logo
logo

Zdjęcie: Arch. IPN/ -

Antypolska propaganda

Poniedziałek, 11 lutego 2019 (02:31)

Historyk IPN obnaża fałszerstwa autorów książki, która szkaluje Polaków.

Manipulowanie źródłami i podporządkowanie ich z góry obranej tezie o współsprawstwie Polaków w holokauście, pomniejszanie niemieckiej odpowiedzialności za zbrodnie, brak naukowego obiektywizmu – Instytut Pamięci Narodowej miażdży książkę „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego.

Krytyczna recenzja tej publikacji, autorstwa dr. Tomasza Domańskiego, historyka IPN, dołączona została do najnowszego numeru „Biuletynu IPN”, który dziś ukazał się na rynku. Obszerny artykuł „Korekta obrazu?” ukazuje szokującą skalę fałszerstw dokonanych przez autorów „Dalej jest noc”.

– Podstawowym zarzutem w przypadku tej książki jest nierzetelna i niedopuszczalna analiza materiału źródłowego dokonana przez autorów. Podaję wiele przykładów niedokładnego cytowania, pomijania istotnych fragmentów w opisywanych dokumentach albo – co najgorsze – przetwarzania ich tak, że nie oddają sensu źródła – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Tomasz Domański.

Zdaniem historyka, gros zafałszowań obecnych w książce „Dalej jest noc” i ich charakter wskazuje na z góry założoną przez autorów tezę o dobrowolnym i powszechnym charakterze współsprawstwa Polaków w zagładzie Żydów. – Dowodzi tego selektywny wybór materiałów archiwalnych, manipulacje na źródłach – choćby w postaci usuwania z relacji informacji o kierowniczej roli Niemców; pominięcie kontekstu warunków niemieckiej okupacji, faktu, że za samą wiedzę o ukrywaniu Żydów groziła kara śmierci. Mamy także do czynienia z błędami natury pojęciowej o ważnym znaczeniu interpretacyjnym, tak jak na przykład posługiwanie się przez autorów pojęciem „administracji niemiecko-polskiej” – wylicza dr Domański.

Te zarzuty podziela prof. Bogdan Musiał, polski historyk w Niemczech, doradca prezesa IPN, członek Rady Muzeum II Wojny Światowej, który był jednym z recenzentów „Korekty obrazu?”. Jego zdaniem, książki pod red. Engelking i Grabowskiego nie można określać jako pracy historycznej.

– Skandalem jest, że ta książka powstała za pieniądze polskiego podatnika, bo nie ma ona nic wspólnego z badaniami naukowymi. Mam nadzieję, że opinia publiczna zwróci na to uwagę – stwierdza.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik