logo
logo

Protest

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Szantażyści z ZNP

Poniedziałek, 18 marca 2019 (03:01)

Sławomir Broniarz zapowiada paraliż systemu oświaty poprzez zablokowanie uczniom promocji do kolejnych klas i szkół

Sugestie władz Związku Nauczycielstwa Polskiego, że uczniowie nie otrzymają promocji do następnej klasy, to działanie „wyjątkowo nieodpowiedzialne” – odpowiada MEN. „Groźba ZNP utrudnienia promocji dla wszystkich uczniów, których jest w Polsce 4,5 miliona, oraz próba paraliżu systemu polskiej oświaty jest działaniem wyjątkowo nieodpowiedzialnym, dla którego nie ma usprawiedliwienia” – podkreśla w oświadczeniu Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN.

Resort zareagował w ten sposób na wywiad prezesa ZNP Sławomira Broniarza w jednej z komercyjnych rozgłośni, w którym sugerował on, że nauczyciele w ramach swojego protestu mogą nie wystawić uczniom świadectw. „Aczkolwiek nie możemy zapominać i nie możemy bagatelizować faktu, że w kompetencji nauczycieli, rady pedagogicznej, leży klasyfikowanie, ocenianie i promowanie uczniów. I to też jest potężny oręż w ręku nauczycieli, chcielibyśmy, żeby rząd miał tego świadomość. Jeżeli skorzystam także z tego oręża, to będziemy mieli w edukacji totalny kataklizm związany z rekrutacją albo zakończeniem kolejnych cykli edukacyjnych przez dzieci, uczniów polskich szkół” – powiedział Broniarz. Szef ZNP wskazał, że skutkiem decyzji rad pedagogicznych o wstrzymaniu promocji uczniów byłoby to, że nie zdaliby oni do następnej klasy lub szkoły, a nabór na studia należałoby wstrzymać. W wydanym później oświadczeniu stwierdził, że „systemowi oświaty grozi zapaść, ale nie z powodu planowanego strajku, lecz z powodu niskich pensji i zbyt małych nakładów państwa na edukację”.

– Dzieci nigdy nie mogą być instrumentem wywierania nacisku na rządzących. Nie mogą stawać się obiektem szantażu politycznego – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. Sławomir Kostrzewa, duszpasterz rodzin i kulturoznawca.

 – Wbrew pozorom wielu nauczycieli – wynika to z moich rozmów z nimi – nie zgadza się na tego rodzaju strajk, który ma tak mocno i odczuwalnie dotknąć dzieci i młodzież. Uważają np., że wystarczyłyby dwa dni strajku, ale nie dłużej – wskazuje. Dodaje, że nauczyciele zdają sobie sprawę z tego, że te lekcje i tak będą musieli nadrobić, co przy ograniczonych godzinach nie jest takie łatwe.

– Nauczyciele mówią, że to jest jakaś wielka manipulacja, że nie tylko dzieci stały się elementem gry politycznej, ale też nauczyciele, że wielu nauczycieli nie popiera tego strajku w tej formie, jaka jest zapowiadana. Widzą, że komuś zależy na destabilizacji ich pracy.
I że tutaj nie chodzi o dobro szkoły – mówi ks. Kostrzewa.

Zenon Baranowski

Aktualizacja 18 marca 2019 (03:01)

Nasz Dziennik