logo
logo

Zdjęcie: / Inne

Zabrnęliśmy w zaułek

Czwartek, 24 stycznia 2019 (22:55)

Aktualizacja: Czwartek, 24 stycznia 2019 (22:55)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak przyjął Pan apel premiera Mateusza Morawieckiego o narodowe pojednanie?

– Słowa premiera Morawieckiego są ważne i dobrze, że padają, ale lepiej i prościej byłoby dla nas wszystkich – od góry do dołu – żebyśmy przestrzegali elementarnych zasad kultury osobistej. Pamiętam, jak bardzo naiwny byłem po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, kiedy też były apele o zgodę i pojednanie narodowe, a co z tego zostało, wiemy wszyscy.

Świat był i zawsze będzie pełen emocji, polityka też jest funkcją emocji. Dzisiaj niestety zabrnęliśmy w zaułek, gdzie wszystko musi być uregulowane ustawami, przepisami. Tymczasem nie potrzeba ustaw, żeby uporządkować te kwestie. Tę kulturę osobistą, zasady wynosi się z domu rodzinnego, a to, że tej kultury brak, jest efektem m.in. tego, że sypią się nam więzy rodzinne, że rodzice mają zbyt mało czasu dla dzieci, które wiedzę o życiu czerpią z internetu. To wszystko sprawia, że rośnie nam pokolenie okaleczone emocjonalnie. Trzeba więc postawić akcent na rodzinę, na budowanie wspólnoty w oparciu o wartości rodzinne, a nie same ustawy.

 

Czym jest owa osławiona „mowa nienawiści”?

– Warto o to zapytać tych, którzy ten slogan wypromowali. Dla mnie to nic innego jak brak kultury. A najwięcej o tej mowie nienawiści mówią ci, którzy sami tę nienawiść rozsiewają. Owszem, można się różnić, możemy mieć różne poglądy, ale wypowiadając je, powinniśmy trzymać się pewnych zasad. Na przestrzeni ponad trzech lat pracy – jako poseł – w parlamencie RP widziałem osoby z tytułami profesorskimi, którym zwyczajnie brak kultury, a z drugiej strony spotykałem ludzi nawet z wykształceniem podstawowym, ale ze znacznie wyższym poziomem kultury i obycia niż niejeden absolwent wyższej uczelni.

 

Wiemy o tym, że spór jest wpisany w demokrację, ale czy nie może się on odbywać w cywilizowany sposób?

– Wiele osób pyta mnie: „Dlaczego kłócicie się w Sejmie?”. Wtedy odpowiadam, może trochę przekornie, że po to się kłócimy w Sejmie, żeby nikt nie musiał ginąć na polskich ulicach, walcząc o swoje racje. To ma być spór, który wcale nie musi oznaczać wojny.

Szanujmy się, bądźmy wobec siebie wyrozumiali i pamiętajmy, że życie publiczne nie polega na tym, że wszystko, co mówię, jest jedynie słuszne, niepodważalne. W polityce trzeba wysłuchać drugiego człowieka, jego racji i starać się znaleźć rozwiązanie, wspólny mianownik. Nie może być tak, że tylko krzyczymy na siebie, wypowiadając najstraszniejsze słowa.

 

Jednak ten spór i tak wylewa się na ulice.

– To, o czym powiedziałem z perspektywy posła, to jest tylko jeden element tego sporu. Żyjemy dziś w świecie mediów. Obserwując formę przekazu, niejednokrotnie muszę zadać pytanie: czy te media mają czyste ręce, czyste sumienie w przekazywaniu uczciwie i rzetelnie informacji? To, że politycy prowadzą spór – to jest jedna strona medalu, ale to, jak ten spór jest przekazywany czy pokazywany dalej, to jest już sprawa mediów. I niestety pod tym względem media według mnie nie zdają egzaminu z uczciwości i solidności.

 

Część mediów działa na zamówienie polityczne?

– Co do tego nie mam cienia wątpliwości. Jestem posłem klubu Kukiz’15 i wielokrotnie ja sam czy moi klubowi koledzy spotykaliśmy się z sytuacją, kiedy najpierw próbowano nas wyśmiać, potem przemilczeć i lekceważyć, my to widzimy. Część polityków o dłuższym stażu parlamentarnym mówi: owszem, macie niektóre dobre pomysły, ale nie macie mediów. Taki głos słyszę niejednokrotnie z różnych stron i rzeczywiście tak jest: Kukiz’15 nie ma mediów. Wychodzi na to, że rację bytu ma ta siła polityczna, która ma nieograniczony dostęp do mediów.

 

A te potrafią wykraczać poza granice prawdy.

– Żyjemy w dobie obrazkowego społeczeństwa, gdzie obrazami dociera się do umysłów zapracowanych, na nic nie mających czasu ludzi. Ale ważną rolę odgrywają dzisiaj media społecznościowe, co sprawia, że tak właściwie dziennikarzem jest każdy, kto ma aparat fotograficzny, iPoda, laptopa i jest w stanie połączyć się z internetem. W związku z tym mówimy o tzw. dziennikarstwie obywatelskim. I tu dotykamy kilku problemów, mianowicie ta nasza mobilność oznacza wolność, której niestety nie towarzyszy odpowiedzialność za słowo. Niektórym – zwłaszcza młodym ludziom – wydaje się, że jeśli się schowają się za jakimś symbolem, nickiem, pseudonimem na forach internetowych, to wszystko im można. I to jest często głupota, bezmyślność i zwyczajnie brak kultury. Przecież nikt kulturalny i odpowiedzialny w towarzystwie innych nie mówi rzeczy obraźliwych, natomiast w internecie na forach wielu wydaje się, że są anonimowi, a przez to często bezkarni. Tyle, że tak nie jest i dlatego warto, żeby sobie ten fakt uświadomić, komentując czy wypowiadając się na określone tematy.

W Gdańsku mieliśmy do czynienia z wielkim nieszczęściem, z tragedią, bo niezależnie od wszelkich ocen zginął człowiek. Ale nie może być tak, że do tego dramatu dobudowuje się dowolną historię. Od pierwszego dnia po tej tragedii podkreślałem, że nie wolno naciągać faktów, konfabulować, ale trzeba sprawy przedstawiać takimi, jakie są. Niestety, z tym mamy do czynienia w mediach, także w mediach społecznościowych.

                                

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl