logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Protest wyraźnie ekonomiczny

Sobota, 23 marca 2019 (00:13)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kwietniowe egzaminy: gimnazjalny i ósmoklasistów, oraz matury w maju są realnie zagrożone, czy może sprawa zwyczajnie rozejdzie się po kościach?

– Wierzę w to, że planowane egzaminy odbędą się w wyznaczonych terminach, i że ostatecznie nie będzie z tym problemów. Mam nadzieję, że nauczyciele nie odwrócą się od uczniów.

Nauczyciele, których misją jest wychowanie młodzieży, zrezygnują z protestu?

– Nauczyciele uderzyli skutecznie, wykorzystali newralgiczny moment dla każdej formacji politycznej, jakim jest okres kampanii wyborczej i same wybory. Każda partia niezależnie od tego, czy aktualnie dzierży stery rządzenia, czy jest w opozycji, żyje w rytmach wyborczych. I teraz, jeśli mamy rok wyborczy, kiedy przed nami podwójne wybory, to każde działanie, które ma formę nacisku, może się odbić na poparciu, tym bardziej kiedy płynie ze strony bądź co bądź solidarnej grupy, jaką są nauczyciele. W tej sytuacji pójść na wojnę z nauczycielami – proszę nie mylić nauczycieli ze związkami zawodowymi, bo prezesów tych organizacji trzeba wyraźnie oddzielić od nauczycieli – byłoby politycznym samobójstwem.    

Tylko jak rozróżnić te żądania i działania, za którymi stoi ZNP i prezes Broniarz?

– Myślę, że łatwo można to wyłapać, bowiem nauczyciele walczą o pieniądze, bo chcą zarabiać godnie i tu nie ma cienia wątpliwości, że ta grupa zawodowa zarabia za mało. Można nawet powiedzieć, że zawód nauczyciela w Polsce jest od lat finansowo pogrążony, a zaniedbania w tej materii sięgają dziesiątek lat. Jako polityka najbardziej boli mnie fakt cynicznego wykorzystywania nauczycieli i to przez wszystkie strony polityczne. Na przestrzeni ostatnich 30 lat byli ci, co rządzili, dzisiaj są ci, którzy rządzą, i w zasadzie każda partia w kampanii wyborczej obiecuje reformy w oświacie i podwyżki dla kadry nauczycielskiej, a po dojściu do władzy wszystkie obietnice wyparowują. To boli, bo to pokazuje instrumentalne wykorzystywanie tej grupy zawodowej. Myślę, że jest to dobry przykład dla studentów politologii, jak politycy różnych opcji potrafią przez 30 lat manipulować nauczycielami, ale nie tylko tą grupą zawodową.

Jak określić coraz bardziej zaogniający się protest?

– Protest nauczycieli jest wyraźnie ekonomiczny. Ta grupa zawodowa walczy dzisiaj o swój byt, o wyższe apanaże. Zresztą trudno się dziwić tym roszczeniom, skoro ze strony prezesa partii rządzącej Jarosława Kaczyńskiego słyszą, że państwo dzisiaj stać jest na poprawę bytu Polaków, że są pieniądze itd. W tym momencie nie dziwmy się stanowisku nauczycieli, którzy mówią, że wychodzą z założenia, że jak nie dzisiaj, to kiedy? Przypomnę, że ta liczna grupa zawodowa przez długi czas od kolejnych rządów słyszała, że nie ma pieniędzy, że nie stać nas na podwyżki. I teraz, kiedy z ust polityków rządzącej opcji słyszą, że polska gospodarka się rozwija, że ma się dobrze jak nigdy wcześniej, że są pieniądze i że stać nas na jeden, drugi i kolejne programy prospołeczne, to w sposób naturalny rodzi się pytanie: dlaczego również i my nie możemy być beneficjentami wzrostu gospodarczego, dlaczego jak inne grupy zawodowe nie możemy zarabiać godnie?

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nauczyciele powinni być nie tylko lepiej wynagradzani, a ich zawód powinien cieszyć się większym prestiżem, tylko czy wykorzystanie dzieci i młodzieży do osiągnięcia tego celu, i to w okresie egzaminów, jest godziwe?

– Samą misją, poczuciem odpowiedzialności i świadomością dobrze spełnionego obowiązku nauczyciele nie utrzymają siebie i nie wyżywią swoich rodzin. Obok misji, która jest – owszem – ważna, trzeba mieć jeszcze co jeść, gdzie mieszkać i za co opłacić rachunki. Nauczyciel – tak jak przedstawiciel każdego innego zawodu – nie może być zgnębiony, sfrustrowany, bo jego praca nie przyniesie spodziewanych efektów. Oczywiście zaniedbanie tej grupy zawodowej nie jest problemem, który pojawił się nagle, ale dojrzewał od 30 lat i trzeba tę sprawę załatwić.

W środę w sprawie rozwiązania problemu nauczycieli rozmawiali prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki, ale konkretów, które mogłyby nie dopuścić do strajku nauczycieli, nie widać…

– Kancelaria Prezydenta nie komentuje spotkania, rzecznik rządu też nic konkretnego nie mówi. Prezydent Andrzej Duda słusznie wychodzi w roli mediatora, dobrze, że podejmuje rozmowy z rządem, tym bardziej że mamy do czynienia z bardzo liczną grupą zawodową. Jednak nie wierzę w to, że po jednym spotkaniu nagle znajdzie się rozwiązanie na wszystko i pieniądze. Jedno jest pewne, że mamy do czynienia z kryzysem, który jeśli nie zostanie zneutralizowany, to może się okazać, kto wie, że od protestu nauczycieli będzie zależał wynik wyborów. Skuteczność nauczycieli w tym momencie rośnie i mogą oni powiedzieć: sprawdzam, i to dwukrotnie, pierwszy raz podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego, kiedy mają w zanadrzu pierwszy element naciskowy w postaci egzaminów gimnazjalnych, ósmoklasisty oraz egzaminów dojrzałości, i drugi raz – podczas jesiennych wyborów do Sejmu i Senatu. Stanowisko tak licznej grupy zawodowej, jaką są nauczyciele, ale też stanowisko ich rodzin może mieć realny wpływ na zmiany na scenie politycznej w Polsce.

Tylko w jakim świetle protest i pozostawienie uczniów postawi samych nauczycieli?

– Tak jak wspomniałem, w wyraźny sposób odstawiam na bok nauczycielski problem, natomiast inna sytuacja jest, jeśli chodzi o liderów związkowych. Nie ma co ukrywać, że skoro ZNP i jej lider Sławomir Broniarz stawia sprawę bardzo radykalnie, to druga strona, czyli nauczycielska „Solidarność”, też nie może stać z boku, stąd okupacja małopolskiego Kuratorium Oświaty w Krakowie i – jak słyszymy – groźba jego zaostrzenia w formie głodówki. NSZZ „Solidarność” nie może bowiem powiedzieć, że wszystko jest w porządku, że nic się nie dzieje, stąd też – może w innej formie niż ZNP – podejmuje własny protest. To pokazuje, że oba związki dzisiaj już same się nakręcają, a szczególnie ich liderzy, którzy – jak wiadomo – żyją z pieniędzy, ze składek, jakie płacą członkowie związków.   

Wygląda na to, że liderzy związkowi żyją sobie całkiem dobrze...

– Warto się zastanowić, czy 21 lat Sławomira Broniarza na czele ZNP to nie jest najwyższy czas na zmianę zarówno jakościową, jak i pokoleniową. Czyżby wśród nauczycieli nie było kandydata na stanowisko szefa ZNP, czy może jest to dożywotnia funkcja pana Broniarza, który wyraźnie się zasiedział na tym stanowisku.

Czym mogą się kierować nauczyciele ze ZNP, wybierając na swojego reprezentanta Sławomira Broniarza?

– Trudno mi powiedzieć, jakie są motywacje nauczycieli, ale wiem jedno, że zwykłych związkowców nauczycieli mało interesuje, kto jest prezesem ZNP, ale bardziej, w jakich warunkach będą pracować i ile będą zarabiać. Jestem przekonany, że gdyby ważne sprawy nauczycieli zostały mądrze poprowadzone i dopilnowane, to dzisiaj Sławomir Broniarz nie miałby racji bytu. Skoro jednak kolejne rządy dają pretekst i argumenty panu Broniarzowi, to zwyczajnie z tego korzysta, przechodząc z kadencji w kadencję. I jak widać, Sławomir Broniarz ciągle jest szefem ZNP, co więcej, balansując na granicy związkowca i polityka, ma się całkiem dobrze.

I zdaje się, że przygotowuje się do kolejnych wyborów i przedłużenia kadencji szefa ZNP, i to może tłumaczyć jego nadaktywność w ostatnim czasie…

– Co by nie powiedzieć, jeśli chodzi o obronę swojego stanowiska, to pan Broniarz jest bardzo skuteczny i to trzeba mu przyznać. Póki co, ja nie znam żadnego innego związkowca, który tak długo piastowałby stanowisko szefa organizacji związkowej.

Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl