logo
logo

IPN

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ginące dowody

Wtorek, 22 stycznia 2019 (03:21)

Bez pilnej zmiany prawa ślady po ubeckich katowniach zginą bezpowrotnie.

Instytut Pamięci Narodowej ma utrudniony dostęp do wielu miejsc pamięci, w tym dawnych katowni UB. Dlatego postuluje zmiany w prawie.

To już naprawdę ostatni dzwonek. Za chwilę po ważnych świadectwach i dowodach nie zostanie najmniejszy ślad. – Istnieje absolutnie pilna konieczność opracowania regulacji prawnej, która by w sposób pełny porządkowała kwestię upamiętnienia miejsc, które są udokumentowane jako te związane z represjami na obywatelach polskich w XX wieku – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN. – Myślę tutaj o takich miejscach, jak dawne siedziby Urzędów Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej, których jest w Polsce wiele, a które zostały odkryte np. w ciągu ostatnich lat. O miejscach, gdzie w piwnicach znajdują się często ślady po przetrzymywaniu polskich bohaterów, którzy po sobie pozostawili napisy na ścianach – wskazuje.

Pracownicy IPN niejednokrotnie sygnalizują, że gdzieś odkryto np. takie inskrypcje lub inne pamiątki, ale nie można tych znalezisk zabezpieczyć ze względu na brak zgody aktualnych właścicieli lub inne trudności.

– Jeśli właściciel sobie nie życzy, to możliwości tak naprawdę nie ma – mówi nam Adam Siwek, dyrektor pionu upamiętnień IPN. – Czasami stosuje się swego rodzaju protezę prawną, poprzez wpisanie takiego obiektu do rejestru zabytków – dodaje.

Jak tłumaczy dyrektor Adam Siwek, w takim przypadku konserwator zabytków ma prawo do kontroli stanu zachowania takiego obiektu, a jakiekolwiek zmiany, przebudowy muszą być uzgadniane z konserwatorem. – I nawet jeżeli właściciel nie będzie chciał udostępnić nieruchomości do kontroli, to wówczas inspektor ma prawo wejść tam z policją – wskazuje szef pionu upamiętnień IPN. – Z tym że nie każdy z tych obiektów spełnia warunki, żeby go uznać za zabytek – zastrzega nasz rozmówca. – Dlatego rzeczywiście brak takich rozwiązań prawnych, które pozwalałyby zabezpieczać takie pamiątki historii – przyznaje Siwek.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik