logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Niedziela nie jest dniem zakupów

Wtorek, 12 marca 2019 (23:05)

Z Tadeuszem Majchrowiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami rok obowiązywania ustawy ograniczającej handel w niedziele. Patrząc z tej krótkiej perspektywy, czy to był dobry pomysł?

– Najlepszym świadectwem są opinie Polaków, z którymi spotykam się na co dzień, którzy mówią otwarcie, że ograniczenie handlu w niedziele to był znakomity pomysł. Chwała za to wszystkim posłom, senatorom, że ustawa ze stycznia 2018 roku o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni została przyjęta przez parlament. I choć trzeba przyznać, że jako strona społeczna nie do końca byliśmy i jesteśmy zadowoleni, bo za dużo jest tam wyłączeń itd., ale najogólniej rzecz biorąc, był to bardzo dobry pomysł, a ograniczenie handlu w niedziele jest jednym z największych i najważniejszych sukcesów NSZZ „Solidarność” w ostatnim czasie.   

Ale nie jest to jeszcze całkowity zakaz handlu w niedziele.

– Przypomnę, że na etapie procedowania projektu próbowano wprowadzić zakaz handlu tylko w dwie niedziele w miesiącu. Jednak udało się wypracować zdrowy kompromis – pewną mapę drogową, która w ciągu kilku lat doprowadzi nas do wszystkich wolnych od handlu niedziel. Myślę, że jest to dobre rozwiązanie, bo zmiany są sukcesywne, a Polacy mają czas stopniowo przyzwyczaić się do tego, że niedziela nie jest dniem zakupów.  

Są jednak opinie, że małe sklepy zaczynają upadać. Podobno doliczono się ponad 16 tysięcy takich przypadków. Zatem jakie są ekonomiczne konsekwencje ograniczenia handlu w niedziele?

– Zanim parlament przyjął ustawę ograniczającą handel w niedziele, każdego roku upadało kilkanaście tysięcy małych sklepów. To pokazuje, że powodem likwidacji tych sklepów nie jest ograniczenie handlu w niedziele, tylko zupełnie inne czynniki wpływają na ten proces. Takim czynnikiem są np. ceny dumpingowe różnych sieci handlowych. Komuś wydaje się, że otwierając sklep, kupi towar, rozłoży go na półkach i zrobi biznes bez uprzedniego badania rynku, nie wiedząc też, jakie może osiągnąć obroty. Skutkiem tego są plajty i zmiana profilu, co można zaobserwować nawet w najmniejszym miasteczku, gdzie w miejsce likwidowanych sklepów – dajmy na to spożywczych – pojawiają się sklepy odzieżowe, a za jakiś czas jeszcze z innej branży. Dlatego upadek takich sklepów nie jest wynikiem ustawy ograniczającej handel. Zresztą potwierdzają to analitycy, którzy wykazują, że ograniczenie handlu w niedziele nie ma absolutnie żadnego wpływu na likwidację małych sklepów.

Sam rzadko korzystam z usług dużych sieci handlowych, a zakupy najczęściej robię w małych sklepach i wszędzie tam ludzie, którzy mnie rozpoznają, pytają: czy nie odbiorą nam wolnych niedziel, bo na ten temat słyszą różne głosy? Na co odpowiadam, że nie ma obawy.

Czy po roku obowiązywania ograniczenia handlu w niedziele i związanych z tym doświadczeń potrzebne są jakieś korekty w tej ustawie?

– Nie ma doskonałych ustaw, nie ma doskonałych rozwiązań, których nie dałoby się poprawić, dopracować, i tu jest podobnie. Widzimy np., że sklepy franczyzowe np. wydłużają dobę pracowniczą, a zatem mankamentów jest jeszcze sporo, ale trzeba zachować spokój. Poczekajmy do czasu, kiedy wszystkie niedziele będą wolne od handlu. Chwila przed wyborami do Parlamentu Europejskiego czy jesiennymi wyborami do Sejmu i Senatu to nie jest najlepszy czas na dokonywanie różnego rodzaju nowelizacji. Poczekajmy spokojnie do końca tego roku, a później przedstawimy kolejne nasze pomysły, także, aby poprawiać ustawę o ograniczeniu handlu. Póki co wszystkim malkontentom mówię, że nie ma co kombinować – przeżyjmy kolejny rok, niech polskie społeczeństwo się przyzwyczaja, że niedziela nie jest od zakupów, ale dla Pana Boga i dla rodziny. Oczywiście są małe prywatne sklepiki i jeśli komuś nagle zabraknie np. cukru, to zawsze może sobie zrobić zakupy, ale generalnie – wszyscy powinniśmy się przyzwyczaić, że niedziela jest – jak wspomniałem – dla Boga i dla rodziny.

Czy ograniczenie handlu w niedziele zmieniło przyzwyczajenia Polaków?

– Myślę, że tak, bo jeszcze w ubiegłym roku ludzie zastanawiali się, która niedziela jest wolna od handlu, a teraz z moich obserwacji wynika, że przyzwyczaili się i w ogromnej większości zaakceptowali ten korzystny dla wszystkich projekt. Zbliża się wiosna, za oknem coraz ładniejsza pogoda i w niedziele ciekawe miejsca w Polsce będą się coraz bardziej zapełniać ludźmi, którzy w sposób aktywny będą spędzać ten wolny czas. Niekoniecznie jedyną aktywnością, która zaczynała urastać do rangi nowej świeckiej tradycji, muszą być niedzielne spacery po galeriach handlowych. Jest wiele pięknych, interesujących miejsc w Polsce, które w tym czasie są dostępne, które można odwiedzać i poznawać całymi rodzinami.

Czy i jak wolne od handlu niedziele przekładają się na wzmocnienie więzi rodzinnych, bo był to jeden z argumentów za wprowadzeniem ustawy?

– Powstają różne opracowania, słychać głosy tzw. ekspertów, którzy znają się na wszystkim, w zależności od tego, kto i ile im zapłaci, ale my jako NSZZ „Solidarność” nie chcemy i nie mamy zamiaru wydawać olbrzymich pieniędzy na to, żeby pokazywać szczęśliwe rodziny. Każdy, kto potrafi myśleć i obiektywnie oceniać rzeczywistość, bez trudu dostrzeże szczęśliwe rodziny – zauważy, że dzieci, co jest niezwykle ważne, wreszcie mają do dyspozycji oboje rodziców. To jest czas także na zacieśnienie więzi rodzinnych, uporządkowanie i zorientowanie się rodziców w szkolnych sprawach własnych dzieci, tym bardziej że są zakusy, aby polskie dzieci uczyć nie do końca tego, co życzyliby sobie rodzice. Dlatego ten wolny dzień jest potrzebny dla każdej rodziny. Kto zaś cierpi na chorobę zakupową w niedziele, może dać temu upust, udając się do małych sklepików, gdzie za ladą stają właściciele, i zrobić zakupy tam, gdzie nie ma żadnych ograniczeń.

Dziękuję za rozmowę.      

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl