W Wielkim Tygodniu spłonął jeden z symboli chrześcijańskiej Europy. Jakie przesłanie płynie dla nas wszystkich z tego wydarzenia?
– Jest wymiar przyrodzony tej katastrofy i oceny rzeczywistości, której jesteśmy świadkami. Jest też czas na wyjaśnienie, dlaczego tak się stało, biorąc pod uwagę porządek natury, na co trzeba będzie poczekać do momentu zbadania przez odpowiednie służby. Jednak to, co się wczoraj stało w Paryżu, ma też wymiar duchowy i tu już jest kwestia interpretacji związanej z wiarą. Wiemy, że wielu ludzi Kościoła, w tym ks. kard. Stanisław Dziwisz, w specjalnym oświadczeniu komentując to, co się stało mówił, że „ta płonąca katedra to symbol płonącej Europy”, płonącej w znaczeniu metaforycznym, czyli jest tu mowa o Europie, która straciła ducha katolickiego. Wydaje się, że Francja jest na czele rewolucji odchodzącej od chrześcijaństwa i to we wszystkich aspektach życia. W związku z czym, jeśli mamy do czynienia z dopustem Opatrzności, jakim jest ta tragedia w Paryżu, i to w Wielkim Tygodniu, to każdy powinien poczynić refleksję. Wiemy przecież, że Pan Bóg przemawia do ludzi przez znaki i przez taki dopust widocznie chce nam coś powiedzieć. Moim skromnym zdaniem, jest to wezwanie do opamiętania, bo póki co, prostą drogą zmierzamy do katastrofy.
Prezydent Emmanuel Macron zapowiedział, że katedra Notre Dame zostanie odbudowana. Dlaczego wcześniej – mimo sygnałów o złym stanie – nie zadbano o ten zabytek? Można było zapobiec temu pożarowi?
– Pewnie można było zapobiec tej tragedii, gdyby w porę przystąpiono do renowacji tego zabytku i odpowiednio go zabezpieczono. Proszę pamiętać, że katedra Notre Dame jest symbolem religii i kultury chrześcijańskiej. Ale zwrócę uwagę, że we Francji jest ogrom starych, zabytkowych romańskich kościołów, które na oczach ludzi niszczeją od lat nieużytkowane i nierestaurowane. Jest to szczególnie widoczne na prowincji Francji. Powodem tego stanu rzeczy jest ogromny upadek wiary. Jest to też wyraz stanu duchowego Francuzów, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że wiele świątyń katolickich pełni różne inne funkcje, tylko nie religijne. We Francji jest ogromne zeświecczenie i ateizacja życia społecznego. To pokazuje, że problem jest o wiele poważniejszy niż tylko ten, którego uosobieniem jest pożar katedry Notre Dame.
Nie ferując wyroków, ale katedra Notre Dame to już 11. kościół we Francji i druga katedra w Paryżu, jakie spłonęły od lutego tego roku. Przedziwny zbieg okoliczności…
– Nie wiemy, czy to przypadek, zbieg okoliczności, ale od diagnozy i wyjaśnienia tego są odpowiednie służby. Wiemy też o tym, że załamanie duchowe Francji w pewnym momencie, w 2016 roku, doprowadziło do zabójstwa kapłana katolickiego w miejscowości Saint-Etienne-du-Rouvray w Normandii, gdzie dwóch islamistów wtargnęło do kościoła i brutalnie zamordowało księdza sprawującego Eucharystię. To pokazuje, że Francja jest dzisiaj krajem ogarniętym pożarem i tu nie chodzi o pożar katedry Notre Dame, ale pożarem, który trawi ten kraj, jest rewolucja multikulturalna. Pamiętamy serie zamachów terrorystycznych, od kilku miesięcy jesteśmy świadkami protestu „żółtych kamizelek”, ale najgroźniejszy jest pożar duchowy i zgliszcza duchowe starej Francji. Święty Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Francji w 1985 roku pytał: „ Francjo – najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. Francja jest dzisiaj bardzo daleko od Kościoła. Nie można mówić, jak to robią niektórzy, że Francuzi gdzieś głęboko w sercu noszą Boga. Kiedy rozmawiam z kapłanami, duszpasterzami z Polski, którzy tam posługują, to mówią wyraźnie, że nawet na poziomie Dekalogu wiedza religijna Francuzów jest w zaniku. Chrześcijaństwo we Francji umiera, a katedra Notre Dame płonie na tle śmierci katolickiej Francji.
Czy jest szansa, żeby ten pożar, te zniszczenia stały się podstawą do odbudowania wspólnoty nie tylko francuskiej, ale i europejskiej? Może to jest okazja do refleksji?
– Sama odbudowa katedry Notre Dame nie będzie miała żadnego znaczenia w sensie odbudowy wspólnoty, która się tworzy na poziomie wspólnoty ducha. I tutaj nie chodzi tylko o to, żeby odbudować ten zabytek, symbol cywilizacji zachodniej, na poziomie materialnym, ale o wiele ważniejsza jest odbudowa duchowa, a to jest kwestia powrotu do chrześcijaństwa. Przyznam jednak, że nie widzę takich oznak – niestety.
Tymczasem wśród komentatorów francuskich pojawiły się głosy, że owszem, katedra Notre Dame powinna być odbudowana, ale jako centrum multikulturalizmu…
– Chodzi zatem o nową religię. Tak było już podczas rewolucji francuskiej, gdzie najpierw były plany zburzenia katedry, ale ostatecznie przemianowano ją na „świątynię rozumu”, a potem odbywał się tam kult najwyższej istoty, przez co odchodzono od funkcji katolickiej tej świątyni. Podczas rewolucji francuskiej w tym kraju zniszczono wiele świątyń i być może dzisiaj też są siły, które dążą do zmiany jej przeznaczenia. Jeśli stałoby się to faktem, to pokazywałoby dobitnie, że w przypadku Francji mamy do czynienia z krajem, który całkowicie odszedł od swoich korzeni.
Wykraczając poza Francję, jaką przyszłość ma Europa, jeśli nie oprzemy się na tradycji i wartościach chrześcijańskich, z których wyrastamy?
– Bez Boga, bez wartości i tradycji chrześcijańskich nie ma przyszłości dla Europy. Oczywiście mam na myśli sens kulturowy. Nie ma takiego bytu. Jeśli mówilibyśmy, dajmy na to, o islamie, jest to już zupełnie inny kontekst religijny, kulturowy, a więc wszystkie aspekty – od nauki, poprzez sztukę, moralność, religię – wszystkie aspekty kultury miałyby wtedy inny kontekst. W związku z tym nie moglibyśmy już mówić o Europie w klasycznym tego słowa znaczeniu. Europa ma sens tylko oparta na wierze i tradycji chrześcijańskiej, bez chrześcijaństwa nie ma Europy.
Dziękuję za rozmowę.

