logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

„Wuzetki” droga na skróty

Czwartek, 31 stycznia 2019 (20:51)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak Pan odbiera doniesienia „Gazety Wyborczej” na temat rozmów prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego?

– Najprościej wystarczyłoby powiedzieć, że jaka gazeta, taka afera. Jak wcześniej zapowiadano – podgrzewając atmosferę – nagrania z Nowogrodzkiej i informacje rzekomo tam zawarte miały być rewelacyjne, przełomowe, miały nawet wstrząsnąć sceną polityczną, tymczasem nie ma tam nic nadzwyczajnego. Mnie jednak przeraża co innego – mianowicie mówimy tu o czymś, co jest wolnym rynkiem, natomiast osobiście wolałbym, żeby szefowie partii czy w ogóle politycy zajmowali się polityką, a więc tym, do czego zostali powołani. Chodzi o to, żeby partie polityczne nie przeistaczały się w podmioty gospodarcze, a budowę wieżowców, czyli tzw. deweloperkę oddali w ręce fachowcom – przedsiębiorcom, biznesmenom. Jeśli jest odwrotnie, to mnie to przeraża.

Platforma pospiesznie złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa Kaczyńskiego…

– To typowe działanie polityczne. Politycy – zwłaszcza konkurujących ze sobą partii, chcąc zyskać poparcie swoich wyborców – muszą prowadzić aktywną działalność, w co wpisuje się także składanie tego typu doniesień. Fakty są jednak takie, że wszystkie partie polityczne, które uwłaszczyły się na części majątku – pozostałości po PRL-u, a więc wszystkie ugrupowania, które w latach 90. funkcjonowały na rynku politycznym, dostały jakiś kawałek tortu do podziału i dzisiaj dysponują majątkiem, który ma swoją wartość. Niestety taki stworzyliśmy system i zgodnie z prawem ten system zaakceptowaliśmy.

Kukiz’15 chce zmiany tego systemu?

– Po to weszliśmy do polityki, żeby walczyć z układem, z systemem. Jeszcze raz powtórzę, że od budowania wieżowców są przedsiębiorcy, a politycy czy partie mają prowadzić działalność na rzecz obywateli, a nie zajmować się działalnością biznesową.    

Jak to możliwe, że jeden materiał skłania do tak odmiennych komentarzy?

– Rzeczywiście Platforma czy Nowoczesna traktują doniesienia „Gazety Wyborczej jako aferę i zarzut, z kolei PiS mówi o „kapiszonie” i traktuje tę całą sprawę jako dowód na uczciwość prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Jednak dla mnie nowością jest to, że pierwszy raz ktoś dostał do ręki nagrania z rozmową czy rozmowami prezesa Jarosława Kaczyńskiego i to jest wydarzenie.

Czy i ewentualnie jak publikacje „Wyborczej” mogą się przełożyć na sondaże poparcia dla partii politycznych?

– Nie umiem powiedzieć. W każdym bądź razie wyborca po przeczytaniu tych materiałów otrzymuje pewne informacje i teraz trzeba poczekać, jaka będzie jego reakcja. Twardy elektorat PiS pozostaje niewzruszony w tym samym miejscu. Przeciwnicy partii Jarosława Kaczyńskiego też otrzymują kolejny atut, że PiS jest złe, natomiast pytanie brzmi: jak zachowa się płynny elektorat, który przy okazji wyborów ze swoim poparciem się przemieszcza. Sytuacja jest zatem dynamiczna, ostatecznie o wszystkim zdecydują wyborcy.

Czy PiS politycznie może stracić na tej sprawie?

– Z pewnością taki cel przyświecał tym działaniom. Ponadto nie jest dobrze, że na skutek tych działań prezes Jarosław Kaczyński wychodzi na inwestora. Widać, że jest to sprawa, która tworzy nową jakość w polskiej polityce. Do tej pory nie spotykaliśmy się z sytuacją, gdzie lider takiej czy innej partii staje się twarzą inwestycji w nieruchomości, chodzi o budowę bliźniaczych wieżowców na działce spółki Srebrna. I to w jakiś sposób może bulwersować. Jest takie przysłowie, że kropla drąży skałę, i także w tym przypadku na zasadzie impulsu, który będzie z różną siłą, ale notorycznie dawkowany opinii publicznej, zostanie osiągnięty efekt. Przypomnę, jak to było z taśmami nagranymi w restauracji „Sowa i przyjaciele” i w całej tej aferze podsłuchowej, gdzie na początku też nic wielkiego się nie działo. Dopiero z czasem, jak były ujawniane kolejne taśmy z coraz to nowymi „bohaterami” nagrań, ruszyła lawina, która przygniotła Platformę, ostatecznie przyczyniając się do jej wyborczej porażki.

Doniesienia „Wyborczej” mogą być materiałem na komisję śledczą, czego domaga się Platforma i opozycja totalna?

– Trudno powiedzieć, z całą pewnością kwestią, która powinna zostać zbadana, jest pojawiający się w tych doniesieniach temat tzw. wuzetek, czyli dokumentów wydawanych przez warszawski ratusz, który – jak można domniemywać – ustala warunki zabudowy i zagospodarowania terenów czy działek w sytuacji, gdy teren nie jest objęty miejscowym planem. Dla mnie jako przedstawiciela sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej pytanie brzmi: jaki procent nieruchomości w Warszawie czy w ogóle w skali kraju powstaje na „wuzetkę”? I dopiero tu dochodzimy do sedna sprawy, bo „wuzetka” jest tylko pewną uproszczoną formą, de facto decyzją ukierunkowaną pod konkretny punkt. Odnosząc się do rewelacji „Gazety Wyborczej”, Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze opublikowało mapę warszawskich wieżowców wybudowanych na tzw. wuzetkę. Okazuje się, że ten sam ratusz, który nie chciał się zgodzić na inwestycję dotyczącą budowy bliźniaczych wież na działce spółki Srebrna, w ostatnich latach wydał „wuzetki” na budowę pięciu innych wieżowców w okolicy ul. Srebrnej. To pokazuje, że na „wuzetkę” powstawało wiele obiektów, na które zgodę otrzymywali „swoi”, natomiast innym, „obcym”, uznaniowo blokowano drogę do realizacji inwestycji. Wygląda to na niebezpieczny, patologiczny mechanizm, który istniał, mechanizm, z którym trzeba skończyć. „Wuzetki” to dowód na to, że władze warszawskiego ratusza – od lat zarządzanego przez Platformę – szły na skróty i w wielu sprawach właśnie tzw. wuzetki służyły za rozwiązanie problemu.

Czego w związku z tą całą sprawą oczekuje Kukiz’15?

– Przede wszystkim oczekujemy transparentności, ponadto bardzo wyraźnie artykułujemy, że partia nie powinna, nie ma prawa prowadzić tego typu działalności biznesowej. Przy czym bardzo jednoznacznie chcę stwierdzić, że nie chodzi tu o Prawo i Sprawiedliwość, ale mam na myśli pewne powiązania pierwszych partii politycznych, które w latach 90., po transformacji ustrojowej, na skutek uwłaszczenia do dzisiaj mają się dobrze. A zatem to, z czym mamy teraz do czynienia, to jest pokłosie piramidy, która narastała przez lata. Jak widać, niektóre partie kiepsko zainwestowały pieniądze, a część przeczekała i dzisiaj ugrupowania dysponują całkiem niezłym majątkiem, choćby tylko w postaci samej działki, ale wartej miliony złotych.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl