logo
logo

Prawo

zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Kpiny z frankowiczów

Sobota, 26 stycznia 2019 (02:36)

Czy trzy lata to dla rządzących za mało, aby rozwiązać problemy frankowiczów.

Podjęty przez posłów projekt ustawy dotyczący hipotecznych kredytów frankowych, choć zakłada uelastycznienie przepisów umożliwiających uzyskanie pomocy przez kredytobiorców, nie rozwiązuje problemu „nabitych” w kredyty walutowe.

Po miesiącach zwłoki sejmowa podkomisja podjęła decyzję o przekazaniu do dalszych prac parlamentarnych – w pierwszej kolejności do Komisji Finansów Publicznych – jednego z czterech gotowych projektów ustaw dotyczących frankowiczów. Prezydencki projekt ustawy, który zakłada m.in. złagodzenie kryteriów pomocy dla kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, miałby wejść w życie od lipca br., czyli praktycznie w okresie przed wyborami parlamentarnymi. Pozwoliłoby to rządzącym „odhaczyć” spełnienie obietnicy pomocy dla poszkodowanych kredytami tzw. walutowymi.

W praktyce proponowane rozwiązania w minimalnym stopniu wychodzą naprzeciw oczekiwaniom kredytobiorców. – Po 3 latach zastanawiania się podkomisja wybrała projekt, który – można powiedzieć – w prawie żadnym stopniu nie rozwiązuje problemów dotyczących kredytobiorców – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. A chodziłoby przede wszystkim o wyegzekwowanie stosowania obowiązującego prawa – także unijnego, wynikającego z dyrektywy rady 93/13/EWG – i eliminację z umów kredytowych zapisów będących klauzulami niedozwolonymi, czyli niezgodnymi z prawem. Ich konsekwencje, zgodnie z duchem unijnej dyrektywy, powinny w tym przypadku ponieść stosujące je banki. To doprowadziłoby m.in. do uznania, że faktycznie nie mieliśmy do czynienia z walutowymi, ale złotowymi kredytami mieszkaniowymi.

Dla zaciągających kredyt na mieszkanie nominowany w walutach obcych, np. we franku szwajcarskim, był o tyle atrakcyjny, że mogli liczyć na znacznie niższe oprocentowanie niż kredytu w złotych. Ale też często okazywało się, że jedyną szansą na zakupienie mieszkania było zaciągnięcie kredytu denominowanego we franku, gdyż – jak dowiadywali się w banku – w złotych nie mieli zdolności kredytowej.

Sytuacja skomplikowała się, gdy znacznie wzrósł kurs franka względem złotego, co zwiększyło wysokość raty. Drastyczny skok kosztów nastąpił od 15 stycznia 2015 r., gdy szwajcarski bank centralny zdecydował, że nie będzie bronił się przed umacnianiem franka, i uwolnił kurs.

Zmasowanej akcji promocyjnej „kredytów walutowych” nie towarzyszyły adekwatne działania chroniące prawa konsumentów. Na to zwróciła uwagę np. Najwyższa Izba Kontroli. W raporcie opublikowanym w sierpniu ub.r. NIK stwierdziła m.in., że „państwo pozwoliło bankom na zbyt wiele”, a instytucje odpowiedzialne za ochronę konsumentów nie zapewniły właściwego egzekwowania praw kredytobiorców i zbyt późno przeciwdziałały nieuczciwym praktykom banków. – Przy udzielaniu kredytów miały miejsce niewłaściwe praktyki banków, w tym zawieranie w umowach kredytowych niedozwolonych postanowień umownych, pozwalających na jednostronne kształtowanie przez banki, na niejasnych zasadach, wysokości oprocentowania lub kursów, po jakich przeliczane były udzielane kredyty lub spłacane raty – stwierdziła NIK.

Klauzulami abuzywnymi – jak stwierdzono w raporcie – były także postanowienia przewidujące obowiązkowe ubezpieczenie niskiego wkładu własnego kredytobiorcy, na warunkach, które nie były znane kredytobiorcy w momencie zawierania umowy kredytu. Stwierdził to w wyrokach – jak zaznacza Izba – Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Artur Kowalski

Nasz Dziennik