i było wszystko dobrze, to i 27. raz też się uda. Tymczasem życie pokazuje, że statystyka jest złudna i to, że na przestrzeni ostatnich trzech lat ilość incydentów podczas tego typu imprez zmalała, to wcale nie oznacza, że nagle dynamicznie nie wzrośnie i coś złego się nie wydarzy. Tym bardziej trzeba dokładać wszelkich starań, żeby o bezpieczeństwie nie tylko mówić, ale o nie dbać, powierzając te kwestie specjalistom. Warto też mieć świadomość, że nawet jeśli zostaną spełnione wszystkie warunki dotyczące bezpieczeństwa, to i tak do zdarzenia zawsze może dojść. Napastnik, bandyta, jeśli planuje tego typu działania, to próbuje przechytrzyć organizatorów tego typu imprez, tych, którzy zabezpieczają takie wydarzenia.

Gdzie są granice naszej wolności i ograniczenie naszych praw w kontekście naszego bezpieczeństwa podczas dużych imprez? Pytam o to, bo kiedy mówimy o bezpieczeństwie, to często pojawia się kwestia ograniczenia swobód obywatelskich…

– Dla mnie jako osoby zajmującej się problematyką bezpieczeństwa jest to rzecz niezrozumiała. W tym momencie warto sobie odpowiedzieć na pytanie: czy pasażer samolotu woli być rozebrany z butów, skarpetek lub sprawdzony nawet w ramach kontroli osobistej, czy ewentualnie nie dolecieć cało i zdrowo do punktu docelowego, bo zginie podczas zamachu terrorystycznego na taki statek powietrzny? To jest proste pytanie, na które każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Procedury bezpieczeństwa są po to, żeby ich przestrzegać, aczkolwiek wielu naszych rodaków twierdzi przekornie – takie powiedzenie się u nas utarło niestety – że procedury są po to, żeby je łamać. Takie podejście w innych państwach jest absolutnie niedopuszczalne. Procedury bezpieczeństwa powinny być przestrzegane w sposób bezwzględny. Im bardziej te procedury będą szły w kierunku bezpieczeństwa obywateli, tym trudniej będzie wszelkiego rodzaju szaleńcom, bandytom czy terrorystom dokonać zamachu. Oczywiście w tym względzie należy też uświadamiać ludzi, czym jest ograniczenie swobód obywatelskich czy osobistych, a czym jest zwykła kontrola bezpieczeństwa. To są dwie różne rzeczy niezwiązane ze sobą.

Jakie wnioski nasuwają się po tym, co wczoraj wydarzyło się w Gdańsku?    

– Pomimo tego, iż ustawa o organizacji imprez masowych jest w miarę czytelna i w jakimś zakresie dobra, to jednak wymaga pewnych uzupełnień i zmian, aby jasno i ostatecznie weryfikować to, czy dana impreza zalicza się do imprez masowych, czy nie. Wielu organizatorów urządza imprezy, podciągając je pod wydarzenia, które nie będą imprezami o charakterze masowym. Dzieje się tak mimo tego, że wszelkie przesłanki wskazują wyraźnie, że powinno być inaczej. W związku z tym być może trzeba zwiększyć poziom kontroli ze strony samorządu, ze strony służb porządkowych, ponadto zmienić procedurę zgłaszania takich imprez. Być może też w sytuacji, kiedy pojawiło się w Europie i pewnie też powoli zaczyna pojawiać się w Polsce poważne zagrożenie bezpieczeństwa, wszystkie imprezy trzeba zakwalifikować jako imprezy o charakterze masowym i zabezpieczać je w pełni, tak jak przewiduje ustawa o imprezach masowych. To jest z całą pewnością punkt do zastanowienia się na gorąco i pytanie otwarte, na które wszyscy – zwłaszcza zaś organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo polskich obywateli – muszą sobie odpowiedzieć.

Tymczasem, jak informuje policja, finał WOŚP w Gdańsku nie był zgłoszony jako impreza masowa. Po tym, co się stało, trudno to zrozumieć.

– Pytanie, dlaczego nie była to impreza masowa, należy zadać organizatorowi…

Dziękuję za rozmowę.     

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl