logo
logo
zdjęcie

prof. Bogdan Chazan

Nie zdali egzaminu

Środa, 10 kwietnia 2019 (21:00)

Rozmowy rządu z przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych ciągle nie przynoszą rezultatu. Po poprzednim felietonie, w którym też te sprawy poruszałem, otrzymałem list od znajomej nauczycielki, która napisała, że nie należy do ZNP, nie popiera strajku, chociaż ma wiele zastrzeżeń do działań pani minister oświaty i że nigdy nie przyszłoby do głowy jej oraz koleżankom i kolegom ze szkoły, by walczyć o przywileje kosztem uczniów, zakłócając im zdawanie egzaminów. Szkoda, że taki punkt widzenia części nauczycieli nie przedostaje się do mediów.

Niezależnie od sposobu rozwiązania tego konfliktu mleko już się rozlało. Uczniowie w Polsce otrzymali od swoich wychowawców lekcję na przyszłość: że w życiu liczą się wyłącznie pieniądze. Piękne słowa o misji, powołaniu do przyszłego zawodu, których będą słuchać od swoich nauczycieli, staną się niewiarygodne. Przekaz na ich całe życie już dotarł. Bardzo wyraźny. Trzeba walczyć o swoje, nawet cudzym kosztem, nie oglądając się na nic. Jeżeli będziesz lekarzem czy pielęgniarką w przyszłości i kiedy pracodawca nie spełni twoich żądań, zostaw chorych w szpitalu, a sam idź na lewe zwolnienie albo ogłoś bezterminowy strajk. Zrozpaczone rodziny chorych wymuszą, że dostaniecie to, czego chcecie. Jeżeli będziecie, drogie dzieci, pracować kiedyś na kolei i pracodawca odmówi żądanych pieniędzy, zostawcie pociągi w lesie razem z pasażerami, niech sobie radzą.

Poszedł do wychowanków sygnał, którego już nie da się zatrzymać, który pogłębi w przyszłości nasze problemy z solidarnością między ludźmi, potrzebą dbania o wspólne dobro. Sygnał, że trzeba siłą walczyć o swoje, lekceważąc potrzeby innych, może przyczynić się do pogłębienia rozłamów w naszym społeczeństwie, nasilić nienawiść, której efekty widzieliśmy w Gdańsku i Siedlcach.

Jak daleko odeszliśmy od niedawnych czasów, kiedy panowały inne zwyczaje. Ustrój społeczny był koszmarny i dobrze, że doszło do jego zmiany. Ale nie przypominam sobie, by nam, młodym lekarzom, przyszło do głowy, by upominać się o więcej pieniędzy. Nie chodzi o to, że baliśmy się UB. Chodziło o poczucie przyzwoitości, godność, pewien poziom międzyludzkich relacji z przełożonymi. Ludzie szanowali się nawzajem. Pensje nie były wysokie, dyżurów całodobowych było dużo. Jeżeli więcej niż pięć w ciągu miesiąca, to należność za nie szła na podatek. Teraz lekarz w takiej sytuacji powiedziałby może, że nie obchodzą go chorzy ludzie i albo dostanie podwyżkę, albo odchodzi.

To, co dzieje się obecnie, to nieunikniony signum temporis – znak obecnych czasów? I należy przyjąć go do wiadomości jako nieunikniony? Ale swoje zdanie wypowiedzieć można, co niniejszym czynię.

W tamtych czasach, kiedy pensje były niskie, jeszcze niższe niż obecne, był zwyczaj honorowania branż pracowniczych. W większości te „przywileje” już nie istnieją. Pracownicy służby zdrowia nie mają już bezpłatnych leków czy rodziny kolejarzy zniżki na przejazdy pociągami. Wyjątkiem są nauczyciele. Tylko w tej branży można uzyskać roczny płatny urlop na poratowanie zdrowia, tylko w tej branży jest dwumiesięczny płatny urlop w ciągu roku. To są konkretne korzyści, jakie nauczycieli dotyczą.

Również dlatego nie powinni bronić ze wszystkich sił przestarzałych i nieuzasadnionych przywilejów znajdujących się w Karcie Nauczyciela i jednocześnie, stawiając jako zakładników dzieci i ich ważne egzaminy, walczyć w tak bezwzględny sposób o podwyżki.

Stres wśród dzieci i ich rodziców jest obecnie tak duży, że z pewnością utrudnia przygotowanie się do egzaminów i u wielu bardziej wrażliwych uczniów pogorszy ich wyniki, powodując trudniejszy start w dorosłe życie.

Nauczyciele też mieli swój egzamin, którego nie zdali.

prof. Bogdan Chazan

NaszDziennik.pl