logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Możliwe różne scenariusze

Sobota, 23 marca 2019 (13:42)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po unijnym szczycie mamy opóźnienie brexitu i dwa scenariusze. W pierwszym, jeśli brytyjska Izba Gmin w przyszłym tygodniu zaakceptuje porozumienie rozwodowe, to opóźnienie potrwa do 22 maja; jeśli nie, to brexit nastąpi już 12 kwietnia. Który z wariantów jest bardziej prawdopodobny?

– Proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest bardzo skomplikowany, mało czytelny i bardzo niejasny. Oczywiście, na ten proces nakłada się stanowisko Unii Europejskiej, której władze chcą pokazać, że wychodzenie ze wspólnoty to wcale nie jest prosta sprawa, i komplikują ten proces. Jeśli zaś chodzi o Wielką Brytanię, to mamy w tym względzie do czynienia z podziałem, również w samej partii konserwatywnej. Tak czy inaczej, jeśli już, to skłaniałbym się raczej za kwietniowym terminem.

Można odnieść wrażenie, że między Londynem a Brukselą trwa partia szachów, gdzie obie strony kupiły sobie czas…

– Tak to rzeczywiście wygląda, że intencje obu stron są właśnie takie, żeby tę sprawę jednak nieco przeciągnąć w czasie. Takie podejście służy premier Theresie May, która chce zyskać więcej czasu na rozwiązanie tego dość trudnego procesu. Nie można też wykluczyć, że w Unii Europejskiej, jak również w pewnych kręgach brytyjskiej opozycji, ale też u części polityków partii konserwatywnej rysuje się scenariusz, który jak na razie wydaje się dość mało prawdopodobny, mianowicie kolejnego referendum dotyczącego ewentualnej dalszej przynależności Wielkiej Brytanii do wspólnoty europejskiej.

Tymczasem – jak słyszymy – do Londynu zmierza marsz zwolenników twardego brexitu, co wskazywałoby, że możemy być jeszcze świadkami wielu niespodziewanych sytuacji?

– Choć z uwagi na terminy wydaje się, że serial pt. brexit zbliża się do finału, to wcale nie jest powiedziane, że nie będziemy świadkami różnych, być może zaskakujących rozstrzygnięć. I to może być bardzo interesujące, bo dotychczasowy proces raczej nie obfitował w wydarzenia, które mogłyby przyciągać uwagę przeciętnych obserwatorów, ale również eksperci nie są w stanie nakreślić racjonalnego scenariusza, według którego ten proces miałby przebiegać.

Donald Tusk, po szczycie komentując sytuację, powiedział, że odpowiedzialność za przebieg brexitu cały czas spoczywa na stronie brytyjskiej. Wygląda na to, że unijni decydenci nie mają sobie nic do zarzucenia w sprawie brexitu?

– Brexit czy jak na razie próba wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest efektem czy konsekwencją polityki federalistycznej realizowanej właśnie przez władze Unii Europejskiej, w dużym stopniu z Komisją Europejską na czele. Donald Tusk jako szef Rady Europejskiej też ma swój niemały udział w procesie wychodzenia Wielkiej Brytanii ze wspólnoty. Faktem bowiem jest, że to irracjonalna unijna polityka wypychania Wielkiej Brytanii doprowadziła do niezadowolenia i takiej, a nie innej reakcji Brytyjczyków. Warto przypomnieć, że Wielka Brytania od początku, kiedy tworzyła się wspólnota europejska, podobnie kraje skandynawskie, miała inną wizję Unii Europejskiej – wizję wynikającą z położenia geopolitycznego, ale ten ich głos nie został uszanowany. I brexit jest rezultatem przede wszystkim niemiecko-francuskiej polityki – właśnie federalistycznej m.in. w zakresie unii walutowej, której realizacja powoduje tworzenie tzw. unii dwóch prędkości, czy też tworzenie centrum Unii Europejskiej wokół przede wszystkim Francji i Niemiec oraz państw, które znajdą się w strefie euro. Natomiast Donald Tusk najpierw jako premier Polski, a teraz jako szef Rady Europejskiej realizuje politykę unijnych elit – politykę, która absolutnie nie uwzględniała racji państw narodowych, np. Wielkiej Brytanii. Natomiast z racji funkcji, jaką Tusk dzisiaj pełni, przynajmniej powinien w jakiś sposób starać się harmonizować działania rządów i zrobić wszystko, żeby racje Wielkiej Brytanii zostały uwzględnione, n nawet jeśli doszłoby do brexitu – to żeby ten proces przebiegał w sposób uporządkowany. Tymczasem harmonizacji między władzami Unii Europejskiej a rządem Wielkiej Brytanii nie ma. I tutaj Donald Tusk, który jest twarzą negocjacji z Wielką Brytanią, absolutnie ponosi odpowiedzialność. To z kolei świadczy o jego słabości. Widać wyraźnie, że jest to polityk, który nie potrafi stanąć na wysokości zadania, jest politykiem niesamodzielnym, który w sposób bezrefleksyjny tylko realizuje politykę czy wskazania Berlina i Paryża. To potwierdza, że Tusk nieprzypadkowo został rekomendowany na stanowisko szefa Rady Europejskiej przez Angelę Merkel i de facto jest jej protegowanym. Jego bierna rola w procesie brexitu jest tego najlepszym przykładem.

Czy brexit można jeszcze cofnąć? Czy możliwe jest przeciąganie tego procesu na kolejne lata? A może trwa oczekiwanie na wynik eurowyborów i zmiany w układzie sił w Brukseli?

– To bardzo możliwe. Tyle jest niejasności wokół tego trwającego brexitu, że w jakimś scenariuszu nie można wykluczyć pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, ale czy tak się stanie, to jest to – w tym momencie – trudne do oceny, do racjonalnej analizy. Jak na razie nic nie wskazuje, żeby taki scenariusz mógł zostać zrealizowany. Nie tylko z naszego punktu widzenia, ale też z punktu widzenia całej Europy wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie jest rzeczą dobrą, a tym bardziej w kontekście oczekiwanych zmian w układzie politycznym w Europarlamencie, a co za tym idzie też w decyzyjnych kręgach unijnych. Oczekujemy jeśli nie diametralnych zmian we władzach Unii, to przynajmniej wzmocnienia nurtu realizmu europejskiego i w tym kontekście brak Wielkiej Brytanii z pewnością nie sprzyjałby temu procesowi przemian. Jest też pytanie o to, czy lewicowe elity – jak np. szefowie Komisji Europejskiej, ale również przewodniczący Donald Tusk, który – co warto podkreślić – nie jest podmiotem tej polityki, ale jest raczej wykonawcą polityki czy woli unijnych decydentów – nie pogodziły się z faktem, że Wielka Brytania wystąpi z Unii oraz że majowe wybory mogą zmienić układ sił na unijnej scenie i dlatego, zdając sobie sprawę, że dalsza obecność Londynu z konserwatywnymi politykami tylko wzmacniałaby nurt reformatorski, stąd działają na wypchnięcie Wielkiej Brytanii ze wspólnoty.

Co mogłoby przemawiać za tą tezą?

– Za tą tezą mogłoby przemawiać właśnie dalekie od koncyliacyjnego stanowisko przywódców unijnych, w tym wspomnianego Donalda Tuska. Unijne elity nawet w najmniejszym stopniu nie wykazują woli, żeby proces brexitu przebiegał w sposób zharmonizowany, ale wręcz przeciwnie: próbują narzucić może nawet upokarzający dla Wielkiej Brytanii scenariusz zmierzający w kierunku tzw. twardego brexitu. Tak czy inaczej wydaje się, że arbitralne stanowisko wyrażane przez Donalda Tuska miało narzucić Londynowi unijną, brukselską, wersję rozwoju wydarzeń, nieuwzględniającą w żadnym stopniu woli wypracowania uzgodnionego stanowiska – nawet jeśli w rezultacie miałoby to oznaczać wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zresztą trudno mi sobie przypomnieć – w mijającej drugiej kadencji Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej – jakiegokolwiek pozytywnego działania, a przecież w tym czasie były różne trudne momenty kryzysowe do rozwiązania. Niestety, Tusk zachowuje się w sposób bierny, nijaki, ale być może ma świadomość swoich możliwości i dlatego wybrał taki, a nie inny styl prowadzenia polityki na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl