Za nami konferencja samorządowa PiS poświęcona polityce rozwoju i kolejny sondaż, który daje partii Jarosława Kaczyńskiego ponad 11-procentową przewagę nad Platformą. Co po blisko czterech latach rządzenia skłania ludzi do popierania PiS?
– Niewątpliwie sukcesy w dziedzinie gospodarczej. Wystarczy spojrzeć na niskie bezrobocie czy wzrost gospodarczy, które są na historycznym – niespotykanym dotąd poziomie. Nie wiem jednak, czy jeszcze ważniejszym czynnikiem, który daje Zjednoczonej Prawicy takie poparcie i przewagę na oponentami politycznymi nie jest uporczywie błędna polityka opozycji, w szczególności Platformy pod kierownictwem Grzegorza Schetyny, która po ponad trzech latach rządów PiS nie potrafi się uczyć i wyciągać wniosków.
Co chce Pan przez to powiedzieć?
– Opozycja totalna nie potrafi się uczyć na błędach. To wszystko nie przekłada się na zwiększenie poparcia społecznego, owszem jest to cementowanie swojego elektoratu, tworzenie atmosfery, że Platforma jest jedyną bezalternatywną opozycją na lewicy, ale to nie tworzy wartości dodanej, która najpierw sondażowo, a następnie realnie dałaby tej formacji szansę na stworzenie większości sejmowej. To widać chociażby przy okazji niewątpliwie tragicznego wydarzenia, jakim był mord na prezydencie Gdańska. Skala różnych chaotycznych, nieproporcjonalnych do sytuacji zachowań sytuuje tę formację w obszarze totalności – wystarczy przytoczyć pierwsze oskarżenia, że był to mord polityczny, zaraz za tym bojkot TVP. Jednak, kiedy emocje z czasem opadną, to pojawiają się pytania: na czym polegał ów mord polityczny, w jaki sposób zabójca był politycznie, partyjnie umocowany wreszcie, gdzie są dowody?
Kto na tym może zyskać?
– Takie formacje konkurencyjne jak Roberta Biedronia czy SLD z pewnością wykorzystają absencję Platformy i jej kosztem będą próbowały się wzmocnić. Ponadto wiele się mówi o tzw. mowie nienawiści, podczas gdy raz za razem generuje się niczym nieuzasadnione oskarżenia wobec politycznego przeciwnika. To wszystko tworzy daleko posunięty, niejasny przekaz i nic dziwnego, że wielu mówi, że Zjednoczona Prawica siłę – przynajmniej w jakiejś mierze – czerpie ze słabości i błędów opozycji.
W sobotę odbyła się konwencja „Kobieta, Polska, Europa” z udziałem Platformy, która apeluje o obniżenie temperatury sporu. Tymczasem Ewa Kopacz epatuje mową nienawiści np. wobec obrońców życia…
– Polityka „miłości” i apele o obniżenie temperatury sporu w dyskursie publicznym są tylko hasłowe. Słyszymy, że Pawła Adamowicza zabiły ataki polityczne przeciwników. Politycy Platformy zapomnieli już, jak wypowiadali się o Adamowiczu? Dochodzimy do konkluzji, że mamy do czynienia z niewyobrażalną hipokryzją polityków Platformy czy Nowoczesnej. Próba bicia piany i uderzania w PiS, podczas gdy samemu było się w obozie krytyków, jest przejawem wewnętrznego chaosu. To wszystko pokazuje, że nie można się domagać władzy, nie mając planu, programu, kiedy brakuje racjonalnego przekazu, niesprzecznego, logicznego, który dałby ludziom argumenty, że nie jest to tylko cyniczna gra. Jeśli tego wszystkiego nie ma, to wygląda to słabo, a zamiast rzeczowych argumentów mamy nakręcanie emocji wśród swoich zwolenników. O ile można dotrzeć do swoich, to uprawiając taką politykę, nie ma szans pozyskać nowych zwolenników wśród niezdecydowanych. Owszem, w Platformie liczono na wzmocnienie, które miało dać wchłonięcie Nowoczesnej, ale – jak widać – zsumowanie głosów jednych i drugich nie przełożyło się na zwiększenie poparcia. Stąd boksowanie się w miejscu bez kroku do przodu. Nie ma realnego, merytorycznego odnoszenia się do PiS-u, który też popełnia błędy. I te błędy można by krytykować, gdzie trzeba przyznać rację, to przyznać, a gdzie krytykować, to krytykować i wówczas ten przekaz byłby inny, spójny. Widać jednak, że Platforma tego nie potrafi.
Podczas sobotniej konwencji PiS usłyszeliśmy kolejne obietnice. Gospodarka jest w bardzo dobrej formie, ale czy polityka dawania, zwłaszcza że w kolejce ustawiają się kolejne grupy zawodowe i społeczne, na dłuższą metę ma sens?
– Słyszymy o tym, że rosną wydatki na różne cele, począwszy od ochrony zdrowia, poprzez szkolnictwo wyższe, oświatę, a na administracji publicznej kończąc, ale w perspektywie życia państwowego nie ma, nie widać regulacji, które tworzyłyby stałe zasady, np. że wraz z rozwojem gospodarczym byłby jakiś procent podwyżek, które rekompensowałyby inflację i dawałyby niżej uposażonym grupom zawodowym godne życie. Natomiast mamy do czynienia ze swojego rodzaju szarpaniną, w efekcie jak ktoś protestuje, to ma, natomiast ci, którzy mają mniejsze przebicie, otrzymują mniej. Potrzeba więc pewnej racjonalności, bo jeśli finanse państwa są w dobrym stanie, a są, to nic dziwnego, że ludzie oczekują godnych zarobków i konkretnej poprawy swoich warunków życia.
Czy jednak mimo wszystko nie za bardzo się rozpędzamy z polityką rozdawania, bo dobra koniunktura też kiedyś się skończy?
– Dlatego potrzebna jest racjonalna ocena wydatków, które nie mogą być ponad miarę. Trzeba też pamiętać, że relatywnie z innymi krajami zachodnioeuropejskimi pensje w Polsce są niskie, i to nie tylko w relacji do Niemiec, ale także w odniesieniu do państw dawnego bloku komunistycznego, jak np. Czechy. Stąd trzeba to jakoś mądrze zbilansować, pamiętając, że są służby czy zawody, jak dajmy na to policja czy wojsko, gdzie zarobki muszą być na odpowiednim poziomie, bo w innym wypadku chętnych do wchodzenia w szeregi tych formacji będzie mniej. Do tego dochodzi jeszcze rok wyborczy. I związki zawodowe to czują, dlatego będą jeszcze bardziej potęgować presję, odwołując się niekoniecznie do merytorycznych, ale wyborczych argumentów, że rząd musi podnieść zarobki, bo w innym wypadku będzie miał strajk czy demonstrację niezadowolonych, co tylko może pogrążyć ekipę sprawującą władzę. Z tym trzeba się liczyć. Zresztą to, że rząd mówi, żE jest coraz lepiej, że gospodarka, że finanse mają się dobrze, to wszystko skłania wspomniane wcześniej grupy do nowych żądań. Jednak rząd też musi jasno wyznaczać granice, których nie wolno przekraczać.
A jeśli chodzi o festiwal obietnic w polityce krajowej?
– Jeśli chodzi o obietnice w polityce krajowej, to nie można powiedzieć, żeby PiS w swoich zapowiedziach przelicytował. Wprawdzie całego programu tej formacji na kolejne lata nowej kadencji jeszcze nie znamy, bo dopiero jest on kreowany. Natomiast jedna rzecz jest ciekawa, zupełnie nietypowa na polskiej scenie politycznej – mianowicie – do tej pory działo się tak, że prawica w swoich programach odnosi się do zasad, do etyki, do rozliczeń z komunizmem, a mniej mówi o aspektach gospodarczych, które były – nazwijmy to – słabością tej politycznej formacji. Dzisiaj jest nieco inaczej, tzn. bardziej Platforma czy szerzej opozycja mówi o rzekomo zagrożonej demokracji, o izolacji Polski na arenie międzynarodowej, o rzekomym mordzie politycznym w Gdańsku, za który ma odpowiadać telewizja publiczna i PiS, a więc o sprawach – po pierwsze, mało uargumentowanych, a po drugie, są to kwestie, które spychają opozycję totalną do narożnika i tworzą oblicze formacji, która gospodarczo niewiele jest w stanie zaproponować, za to uderza w wysokie tony o rzekomym łamaniu praw człowieka itp. Widać zatem, że to wszystko się odwraca, ale dla prawicy jest to rzeczywistość korzystna, bo wygrywa się wybory w środku sceny politycznej, w środku elektoratu, który raz głosuje na tych, a raz na innych i oczekuje pewnych zmian, które realnie poprawiają ich sytuację życiową. I jeśli porównamy sobie te elementy w Platformie, to trudno jest tam dostrzec coś wyrazistego w sensie gospodarczym, z czym będzie się nam kojarzyć ta formacja. Partia ta zgubiła swoją wyrazistość i gdzieś po drodze weszła w aspekt wojny partyjno-ideologicznej, co wpływa na jej wizerunek.
A zatem Platforma i Nowoczesna to taka bezideowa opozycja?
– Jeszcze kilka lat temu Ryszard Petru, jako doradca Leszka Balcerowicza, był kreowany na autorytet ekonomiczny i uważany za mędrca, który jest w stanie opiniować, opisywać zachodzące procesy gospodarcze w sferze finansów. Dzisiaj ten sam Ryszard Petru ma zupełnie inny wizerunek człowieka, który w sensie rozeznania politycznego gubi się, i to nie tylko w aspekcie historycznym, ale w każdym innym, nie pamiętając nawet nazwy partii, którą zakłada. I to jest przykład tego, jak na przestrzeni zaledwie kilku lat mocno się rozjechał wizerunek opozycji, który stał się mocno ideologiczny. Polityka w wydaniu Platformy i spółki jest niespójna i powoduje chaos u zwykłego odbiorcy oraz pytanie: kim są ci, którzy taką politykę kreują? Mieli się kojarzyć ze stabilnością, z gospodarką, z rozsądnym wydawaniem pieniędzy, dobrymi relacjami zewnętrznymi itd., tymczasem jest marazm, brak pomysłu, ideologizacja i nic dziwnego, że to się wszystko sypie.
Tylko czy taki rzeczywisty obraz Platformy dotrze i przemówi do odbiorców?
– Wśród odbiorców Platformy, wśród zagorzałych przeciwników PiS, którzy oglądają głównie jedną z komercyjnych stacji takiego przekazu, w ogóle nie ma. Tam jest przekaz, że PiS jest zły, że jest najgorszym rządem w historii Polski i zwolennicy tej ideologii nigdy nie zmienią zdania. Można powiedzieć, że jeśli Platforma w dalszym ciągu będzie stosować taką radykalną retorykę, to wspomnianych zwolenników przyciągnie do siebie, ale to nie wystarczy, żeby rządzić. Nie mówimy też, że PiS jest w stanie przekonać swoich zagorzałych, zideologizowanych przeciwników, bo takiej możliwości nie ma. Natomiast mówimy o zapanowaniu nad środkiem, nad centrum elektoratu, a tutaj Platforma poprzez swoje działania strzela sobie w kolano.

