logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Potrzebna jedna, biało-czerwona drużyna

Poniedziałek, 18 lutego 2019 (21:27)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak należy odbierać słowa szefa MSZ Izraela, który powiedział, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki” oraz wcześniejsza, wprawdzie dementowana, wypowiedź premiera Beniamina Netanjahu, że Polacy współpracowali z Niemcami podczas II wojny światowej? 

– To, z czym mamy dzisiaj do czynienia, tylko potwierdza, że ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej – w swojej pierwszej wersji – była potrzebna, była ważna i błędem politycznym była jej nowelizacja pod naciskiem Izraela i Stanów Zjednoczonych. Musimy się jasno określić, że albo będziemy się szanować i będziemy dbać o swoje dobre imię, i nie pozwolimy sobie na lekceważenie, albo będziemy milczeć, aż przyjdzie czas, że świat będzie wypowiadał pod naszym adresem kłamstwa dotyczące naszej roli w historii.

Mamy zaplanowaną akcję antypolską, a politykom izraelskim wydaje się, że kolejny raz bezkarnie mogą mówić, co im się podoba?

– Nie wiem, czy jest to zaplanowana akcja, ale z całą pewnością jest to akcja systemowa. Skoro wcześniej brakowało reakcji z naszej strony, to trudno się dziwić, że zachęcało to różnych polityków izraelskich do formułowania coraz ostrzejszych zarzutów pod adresem Polski i Polaków. Pytanie, czy notoryczne wypowiedzi amerykańskiej dziennikarki Andrei Mitchell, która użyła zwrotu „powstanie Żydów przeciw polskiemu i nazistowskiemu reżimowi” – bo to nie była jej pierwsza wpadka – to tylko przypadek? Podobnie, czy przypadkiem jest to, że na terenie Polski premier Izraela Beniamin Netanjahu każe czekać polskiemu premierowi godzinę na spotkanie, czy może ktoś przyjeżdża do Polski i tutaj robi sobie kampanię wyborczą? Moim zdaniem to nie są przypadki. Niestety, ale przez ostatnie lata pozwoliliśmy zrobić z siebie chłopca do bicia. Ktoś nami manipuluje. Najpierw na nas krzyczą, że jesteśmy złodziejami czy bandytami, a później nas przepraszają, nie zmieniając narracji. Tak mniej więcej wygląda podejście do Polski. I czas najwyższy z tym skończyć. Kukiz’15 od samego początku powtarza, że nie może być tak, iż zapraszamy gościa do domu, który przestawia nam mieszkanie do góry nogami, a my na koniec – robiąc dobrą minę do złej gry – mówimy, że nie ma sprawy, że nic się nie stało, dziękujemy za wizytę i zapraszamy do kolejnych odwiedzin. Tak nie można. W polityce zagranicznej szanuje się tych, którzy są stanowczy, konsekwentni i którzy nie pozwalają siebie obrażać i lekceważyć, którzy nie pozwolą stawiać siebie do kąta.

Jak skomentuje Pan słowa opozycji totalnej, która w momencie powstawania ustawy o IPN wietrzyła problemy, a dzisiaj, kiedy premier Izraela i szef dyplomacji tego państwa obrażają Polskę, to mówią o skandalu i błędach polityki zagranicznej rządu PiS?

– To jest obłudne, cyniczne zachowanie, bo pytanie brzmi: kiedy według totalnych jest dobrze i dlaczego politycy ci nie potrafią do końca stanąć w obronie państwa polskiego, kiedy wylewa się na nas wiadro pomyj? Nowelizacja ustawy o IPN była bardzo potrzebna, co więcej, była bardzo dobrze przygotowana i nie rozumiem, dlaczego się z niej wycofaliśmy. Jesteśmy państwem suwerennym i nikt nie może nam narzucić prawa do obrony prawdy historycznej i przed antypolonizmem. Na dzisiaj niestety pozwalamy, żeby antypolonizm kwitł w najlepsze, co więcej, dajemy się tym antypolonizmem rozgrywać.

Słyszymy z ust premiera Mateusza Morawieckiego, ministra Jacka Czaputowicza, że Polska traktuje sprawy prawdy historycznej bardzo poważnie, ale czy nie za późno? 

– Jeżeli ktoś podejmuje decyzję, a następnie się z tej decyzji wycofuje i kiedy pojawiają się problemy, którym miała właśnie zapobiegać ustawa o IPN, to czy szykuje się nam kolejna poprawka, kolejna nowelizacja, a jeśli tak, to jak to teraz będziemy tłumaczyć? To pokazuje, że dochodzimy do śmieszności, sami pokazujemy brak konsekwencji, pokazujemy swoją nieudolność i swoimi działaniami sami pozwalamy na to, że nas nie szanują.

A może po prostu polityka zagraniczna rządu wymaga korekty?    

– Na to niestety wygląda. Dlatego przede wszystkim musimy określić priorytety naszej polityki zagranicznej, ustalić hierarchię celów i działań. Jednocześnie musimy pokazać innym, że sojusze, owszem, traktujemy poważnie, że partnerstwo jest dla nas ważne, ale przede wszystkim interesuje nas podmiotowe traktowanie. Nie da się zapomnieć, nie da się wygumkować zdjęcia z Białego Domu, na którym prezydent Donald Trump siedzi za biurkiem, a polski prezydent Andrzej Duda kuca przy biurku, podpisując porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi. To jest obraz pozycji, jaką sami przybieramy na skutek biernej i miernej polityki. W dalszym ciągu uważam, że ktoś za ten błąd, za to poniżenie polskiego prezydenta, głowy państwa, która reprezentuje majestat państwa polskiego, powinien zapłacić stanowiskiem. I to zdjęcie jest bardzo wymowne, bo pokazuje pomylenie roli sojusznika z rolą służebną. Niestety na dzisiaj z pozycji sojusznika sprowadzamy się do roli sługi i jak to powiedział Paweł Kukiz, nawet nie kelnera, bo ten przynajmniej otrzymuje napiwki. Natomiast my organizujemy Stanom Zjednoczonym konferencje – imprezy, na których inni się bawią i robią interesy, a my na to wszystko patrzymy z boku.

Co dało nam organizowanie szczytu bliskowschodniego w Warszawie?

– Dobre pytanie… Po pierwsze, pokazaliśmy, że nie szanujemy naszych starych, sprawdzonych przyjaciół. Przypomnę tylko, że Iran to 500 lat tradycji kontaktów dyplomatycznych z Polską i Turcją, z którą mamy 600 lat kontaktów. To są dwa państwa, które nigdy nie uznały rozbiorów Polski. Mówimy o Iranie – państwie, które jest dzisiaj na drugim miejscu, jeśli chodzi o wydobycie ropy naftowej, i piątym, jeśli chodzi o wydobycie gazu ziemnego i zamieniliśmy to państwo na sojusznika, który ma skały i piach, który jest ciągle na minusie i szuka po świecie pieniędzy na kontynuowanie swojego państwa. Jaka to jest polityka, jaki mamy w tym interes…? Skoro sojusznicy z NATO, jak Turcja, potrafią zamiast na konferencje do Warszawy w tym samym czasie pojechać do Soczi na szczyt organizowany przez Putina i robić tam interesy, a inni wysyłają na konferencję bliskowschodnią w Warszawie drugi garnitur, a my to uznajemy za sukces, to coś tu jest nie tak. Trzeba wyraźnie rozróżnić bycie sojusznikiem i to, że się prowadzi własną politykę zagraniczną, realizuje się własne interesy, których należy pilnować i bronić, w tym wypadku kontaktów z Iranem, a nie pozwalać, żeby inni się nami wysługiwali. Przypomnę, na czym polegały nasze atuty przy wejściu do NATO – na tym, że to my mieliśmy największe umocowanie w regionie Bliskiego Wschodu. To w Iranie polscy żołnierze i sybiracy w liczbie około stu tysięcy z Armii Andersa przeszło przez Iran – wielu znalazło tam swój dom i do dzisiaj mamy z tym państwem wiele wspólnego, i po co psuć te relacje. To są sprawy bardzo istotne i szkoda, że tego nie doceniamy, ulegając wpływom Amerykanów, i że nie wyciągamy właściwych wniosków.              

Wracając do Izraela, czy haniebne słowa premiera Netanjahu czy teraz szefa MSZ Israela Katza można tłumaczyć tylko kontekstem wyborczym, a skoro padają, to czy nie oznacza to, że część społeczeństwa izraelskiego podziela taki pogląd?

– To haniebne, kłamliwe słowa i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Pewne jest też, że w Izraelu jest dogodny grunt antypolonizmu i to, co się teraz dzieje, jest nową formułą wyekspediowania antypolonizmu szerzej, na gruncie międzynarodowym. To nie jest tylko przypadek medialny, to już nie jest lapsus jednego tytułu prasowego czy niedouczonego dziennikarza albo polityka. Mówimy tu o pewnej tendencji, która się systematycznie powtarza, to polityczna, nieprzypadkowa recydywa.

Jak prowadzić skutecznie dialog z Izraelem?

– Tu potrzebna jest konsekwencja, po drugie, wszyscy – mam tu na myśli stronę rządową, prezydenta, opozycję – musimy wypracować jeden przekaz mówić jednym językiem i konsekwentnie zbudować jedną, biało-czerwoną drużynę. Tu nie może być żadnych wyłomów, bo np. „Gazeta Wyborcza” ma inne zdanie. Mnie nie obchodzi to, co napisze „Wyborcza”, mnie nie interesuje to, co powiedzą w TVN, ale mnie interesuje to, co powiedzą polscy politycy, którzy nie oglądając się na sondażowe słupki, będą działać w interesie polskiego państwa, i to w perspektywie wielu lat do przodu, nie zważając, że przyjaciele z Zachodu mogą się obrazić.

Jak odczytuje Pan odwołanie szczytu Grupy Wyszehradzkiej, który miał się dzisiaj rozpocząć w Izraelu?

– To bardzo dobry sygnał, który pokazuje solidarność państw Grupy Wyszehradzkiej. Przy okazji trzeba powiedzieć, że ktoś popełnił kardynalny błąd, decydując się na organizację szczytu G4 w Izraelu zwłaszcza w okresie kampanii wyborczej, która jest tam na finiszu. Szczyty G4 powinny się odbywać na gruncie państw, które tworzą tę grupę.

Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 19 lutego 2019 (16:10)

NaszDziennik.pl