logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Michel Euler / PAP/EPA

Dokąd zmierzamy?

Czwartek, 18 kwietnia 2019 (23:59)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co nam, katolikom, w Wielkim Tygodniu mówi wymowny obraz płonącej katedry Notre Dame – jednego z symboli chrześcijańskiej Europy?

– To był znamienny, bolesny widok, zwłaszcza w czasie tak ważnym dla każdego katolika, tym bardziej że dzieje się to w kraju, gdzie setki świątyń katolickich są burzone, zamykane i gdzie większą wagę przykłada się do meczetów. W związku z pożarem katedry Notre Dame z jednej strony mówi się o zniszczeniu symbolu, pomnika kultury ważnego nie tylko dla Paryża czy Francji, ale dla Europy, rwie się szaty, a z drugiej strony jesteśmy świadkami niszczenia katolickich świątyń, zamieniania ich na hotele i dzieje się to w kraju określanym jako najstarsza córa Kościoła. Co więcej, tym wszystkim aktom świętokradztwa towarzyszy milczenie. Na myśl przychodzą mi słowa Ojca Świętego Jana Pawła, który w 1985 r., goszcząc z pielgrzymką w tym kraju, pytał i wołał: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem…?”. To pytanie jest aktualne także dzisiaj.

Przy okazji tego pożaru mogliśmy też zobaczyć paryżan modlących się na ulicach. Taki widok wcześniej nie był spotykany. Ogromna jest również skala ofiarności na odbudowę katedry.

– Myślę, że to dobrze, że jest to też jakiś znak, bo do niedawna najczęściej mieliśmy okazję oglądać obrazy wyznawców islamu modlących się na ulicach francuskich miast. Oni mieli odwagę manifestować swoje przekonania. Ogień ma też swoją symbolikę jako forma oczyszczenia, może więc jesteśmy świadkami refleksji, może ta tragedia obudzi Francuzów z letargu i uda się odbudować to, co przez lata było niszczone. Kto wie, czy nie jest to sygnał szczególnie dla Francji, ale nie tylko, że potrzebne jest oczyszczenie i określenie się wobec tradycji, kultury i wiary katolickiej, z której wyrasta Europa. Chyba wszyscy, a zwłaszcza Europa Zachodnia w imię źle pojętego postępu zagubiła się i czas najwyższy zastanowić się, dokąd zmierzamy. Znaki na ziemi i na niebie mówią do nas i czas najwyższy odczytać je i wyciągnąć wnioski. Trzeba podjąć konkretne decyzje i działać. Nie można być biernym, bo tchórzostwo sprawia, że jako ludzie wierzący wobec zalewającej nas fali laicyzmu znajdujemy się w coraz trudniejszej sytuacji. Nie może być tak, że ludzie wierzący wstydzą się wyznać publicznie swoją wiarę. Czas na refleksję i więcej odwagi.   

Słyszymy, że katedra zostanie odbudowana, czy jest szansa, żeby przy tej okazji odbudować wiarę zlaicyzowanych Francuzów?

– Pytanie tylko, czy Francja będzie tego chciała, czy nie jest to tylko chwilowe uniesienie. Przypomnę, że takie gesty, takie postawy jedności, solidarności, pojednania – przynajmniej w Polsce – były już po śmierci Jana Pawła II czy po katastrofie smoleńskiej i co dzisiaj z tego zostało…? Niewątpliwie pożar każdej świątyni jest szokiem, tym bardziej wstrząsem był widok płonącej, tak ważnej dla kultury francuskiej świątyni. Oby z tej tragedii wyrosło dobro w dłuższej perspektywie. Wiara dla każdego człowieka powinna być najważniejsza, wiara to największy liberalizm na świecie, wiara – temu, kto ufa, daje wolność i w niczym nas nie ogranicza. I warto o tym pamiętać szczególnie w okresie Wielkiego Tygodnia, w okresie Triduum Paschalnego, kiedy przeżywamy największą tajemnicę naszej wiary: Ofiarę Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Chrystus nikogo nie zmusza, ale zachęca, wskazuje i daje wolną rękę, a Zmartwychwstały wychodzi z ofertą życia wiecznego, że ten, kto uwierzy i będzie chciał w życiu realizować Boże przykazania, osiągnie wieczność. Póki co decyzja jest po stronie każdego z nas, także Francuzów, tylko pytanie, co wybiorą.

Czy po wyborach do europarlamentu jest szansa, że Europa wróci na właściwe tory?

– Trafnie ujął to ks. kard. Stanisław Dziwisz, który w oświadczeniu, komentując to, co się stało w Paryżu, mówił, że „płonąca katedra to symbol płonącej Europy”. Ten komunikat spowodował oburzenie niektórych środowisk, co tylko dowodzi, że ksiądz kardynał trafił w punkt. Bez wątpienia Europa jest na złej drodze, to fakt, ale nie liczyłbym, że majowe wybory do Parlamentu Europejskiego zdziałają cud i ten lewacki kierunek nagle się zmieni. Oczywiście dobrze byłoby, gdyby w Brukseli zaszły zmiany, żeby obecny kierunek narzucający państwom, co mają robić pod dyktando mocniejszych, uległ zmianie. Od ideałów, od zasad łatwo odejść, powroty są trudniejsze. Jest to zatem proces, który dobrze, aby został zapoczątkowany, ale na efekty trzeba będzie trochę poczekać. Europie potrzebny jest wstrząs, ale czy wystarczającym wstrząsem był pożar katedry Notre Dame, to pokaże czas. Widać, że rząd francuski poza deklaracjami prezydenta Emmanuela Macrona nie zadeklarował żadnych dodatkowych środków na odbudowę katedry w Paryżu. Dlatego dobrze, że ludzie na całym świecie otwierają serca i portfele. Jest zatem nadzieja, że w ciągu kilku czy kilkunastu lat świątynia-symbol zostanie odbudowana. Jednak o wiele trudniej będzie odbudować wiarę i pobożność Francji i laickiej Europy. Nie sprowadzałbym bowiem tej odnowy duchowej tylko do Francuzów, bo to, co się stało w Paryżu, to wymowny sygnał także w świetle zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. Jest bowiem zasadne pytanie: dokąd zmierzasz, Europo? Musimy się określić.

Komu zależy, żeby budować Europę bez Boga, bez chrześcijańskich wartości, multikulturalną?

– Niewątpliwie mamy kryzys wartości. Ludzie, którzy nie są ugruntowani, osadzeni na mocnych fundamentach wiary, bardzo łatwo ulegają wpływom różnych środowisk, które skrzętnie to wykorzystują. Szukamy, rozglądamy się, kto jest największym wrogiem wiary, tymczasem sami podkopujemy korzenie, z których wyrastamy, i wystarczy, że ktoś z boku uderzy, a upadamy. Pan Bóg jest żywym, prawdziwym, wymagającym Bogiem. Nie może być więc tak, jak ja chcę, ale tak, jak chce Pan Bóg. Dlatego byłbym tu krytyczny wobec nas, wierzących, a nie skupiał się na szukaniu na zewnątrz wrogów, którzy, owszem, są, ale jeśli będziemy silni wiarą, to nic złego nie będą mogli nam zrobić. Jeśli sami będziemy ulegli, jeśli nie będziemy silni, to nie dziwmy się, że przybysze, także z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, będą to wykorzystywać. Dlaczego opanowują zachodnią Europę…? Wykorzystują słabość, małość, brak konsekwencji, niewiarę i pogubienie zachodnich środowisk. Nie możemy się wstydzić naszej wiary, nie możemy się bać wyznać, że Jezus jest naszym Bogiem. Przypomnę akcję „Nie wstydzę się Jezusa” mającą na celu obudzenie sumień Polaków, aby stanęli do walki z obojętnością wobec Boga.

Wstydzimy się naszej wiary?

–  No, właśnie… to jest pytanie, czy często w życiu nie wstydzimy się przyznać, że Jezus jest dla nas, dla mnie, najwyższą wartością, że święta – te nadchodzące – są wartością. Europa, Polska bez Boga, bez wartości nie ma przyszłości. Pewnie jako kontynent przetrwa, ale czy to będzie kontynent ludzi szczęśliwych, kierujących się przykazaniem miłości, czy to będzie kontynent wegetacji – zlepek kultur? To wszystko zależy od nas, wszystko jest w naszych rękach. Pan Jezus pokazał nam drogę, od nas zależy, czy wybierzemy tę drogę – może trudną, ale prowadzącą do celu, czy pójdziemy na łatwiznę. Jest pytanie, co zrobimy z naszym życiem, jak przeżyjemy Wielki Tydzień i zbliżające się święta Zmartwychwstania Pańskiego, ale nie na płaszczyźnie materialnej, lecz duchowej. To jest nasza decyzja.

Dziękuję za rozmowę.    

 

 

 

     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl