Tegoroczna Wiosenna Sesja Apostolstwa Trzeźwości poświęcona była osobom młodym.
– Młodzież jest przyszłością naszego Narodu. Niestety problem uzależnień – nie tylko od alkoholu – ale też od innych substancji, jest bardzo poważny. Bardzo przygnębiające jest to, że dotyczy on coraz młodszych osób. Nie dziwi nas już, gdy zobaczymy młodego człowieka z piwem lub papierosem. A powinien to być obraz, którego człowiek kierujący się wyższymi wartościami nie akceptuje. Młodzież wybiera używki jako drogę przez życie. Dopóki nie postawimy temu oporu, to ten kryzys będzie się pogłębiał. Jako Naród możemy sobie na to pozwolić?
Co jest przyczyną wzrastającej fali uzależnień?
– Główną przyczyną jest brak więzów rodzinnych, czyli w społeczeństwie panuje ogromny deficyt miłości. Dlatego tak się dzieje. Młodzi szukają choć skrawka miłości, ciepła. Na zewnątrz mogą być bardzo twardzi, a w środku są pogubieni. Problemem jest też rozumienie pojęć. Młodzież nie widzi różnicy między przyjemnością a radością.
Dlaczego młodzi sięgają po używki?
– Kiedy w rodzinie brakuje miłości, to coś musi ją zastąpić. Więc szukają. I biorą to, co jest pod ręką, co gwarantuje efekty od razu. Są też osoby – i to jest dla nas prawdziwy dramat – które sięgają po alkohol, ciężkie narkotyki i są świadome tego co robią. Młodzi wiedzą, że to może ich zabić. Ale tak nienawidzą swojego życia, że wolą w ten sposób umrzeć. Problem popadania młodych w nałogi jest ogromny. Ale jak może być inaczej, skoro Polskę dosięgnął kryzys rozwodów? A każdy rozwód to nie tylko tragedia żony i męża, ale i ich dzieci. O dzieciach zapominamy. I później te poranione dzieci idą w świat. Zakładają własne rodziny, nie potrafią przekazać miłości i koło się zamyka. Coraz więcej małżeństw upada już w ciągu roku. Dlaczego? Bo nie wiedzą, czym ono rzeczywiście jest. Myślą, że będzie zawsze łatwo i prosto. Życie jest inne. Ciąży nam nieumiejętność rozwiązywania problemów. Spotkałem w swoim życiu dzieci z rozbitych rodzin. Bardzo często reagowały agresją względem świata. One go nienawidziły. One były tak skrzywdzone, że potrzebowały terapii, żeby zaufać innym.
Jak przekonać młodzież do tego, że te inicjatywy, które proponuje Kościół, są atrakcyjne?
– Nie da się wszystkiego zrobić za drugiego człowieka. Każdy musi być odpowiedzialny za siebie. Musi wiedzieć, kim chce być. W każdym człowieku mieszczą się wszystkie uczucia. Jest szlachetność, dobro, ale też lęk i ból egzystencjalny. I nawet lęk może doprowadzić do tego, że człowiek zmieni swoje podejście i zacznie żyć inaczej, lepiej. Ale do tego potrzebuje środowiska. Otoczenia, w którym to, co w nim najpiękniejsze, będzie wzrastać. Jestem przeciwnikiem liczb. Uważam, że stwierdzenie, iż ktoś wypija rocznie 100 litrów wódki, nikogo nie przestraszy. To tylko statystyka. Wiedza nie zawsze pomaga. A co jest skuteczniejsze? Przykład i świadectwo. Jak kardiolog, który pali papierosy, może racjonalnie wytłumaczyć pacjentowi, że to co go zabija to właśnie tytoń?
Rodzi się więc pytanie o formację osób, które odpowiadają za wychowanie młodego człowieka.
– To jest bardzo ważna sprawa. Przykłady, jak budować relacje na linii mistrz – uczeń, znajdujemy już w Starym Testamencie. Tam był ojciec, który nie bał się wytknąć błędów swoim dzieciom, gdy była taka potrzeba. Mówił wprost i także ograniczając ich wolność. Dzisiaj deprecjonuje się rolę ojca – w tym kontekście wychowawcy. On nie może wymagać. Może być tylko potulny – a nawet podległy uczniom. To do niczego dobrego nie doprowadzi.
Narodowy Program Trzeźwości często jest spłycany do kwestii zakazu reklamy alkoholu. Nie uważa Ojciec tego za duży problem?
– Niestety, ale tak było. Ale obserwowaliśmy odpowiedź mediów i wyciągnęliśmy z tego wnioski, i pracujemy nad tym, żeby ten program dotarł do wszystkich. Chcemy więc przebić się do świadomości rządzących. Parlamentarzystów, samorządowców, elit. To oni są odpowiedzialni za jego realizację. Później przechodzimy do szczegółów. I zadania, które określa Narodowy Program Trzeźwości trzeba rozpisać na wszystkich. Także Kościół i media. To jest ogromne zadanie. Rozpity naród trzeba leczyć i wydobywać go z pijackiej mentalności. Następnie trzeba pokazywać właściwe wzorce. Bo jako społeczeństwo wszyscy jesteśmy zranieni. To jest ogromna praca. A jeżeli ktoś Narodowy Program Trzeźwości spłyca tylko do zakazu reklam alkoholu lub akcentuje tylko tę kwestię, to znaczy, że nie rozumie bogactwa zawartych w nim treści.
Dziękuję za rozmowę.

