logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Był dżentelmenem w polityce

Piątek, 8 lutego 2019 (22:16)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze jaką rolę na drodze do wolnej Polski, w budowaniu nowego ładu odegrał Jan Olszewski, co jako Polacy zawdzięczamy temu człowiekowi?

– Jan Olszewski przez lata był kojarzony z opozycją antykomunistyczną, z opozycją solidarnościową, szczególnie jako obrońca działaczy opozycyjnych, niepodległościowych w procesach politycznych. I to jest jak gdyby jeden etap w jego działalności, gdzie – w tamtym czasie – był bardziej definiowany jako środowisko lewicy niepodległościowej. Później, już w czasach najnowszych, jako premier pierwszego niekomunistycznego rządu po całkowicie wolnych wyborach, był kojarzony jako przedstawiciel pewnego nurtu „Solidarności” czy opozycji, który nie godził się na trzymanie się wszystkich ustaleń okrągłostołowych czy pookrągłostołowych, które miały nie dopuścić do pełnej dekomunizacji czy do lustracji. Wiemy, że ten element lustracji pojawił się i ostatecznie był jedną z przyczyn upadku rządu premiera Jana Olszewskiego. Postać – zwłaszcza dla środowisk nazwijmy prawicy niepodległościowej w latach dziewięćdziesiątych – szczególna. Upadek kierowanego przez Jana Olszewskiego rządu, tzw. nocna zmiana, stał się symboliczny, a niejako kontynuatorem polityki tego rządu jest współczesny obóz Zjednoczonej Prawicy.     

Z jakimi problemami musiał się zmierzyć Jan Olszewski jako premier pierwszego niekomunistycznego rządu?

– Takich momentów trudnych było wiele, przede wszystkim premier Jan Olszewski próbował zerwać z układem pookrągłostołowym. Sam Lech Wałęsa jako były pierwszy przywódca NSZZ „Solidarność” niespecjalnie sprzyjał temu rządowi, wręcz przeciwnie – stojąc na straży interesów dawnych elit, dążył do rozpadu gabinetu Jana Olszewskiego. Przedmiotem tego konfliktu była m.in. sprawa lustracji i kwestia postępowania ze współpracownikami służb specjalnych PRL. Jeśli chodzi o kwestie agenturalne, to wiadomo było, że w Polsce w tamtym czasie panoszyły się mafie poubeckie. Ponadto mieliśmy do czynienia z potężnym kryzysem gospodarczym, więc rząd Jana Olszewskiego miał za zadanie wyprowadzenie Polski na prostą, co było bardzo trudne. Do tego całego obrazu dochodzą kwestie zaszłości posowieckich, również majątku posowieckiego na ziemiach polskich i kwestia zakładania mieszanych przedsiębiorstw polsko-rosyjskich na terenie dawnych baz na terenie Polski, opuszczanych przez armię rosyjską. Premier Olszewski był przekonany, że taki krok ograniczałby suwerenność Polski, dlatego się temu sprzeciwił. Misja rządu Jana Olszewskiego trwała niewiele ponad pół roku, ale były to w istocie rządy bardzo trudne, aczkolwiek dawały asumpt na przyszłość do tego, żeby wracać do pewnej tradycji i rozliczania się z minioną epoką, z epoką państwa totalitarnego. I do tego założenia udało się wrócić, kiedy po raz pierwszy PiS doszło do władzy w latach 2005-2007 i teraz w drugim rozdaniu.

Wraz z objęciem sterów rządu zmieniła się polityka zagraniczna Polski…

– To prawda, premier Jan Olszewski nadał kierunek polskiej polityce zagranicznej wydobywającej się z okowów komunizmu, jako pierwszy sformułował politykę transatlantycką Polski, po raz pierwszy pojawiła się wizja naszego członkostwa Polski w NATO. W znaczeniu wydobywania się z pewnych uwarunkowań posowieckich kurs tego rządu był jednoznacznie zdefiniowany. Proszę też pamiętać, że opór środowisk nie tylko postkomunistycznych, ale też lewicy solidarnościowej był ogromny, dlatego wówczas nie udało się przeforsować spraw, które były konieczne dla odnowienia uzdrowienia życia społecznego w Polsce.

Czy można powiedzieć, że Jan Olszewski ze swoją wizją Polski wykraczał poza tamtą epokę, poza utarte standardy, że widział więcej…?

– Z pewnością wykraczał poza Okrągły Stół. W niektórych krajach dawnego bloku komunistycznego, takich jak była NRD czy Czechosłowacja, udawało się dokonać rozliczeń z komunizmem w sposób o wiele szybszy, natomiast w Polsce środowiska lewicowe, nowej lewicy czy też lewicy skupionej wokół „Gazety Wyborczej” były nakierowane na to, aby nie likwidować, a wprost przeciwnie – żeby utrzymać układy postkomunistyczne. Definiowano, że jest tam również interes związany z ideologią, z Polską, która miałaby iść nie w kierunku katolicko-narodowym, ale bardziej w kierunku lewicowo-liberalnym. I tutaj premier Jan Olszewski i jego rząd na pewno wykraczał poza ten układ. Oczywiście kwestia lustracyjna była tego namacalnym dowodem, ale należy też wspomnieć sprawę przecięcia i rozliczenia mafii posowieckich tworzonych na tym majątku. I tutaj kurs na Sojusz Północnoatlantycki – w sensie międzynarodowym – był nakierowany na zerwanie z komunistyczną przeszłością.

O premierze Olszewskim mówi się, że był dżentelmenem w każdym calu. 

– Jan Olszewski był politykiem starej daty, a przez ostatnie 20 czy 30 lat w polityce bardzo wiele się zmieniło. W sensie PR-owskim polska polityka przyspieszała, przez co też się brutalizowała, i to na różne sposoby. W tym względzie Jan Olszewski starał się kreować  własny wizerunek i wizerunek swojego gabinetu na sposób klasyczny i rzeczywiście można powiedzieć, że był dżentelmenem w polityce.     

Premier Olszewski mimo odwołania jego rządu mógł uczciwie spojrzeć innym w oczy, ale ci, do których adresował w nocy 4 czerwca 1992 roku swoje ostatnie przesłanie jako szef rządu, chyba niekoniecznie…?

– Wszyscy, zwłaszcza starsi, dobrze pamiętają to przemówienie Olszewskiego, który powiedział, że kiedy opuści gmach Sejmu – już po odwołaniu jego rządu – chciałby wyjść na ulicę i spojrzeć ludziom w oczy. I tego samego życzył tym, którzy za chwilę mieli odwołać jego rząd. Taka ocena ma sens, jeśli trzymamy się klasycznej etyki, i dotyczy tych, którzy chcieli Polski uwolnionej od spuścizny komunistycznej przeszłości. Sfery agenturalne się pojawiały i wiemy, jak to mocno ciążyło i do pewnego stopnia wciąż ciąży. Wiemy, że wtedy zawiązywały się rozmaite dawne układy – również w przestrzeni medialnej, gdzie dominacja postkomunistów była ogromna. W zetknięciu z tym układem premier Jan Olszewski nie miał na tyle siły, ażeby wiele rzeczy realnie zmienić, ale moralnie miał odwagę, żeby przeciw temu zaprotestować czy też pokazać, jak powinno się przeprowadzać zmiany w Polsce. Dlatego mógł odejść z podniesionym czołem.

I to dlatego, mimo upływu lat, rząd premiera Olszewskiego traktujemy jako pewien wzór oddania sprawom Polski?

– Rząd premiera Jana Olszewskiego jest pewnym punktem odniesienia, mianowicie, czy w Polsce możliwe są rządy prawicowe, a nie typowo pookrągłostołowe. Pamiętamy późniejsze rządy, choćby za czasów Akcji Wyborczej Solidarność Jerzego Buzka, który jest dzisiaj na czele Platformy Obywatelskiej, czy też rządy Donalda Tuska itd., gdzie wszystkie mieściły się w pewnym standardzie pookrągłostołowym. Natomiast Jan Olszewski i jego rząd byli pewnym punktem odniesienia i rzeczywiście do tej idei w jakimś sensie powrócono zarówno w pierwszym, jak i w obecnym rządzie PiS.

Kogo żegnamy wraz z odejściem premiera Olszewskiego?

– W osobie Jana Olszewskiego żegnamy przede wszystkim żołnierza Szarych Szeregów, uczestnika Powstania Warszawskiego, a w PRL aktywnego działacza opozycji. Żegnamy cenionego adwokata, który bezinteresownie bronił opozycjonistów w procesach politycznych, oskarżyciela posiłkowego w procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki. Wreszcie w osobie Jana Olszewskiego żegnamy polityka, posła na Sejm I, III i IV kadencji, premiera pierwszego niekomunistycznego rządu po całkowicie wolnych wyborach.

Dziękuję za rozmowę.       

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl