Czy brexit jest sprawą już przesądzoną?
– Jest sporządzona umowa dotycząca brexitu, która nie jest ratyfikowana przez brytyjski parlament, i cały czas coś się w tej sprawie dzieje. Stanowisko Unii Europejskiej co do ewentualnego powrotu do negocjacji jest twarde i wydaje się nieprzejednane. Komisja Europejska stoi na stanowisku, że czas negocjacji minął. Podobne opinie wyraża też przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który twierdzi, że negocjacje w sprawie brexitu zostały zakończone i sprawa jest przesądzona. Aczkolwiek nastroje i opinie w Wielkiej Brytanii cały czas są podzielone pomiędzy zwolenników pozostania w Unii a większością, która zdecydowała o opuszczeniu wspólnoty. Oczywiście, jest kilka kwestii spornych, jak chociażby budząca emocje kwestia granicy z Irlandią – tzw. backstop. Jest to sprawa skomplikowana, a samo wyjście Wielkiej Brytanii jest niekorzystne dla Unii Europejskiej.
A czy korzystne jest dla Wielkiej Brytanii?
– To się dopiero okaże za parę lat. Jedno jest pewne: jeśli to wyjście miałoby się odbyć bez wynegocjowanej umowy i miałby to być tzw. twardy brexit, to byłoby to dla Wielkiej Brytanii bardzo kłopotliwe – wywołałoby chaos na Wyspach.
Wspomniany przez Pana Donald Tusk powiedział wyraźnie, że zawarta umowa jest kompromisem, który pozwoli na uregulowany brexit i renegocjacja traktatu jest niemożliwa. Czy brexitu można było uniknąć?
– Chyba wszyscy w tej sprawie się przeliczyli. Przeliczył się ówczesny premier David Cameron, który chyba zbyt pochopnie – przed wyborami – podjął decyzję o organizacji referendum w sprawie dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Zgodził się na to referendum, w pewnym sensie umywając ręce od ewentualnych następstw czy skutków. Pewnie też nie spodziewał się, że większość Brytyjczyków podejmie decyzję o wystąpieniu z szeregów Unii Europejskiej. O tym, że tak się stało, zdecydowało kilka czynników, m.in. ten, że po rozpisaniu referendum rząd nie miał możliwości prowadzenia jakiejkolwiek kampanii, która pokazywałaby w obiektywny sposób korzyści wypływające z członkostwa w Unii. W zasadzie w trakcie kampanii przeważały głosy o negatywnych skutkach tego członkostwa i w efekcie niewielką większością, ale jednak większością Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu. Dzisiaj, gdyby miało dojść do twardego brexitu, to bardzo prawdopodobne, że padłaby propozycja, aby obywatele Wielkiej Brytanii raz jeszcze się wypowiedzieli na temat obecności w Unii, aczkolwiek przy obecnym klimacie panującym wśród elit politycznych na Wyspach to też jest chyba mało realne.
Czy błędu nie powielili też Juncker i Tusk, którzy nie zrobili nic, aby zatrzymać Wielką Brytanię, a wręcz wypychali ją z Unii?
– Odpowiedzialność szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude′a Junckera i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska jest ewidentna. Traktowanie przez elity brukselskie w tak obojętny sposób poważnego partnera, jakim wciąż pozostaje Wielka Brytania, i w podobny sposób traktowanie z butą i arogancją także innych państw członkowskich, co jako Polska też odczuwamy na co dzień, jest nie do przyjęcia. Dla każdego trzeźwo myślącego Europejczyka jest jasne, że członkostwo wiąże się z korzyściami, ale też i z określonymi dolegliwościami. Silniejsi w tym gronie są zobligowani do ponoszenia większych ciężarów na rzecz nowych państw członkowskich, są określone obowiązki związane ze wspólną polityką gospodarczą. I to wszystko trzeba ważyć. Niestety, żadnej kampanii na rzecz pozostania Wielkiej Brytanii we Wspólnocie ze strony liderów europejskich nie było. I rzeczywiście wyglądało to raczej na zbytnią pewność siebie tychże elit, które były przekonane, iż Brytyjczycy w referendum zdecydują o pozostaniu w Unii, i nie kiwnęli palcem, jakby chcieli zrobić na złość ówczesnemu premierowi Cameronowi i brytyjskiemu rządowi.
Wtedy nie kiwnęli palcem w sprawie Wielkiej Brytanii, za to teraz – przy akceptacji tychże elit, m.in. Tuska – na kanwie brexitu mamy zacieśnienie współpracy niemiecko-francuskiej…
– Rzeczywiście, tak to wygląda. Niemcom czy Francji wraz z wystąpieniem Wielkiej Brytanii ubywa poważny konkurent gospodarczy i finansowy. I z punktu widzenia zwłaszcza Berlina jest to bardzo korzystne. Warto też przypomnieć, że ze strony polityków, którzy na szczęście poprzegrywali wybory w swoich państwach – jak chociażby we Włoszech – płynęły sygnały gotowości do podporządkowania się kanclerz Angeli Merkel i Niemcom. Dzisiaj ostentacyjne zbliżenie Niemiec i Francji też nie wygląda dobrze. Nowy traktat podpisany przez kanclerz Angelę Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona 22 stycznia tego roku w Akwizgranie o zacieśnieniu współpracy jest niczym innym jak zmodyfikowaną wersją traktatu elizejskiego, a jego celem jest pogłębione partnerstwo obu państw, co ma być kolejnym krokiem do reformowania Unii Europejskiej pod dyktando Berlina i Paryża. To wskazuje też kierunek, w jakim będzie podążała Unia, a więc dominacja tandemu niemiecko-francuskiego. Można zatem powiedzieć, że ten traktat to kolejny krok na drodze budowy unijnego superpaństwa, a wprowadzone w nim rozwiązania niemiecko-francuskie mają być wzorem do naśladowania dla pozostałych państw Unii. Zwykle jest tak, że jeśli ktoś dominuje, to ktoś inny ponosi koszty dyktatu. Wobec tego można się tylko domyślać, że jeśli nic się nie zmieni po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, to polityka, jaka będzie uprawiana w przyszłości, będzie przede wszystkim w interesie Niemiec i Francji.
Czy to nie jest gotowa recepta na rozbicie Unii Europejskiej?
– Tak to można powiedzieć, dlatego że ten dyktat Niemiec i Francji – chociażby w sferze polityki imigracyjnej czy aktywności państw członkowskich, jeśli chodzi o wspieranie lokalnych gospodarek podmiotów, które na tym rynku działają – to wszystko prowadzi do zniechęcenia. Jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze na wskroś lewicową liberalną politykę w sprawach związanych z wartościami, a więc odejście od wartości chrześcijańskich, z których wyrasta i na których opiera się Europa, to wszystko zniechęca przynajmniej część obywateli państw wchodzących w skład Unii Europejskiej do obecnej polityki, która jest irracjonalna.

