Zdaniem Pana Profesora, jaki był cel ataku na Magdalenę Ogórek, bo przecież można się z kimś nie zgadzać, ale to nie oznacza, że trzeba go fizycznie atakować?
– Jeśli się publicznie twierdzi, że winę za śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza ponosi telewizja publiczna i jeśli się tę spiralę nakręca, to nie ma się co dziwić, że niektórzy potraktują to nie jako element gry politycznej, która się toczy, ale na serio jako próbę spacyfikowania telewizji publicznej i jej dziennikarzy. Stąd też takie, a nie inne skutki. Przypomnę tylko, że jakiś czas temu Platforma ogłosiła bojkot TVP i jej politycy nie uczestniczą w programach tej stacji, a atak na dziennikarkę TVP INFO jest jednym z elementów negowania tej stacji. Należy przypomnieć atak na poseł PiS Krystynę Pawłowicz w czasie pamiętnej okupacji Sejmu w grudniu 2016 roku. Jakie wyzwiska, krzyki miały miejsce, niemal dochodziło do rękoczynów i wtedy – mimo tego całego pieniactwa z powodu utraconych interesów – reakcji ze strony opozycji totalnej nie było.
Czym spowodowana jest ta agresja i brak zdecydowanej reakcji ze strony polityków totalnej opozycji?
– Warto pamiętać, że środowiska dzisiejszej opozycji przez wiele lat przywykły do monopolu w obszarze medialnym. Wtedy mieliśmy monopol przekazu jednej partii, a jeśli nawet nie jednego ugrupowania, to jednego pookrągłostołowego obozu politycznego. I jeśli dzisiaj, po wygranej obozu Zjednoczonej Prawicy, jest inaczej, to cały ten układ nieprzyzwyczajony do takiego stanu rzeczy się buntuje, pojawiają się emocje, które znajdują swój upust w postaci takich właśnie aktów przemocy werbalnej czy wręcz siłowej. Oczywiście teraz cała opozycja przyjęła atak na Magdalenę Ogórek z oburzeniem, bo po morderstwie w Gdańsku zaczęto walczyć z tzw. mową nienawiści, tylko że – i nieraz to podkreślałem – określanie kogoś, że posługuje się mową nienawiści, w wielu wypadkach właśnie rodzi do takiej osoby nienawiść. Jeśli mówi się, że walczymy z hejtem, ale określamy kogoś, że jest wyrazicielem „mowy nienawiści”, to tym samym wywołujemy hejt wobec tej osoby. W tej sytuacji, albo wrócimy do klasycznego języka, gdzie mówi się o poszanowaniu godności człowieka, o kulturze dyskursu publicznego, albo będziemy tkwić dalej w tej ideologii, która prowokuje pewne emocje, co następnie przekłada się na praktykę życia wyrażaną np. agresją.
Czy atak na Magdalenę Ogórek to zorganizowana akcja?
– W pewnym sensie była to akcja zorganizowana, bo przecież tacy ludzie nie biorą się znikąd i komuś na pewno zależy na nakręcaniu tej spirali niechęci. Ale nie sądzę, żeby to było organizowane na poziomie centrali partii politycznych czy głównych ośrodków medialnych, bo gdyby to wyszło na jaw, to z pewnością ostatecznie odbiłoby się niekorzystnie na liberalnych środowiskach, które niby walczą z hejtem, a w praktyce ten hejt prowokują. I w tym względzie trudno mówić o zorganizowanej akcji central, ale jeśli chodzi o organizowanie się grup czy środowisk niechętnych obecnej władzy oraz przeciwko dziennikarzom telewizji publicznej, to już inna rzecz.
Pytam o to w kontekście wpisu Donalda Tuska na Twitterze. Czy zamiast studzenia nie mamy do czynienia z podsycaniem emocji?
– W mojej ocenie Donald Tusk chce wziąć w obronę nie tych, którzy atakowali Magdalenę Ogórek, ale tych, którzy protestują przeciwko PiS-owi, i występuje tu jako obrońca czy wręcz jako lider tych środowisk. W tym swoim wpisie – przynajmniej formalnie – nie nawołuje do łamania prawa, natomiast widać, że chce być tym, który ciągle jest tuż za plecami Grzegorza Schetyny, który w dalszym ciągu chce i w dużej mierze jest brany pod uwagę jako lider totalnej opozycji. Tym samym w sposób jednoznaczny kieruje swój przekaz także do osób, które atakują TVP, niejako stając się ich obrońcą.
Z ust polityków Platformy i Nowoczesnej też słyszymy, że takie agresywne zachowania są niedopuszczalne, że trzeba przerwać tę spiralę nienawiści. Tylko kto tę spiralę nakręcił?
– Proszę pamiętać, że spirala nienawiści nakręca się wtedy, kiedy mamy do czynienia ze spotęgowanym fałszem w przestrzeni publicznej. I nawet jeśli środowiska opozycyjne określą media publiczne jako te, które w sposób – ich zdaniem – tendencyjny przedstawiają pewne fakty, ich atakują, to przecież rynek medialny w Polsce jest dzisiaj tak spluralizowany i dominacja środowisk lewicowo-liberalnych w mediach jest tak przytłaczająca – i to nie tylko w stacjach telewizyjnych, ale także na portalach internetowych, stacjach radiowych czy w prasie papierowej – że ten wielogłos jest słyszany. W tej sytuacji cała ta histeria nie jest spowodowana tym, że opozycja nie ma się gdzie wypowiedzieć, że ich głos jest niesłyszany lub że nie są w stanie dementować rzeczy, które się pojawiają w przestrzeni mediów publicznych, ale powód tkwi w tym, że oni chcieliby powrotu do monopolu, który istniał za ich rządów. Dzisiaj środowiska lewicowo-liberalne są poirytowane, że w mediach jest różny przekaz – niekoniecznie taki, jaki im odpowiada, i to powoduje niezadowolenie.
Gdzie szukać szacunku do drugiego człowieka, skoro na rynku politycznym pojawiają się takie ugrupowania jak Wiosna Roberta Biedronia, który mówiąc, że jego Ruch zmieni oblicze ziemi, wprost kpi ze słów św. Jana Pawła II?
– Antonio Gramsci, jeden z twórców rewolucji kulturalnej, o której mówimy – rewolucja neomarksistowska, mówił, że socjalizm jest religią – ale religią, która wyzwala tu, na ziemi. Z tego przekazu wynika, że socjalizm jest teoretyczną negacją i praktyczną likwidacją chrześcijaństwa, w związku z czym jeśli takie słowa padają, to nic dziwnego. Przecież mamy dziś do czynienia z Europą postchrześcijańską, z Europą ateistyczną, Europą, gdzie zatryumfowała dokładnie taka ideologia i na zachodzie kontynentu – dziś nikt się specjalnie temu nie dziwi. Natomiast u nas na całe szczęście budzi to jeszcze zdziwienie wśród ludzi. A mnie dziwi to, że kiedy mówiło się wielokrotnie, że takie zagrożenie istnieje, to niektóre kręgi definiujące się jako katolickie mówiły, że jest to właśnie „mowa nienawiści” lub że to jest pozbawione dialogu, że trzeba dialogować. Tylko co dzisiaj mamy z tego dialogu…? Widzimy, że jest to wojna ewidentnie ideologiczna czy wręcz religijna w niektórych wypadkach i jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że w ogóle nie rozumie tego, co się dzieje w Europie i w świecie zachodnim.
Czym może grozić dalsza apatia i pobłażanie dla tego, co się dzieje, kiedy powstają takie ugrupowania jak Wiosna?
– Najgorszą rzeczą jest krocząca krok po kroku rewolucja okryta nimbem dialogu, tolerancji, otwartości itd. Tutaj są pewne cele wyrażone wprost dotyczące różnych aspektów, które mogą być w tym sensie korzystne, bo budzące ludzi – mam nadzieję – ludzi Kościoła czy ludzi prawicy i o to tutaj toczy się batalia. Niektórzy – moim zdaniem – błędnie myślą, że toczy się tylko i wyłącznie batalia o władzę, o to, kto jaki urząd będzie sprawował, ale najważniejsza walka toczy się o rząd dusz. Oczywiście ta walka przekłada się na grunt państwowo-urzędowy, ale jej wymiar jest o wiele głębszy. Tak czy inaczej – wbrew wszystkiemu – jest to okazja do tego, żeby oprzytomnieć.
Kto powinien obudzić nas z tego letargu?
– Każdy ma swoją odpowiedzialność. Pasterze Kościoła większą, kapłani nieco mniejszą, ale też dużą, ludzie świeccy szczególnie działający w mediach też mają bardzo dużą odpowiedzialność, a więc każdy na swoim odcinku ma swoją odpowiedzialność, jaka każdemu z nas została powierzona, i ten, kto to rozumie, powinien o tym głośno mówić i pokazywać te fakty. Oczywiście panuje przekonanie, że lepiej nie mówić o złu, tylko mówić o dobru, to wtedy jakoś tę rzeczywistość zagłaskamy. Otóż nie, nie zagłaskamy, bo zło jest rzeczywistością realną – wprawdzie w przestrzeni metafizycznej, zło jest brakiem dobra, ale przecież szatan działa realnie. Kłamstwo, fałsz, deprawacja moralna są czymś, co funkcjonuje, i jeśli jest się, dajmy na to, ojcem naturalnym bądź też ojcem w wymiarze ojcostwa duchowego i nie ostrzega się przed złem, to w moim przekonaniu popełnia się ogromny grzech zaniedbania.

