logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

(PO)gubiona opozycja

Czwartek, 21 lutego 2019 (23:53)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wczoraj w nocy Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności dla ministra Zbigniewa Ziobry. Po co taki wniosek, skoro arytmetyka i tak wskazywała, że odwołanie ministra jest z góry skazane na niepowodzenie?

– Szczególnie symboliczne było głosowanie na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która opiniowała wniosek złożony przez klub PO – KO. Znamienne jest to, że posłowie opozycji byli w stanie zmobilizować w swoich szeregach zaledwie czterech posłów do tego, żeby zagłosowali za odwołaniem z funkcji ministra Zbigniewa Ziobry. Oczywiście komisja negatywnie zaopiniowała ten wniosek, bo nie mogło być inaczej. Warto też wspomnieć, że uzasadnienie, jakie zostało przedstawione podczas obrad komisji, a później powtórzone na sali plenarnej Sejmu przez wiceszefową klubu poseł PO – KO Kamilę Gasiuk-Pihowicz całkowicie odbiegało od wniosku pisemnego.

No właśnie, poseł Gasiuk-Pihowicz skoncentrowała się przede wszystkim na doniesieniach „Gazety Wyborczej”, zarzucając PiS, że tworzy kastę stojącą ponad prawem

– Zarzuty upolitycznienia wobec kierowanej przez ministra Zbigniewa Ziobrę prokuratury wyrażające się m.in. w braku wszczęcia przez nią śledztwa w sprawie nagrań z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i austriackiego przedsiębiorcy Geralda Birgfellnera są absurdalne. Również tutaj kłamstwa zostały całkowicie obnażone, ponieważ – jak przedstawiał to Zbigniew Ziobro – prokuratura dokłada należytej staranności, natomiast spowalnianie tej sprawy to jest efekt działania pełnomocników Geralda Birgfellnera. Natomiast jeśli chodzi o zarzuty, jakie padały w samym wniosku, to zostały one bardzo merytorycznie odparte przez ministra Ziobrę oraz przez premiera Mateusza Morawieckiego, którzy przedstawili dokonania resortu w trakcie minionych trzech lat, wskazując na spadek przestępczości, dużą aktywność prokuratury i dobre wyniki. Mowa była o faktach, czyli o wdrożonym losowym systemie przydzielania spraw sędziom – reforma ta jest bardzo dobrze odbierana w Europie jako jeden z najnowocześniejszych systemów mających na celu usprawnienie funkcjonowania sądów. Faktem jest też ochrona polskich dzieci zagranicą – wszystko to są ewidentne sukcesy ministra sprawiedliwości. Można powiedzieć, że opozycja totalna tym wnioskiem się skompromitowała, ponieważ merytorycznych argumentów za odwołaniem ministra sprawiedliwości nie było.   

Jak Pan ocenia skuteczność wymiaru sprawiedliwości?

– Opozycja zarzuca, że mamy spowolnienie funkcjonowania sądów, w szczególności sądów powszechnych, ale nawet na tak postawiony zarzut padały konkretne odpowiedzi. Niestety, w polskim sądownictwie blisko 50 procent sędziów to osoby, które pełnią rozmaite funkcje i nie orzekają, dlatego podejmowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości działania szły w tym kierunku, aby ten nienormalny stan zmienić. Ponadto mieliśmy też do czynienia z jawnym buntem części środowiska sędziowskiego. Minister sprawiedliwości – w swoim wystąpieniu przed Sejmem – wykazywał, że tam, gdzie została wdrożona reforma, gdzie nastąpiła też pewna wymiana sędziów, to sądy te pracują dziś lepiej. Proszę jednak pamiętać, że na efekty reformy szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, tym bardziej że w tej chwili ministerstwo przedstawia projekty zmian w procedurze cywilnej, dzisiaj ten projekt był procedowany podczas posiedzenia komisji nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach, a więc w krótkim czasie nastąpią oczekiwane – zarówno przez środowisko prawnicze, jak też sędziowskie – zmiany w procedurze cywilnej. Jednym słowem zarzut sformułowany przez opozycję totalną pod adresem sądów nie może być zarzutem pod adresem ministra sprawiedliwości. Fakty są bowiem takie, że Zjednoczona Prawica chce zreformować sądy, aby one pracowały szybciej, żeby pracowały efektywniej. Jeśli chodzi o liczebność sędziów w Polsce przypadającą na liczbę mieszkańców, to jest ona jedną z najliczniejszych w Europie, ponadto system w Polsce należy do najdroższych na Starym Kontynencie, i to trzeba zmienić – zresztą o tym mówił w swoim przemówieniu w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

Co zaliczyłby Pan na plus, jeśli chodzi o resort sprawiedliwości?         

– Obok wspomnianego już losowego systemu przydzielania spraw sędziom, który – wbrew temu, co głosi opozycja totalna – działa i się sprawdza, po stronie sukcesów z całą pewnością należy zapisać wygranie kwestii ochrony polskich dzieci poza granicami Polski. I tutaj należy podkreślić aktywność wiceministra Michała Wójcika, mam na myśli dramatyczne przypadki odbierania dzieci polskim rodzicom. Obecne Ministerstwo Sprawiedliwości zmieniło wcześniejszą politykę, która przez lata, niestety, nie stała na straży praw naszych rodaków. Te zmiany pozwalają na lepszą współpracę z wymiarem sprawiedliwości innych europejskich państw, której efektem jest skuteczna pomoc prawna udzielana Polakom za granicą, a tym samym zapewnienie polskim dzieciom możliwie najlepszej opieki. Również europejska regulacja w tym momencie wychodzi na przeciw oczekiwaniom Polski w tym zakresie. Z całą pewnością po stronie sukcesów należy wymienić reformę sądownictwa powszechnego – mimo cofnięcia się o kilka kroków, co było efektem donosów na Polskę posłów opozycji totalnej do Komisji Europejskiej, która politycznie bardzo mocno zaangażowała się po jednej stronie sporu. Główne założenia reformy zostały wcielone w życie – łącznie z reformą Krajowej Rady Sądownictwa i wprowadzeniem Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym. Niewątpliwym efektem pozytywnych działań jest też zdecydowany spadek przestępczości pospolitej, przestępczości kryminalnej czy także spadek przestępczości VAT-owskiej, co jest niewątpliwie sukcesem resortu finansów, całego aparatu skarbowego, ale też sukcesem ministra Zbigniewa Ziobry.

Czy łączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego sprawdziło się?

– Myślę, że nawet zacietrzewiona opozycja coraz bardziej wycofuje się z krytyki połączenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Ponieważ doświadczenie w wyniku wprowadzonych przez rząd koalicji PO – PSL zmian rozdzielających obie te funkcje pokazało, że prokuratura była zupełnie pozbawiona możliwości działania, m.in. nie miała wpływu na budżet, nie ponosiła też jakiejkolwiek odpowiedzialności – w tym odpowiedzialności politycznej za swoje działanie. Natomiast model zaproponowany przez nas, w którym kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości i prokurator generalny są złączone w jednej osobie, sprawdził się – w przeciwieństwie do pseudoreformy Platformy. Dzięki temu mamy dzisiaj jakościową zmianę w działaniu prokuratury. Myślę, że obecna opozycja bardziej z przyzwyczajenia i niechęci do ministra Ziobry, czy w ogóle rządu Zjednoczonej Prawicy, podnosi ten argument o domniemanym upolitycznieniu funkcji prokuratora generalnego przez połączenie z funkcją szefa resortu sprawiedliwości. Sądzę, że Platforma i siły z nią związane  dzisiaj same już w to nie wierzą, bo przecież taki model obowiązuje nie tylko w Polsce, ale również w kilku innych państwach Unii Europejskiej, i dobrze się sprawdza.

Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl