logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

To protest polityczny

Wtorek, 12 marca 2019 (23:22)

Z Krystyną Wróblewską, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed nami referendum, a w konsekwencji strajk nauczycieli. Termin protestu został wybrany, chyba nieprzypadkowo, na czas egzaminów gimnazjalnych i ósmoklasisty.

– Uważam, że kierownictwo Związku Nauczycielstwa Polskiego celowo wybrało czas protestu na trudny, napięty czas egzaminów gimnazjalnych i ósmoklasisty. Nie ma więc wątpliwości, że jest to polityczny protest. Przypomnę, że nigdy wcześniej, bo nauczyciele protestowali już nie raz, chociażby za czasów komuny – protest, w którym również brałam udział – nie był to czas egzaminów. Nauczyciele prowadzili lekcje i byli z uczniami, natomiast w tej chwili ma to wyglądać inaczej. Dlatego apeluję do nauczycieli, żeby nie zawiedli uczniów w dniu egzaminów gimnazjalnych i ósmoklasisty. Sytuacja jest bardzo poważna, uczeń do egzaminu przygotowuje się wiele lat i jest to najważniejszy dzień w jego młodym życiu, bo pozytywny wynik daje mu przepustkę do kolejnego etapu edukacyjnego. Terminy są bardzo napięte – zresztą w tej kwestii wypowiedziała się też Centralna Komisja Egzaminacyjna. Czasu między tym egzaminem a egzaminem poprawkowym w czerwcu jest niewiele, bo później są matury i jest to zły okres, dlatego do takiej formy protestu nie powinno dojść. W przeciwnym razie nauczyciele zawiedliby zarówno uczniów, jak i rodziców.

Nauczyciele powinni zarabiać więcej i to jest poza sporem, tylko czy da się od razu zwiększyć  ich zarobki do poziomu żądanego przez ZNP?

– Mam świadomość, że płace nauczycieli – i tego dotyczy jeden z głównych postulatów ZNP – nie są najwyższe, ale z drugiej strony minister Anna Zalewska powiedziała wyraźnie, że w tej chwili mamy początek podwyższania płac nauczycielom. Ponadto 16-procentowa podwyżka, która zakończy się we wrześniu, została i tak przyspieszona o cztery miesiące, bo pierwotnie miała nastąpić w styczniu 2020 roku. Również Instytut Badań Edukacyjnych (IBE) ma się zająć strategią podwyżek dla nauczycieli, a więc po 2020 roku. Można zatem powiedzieć, że zakończymy pierwszy etap podwyżek i będziemy się zastanawiać, jak rewaloryzować płace nauczycieli po 2020 roku, co potwierdził również premier Morawiecki. Za czasów rządów koalicji PO – PSL w ogóle nie było podwyżek dla nauczycieli. Dlatego apeluję do nauczycieli, aby zastanowili się nad strajkiem. 

Wspomniała Pani, że za rządów PO – PSL nie było podwyżek w tej grupie, a mimo to przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz jakoś nie protestował?

– Owszem. Na posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży wypomnieliśmy to przewodniczącemu Broniarzowi. W momencie kiedy rząd PiS daje nauczycielom podwyżki, są protesty, ale kiedy Platforma zaniedbywała nauczycieli i nie było nawet mowy o podwyżkach, to ZNP jakoś nie protestował, nie protestowała też nauczycielska „Solidarność”. Dlatego mam prośbę do koleżanek i kolegów nauczycieli, także z NSZZ „S”, którego jestem członkiem od ponad 30 lat, aby zaufać rządowi PiS, który realizuje prospołeczny program. Nauczyciele też są beneficjentami prospołecznych programów rządu, dlatego trzeba dać tej władzy szanse i co bardzo ważne, trzeba rozmawiać, bo dialog jest podstawą porozumienia.

Sławomir Broniarz przekonuje rodziców, że protest nie jest wymierzony w dzieci...

– Słowa: „Nie lękajcie się” – użyte przez przewodniczącego Broniarza oburzyły mnie. Wiemy przecież, że są to słowa Chrystusa z Ewangelii i historyczne słowa, które w dniu inauguracji swojego pontyfikatu do całego świata skierował Papież Polak św. Jan Paweł II. W tej sytuacji wypowiadanie takich słów i używanie dzieci jako tarczy przeciwko rządowi jest naganne. W ogóle postawa przewodniczącego Broniarza jest naganna, bo chce on dzieci wmontować w konflikt polityczny. Chcę jeszcze zwrócić uwagę na inny kontekst tego protestu, mianowicie próbuje się pokazać nauczycieli jako egoistyczną grupę, która walczy tylko o pieniądze, a tak do końca nie jest. Myślę, że nauczyciele zostali wmanipulowani w polityczną działalność przewodniczącego Broniarza. Z drugiej strony chcę zwrócić uwagę na to, co robią środowiska lewicowe, czego przykładem jest podpisanie karty LGBT+ przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. To pokazuje, co chce robić, jaką drogą zamierza pójść samorząd Warszawy i jaką furtkę otwiera się środowiskom lewicowym i lewackim, i co te grupy chcą zrobić z polską edukacją, pomimo że żaden samorząd nie ma takiego prawa. Nie możemy wpuścić nieodpowiedzialnych ludzi, którzy chcą deprawować polskie, dzieci do środowisk edukacyjnych.

Przez wiele lat pełniła Pani funkcję dyrektora Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie. Proszę powiedzieć, jak nauczyciele pochodzą do tej próby deprawacji dzieci?

– Na początku mieliśmy do czynienia z brakiem świadomości, co tak naprawdę robią i w jakim kierunku zmierzają środowiska lewackie. Zresztą zawsze były zakusy wejścia  środowisk lewackich do szkoły tylnymi drzwiami. I na różnych szkoleniach zawsze podkreślałam, że nauczyciele czy dyrektorzy szkół, którzy są pierwszymi nauczycielami w danej placówce, podobnie jak minister edukacji jest pierwszym nauczycielem w Polsce, powinni sprawdzać programy, bo tzw. programy profilaktyczne m.in. są kupowane przez polskie samorządy. Ponadto często bywa – doświadczam tego podczas spotkań w terenie – że ludzie nie wiedzą do końca, co oznacza skrót LGBT, którego się używa na określenie środowisk próbujących wkroczyć z edukacją seksualną do szkół. Dlatego powinniśmy tłumaczyć jasnym językiem, że skrót LGBT oznacza: lesbijki, gejów, osoby biseksualne oraz osoby transgenderyczne. Jeśli ludziom wyjaśni się, co się kryje pod tą zbitką, pod tym skrótem, to dopiero wówczas otwierają im się oczy, kto i jaki program chce  wprowadzić do polskich szkół. Dlatego musimy być gotowi na ostrą batalię o dzieci. 

Nauczyciele z kręgosłupem moralnym są gotowi pomóc rodzicom w walce przeciwko deprawacji, w walce o przyszłość ich dzieci?

– Oczywiście, że są. Ja wierzę w polskiego nauczyciela. My, nauczyciele, dostrzegamy zagrożenia dla polskiej szkoły ze strony środowisk LGBT, które od lat dziewięćdziesiątych funkcjonują w Polsce, a teraz przeżywają apogeum i coraz nachalniej wkraczają w życie społeczne, w tym także do szkół. I w tej chwili nauczyciel powinien tłumaczyć młodym ludziom, czym jest rodzina, czym są tradycyjne wartości, które stały u podstaw i wciąż są fundamentem polskości. Jesteśmy jednym z nielicznych państw w Europie, gdzie rodzina i tradycja są naprawdę ważne i nie możemy tego zgubić pod płaszczykiem źle pojętej tolerancji. Podstawą są spotkania z rodzicami, rozmowy i pokazywanie rodzicom zagrożeń, jakie czyhają na nasze dzieci. Następnym zagrożeniem po seksedukacji i próbach deprawowania polskich dzieci są narkotyki i różnego rodzaju uzależnienia, z którymi też trzeba skutecznie walczyć.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 12 marca 2019 (23:22)

NaszDziennik.pl