logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Powrócić do klasycznych form edukacji

Sobota, 27 kwietnia 2019 (22:57)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś oficjalnie zakończył się strajk nauczycieli, protest jednak trwa. Co zdecydowało, że ten strajk upadł?

– Wszystko wskazuje na to, że cele polityczne, jakie prawdopodobnie stały za organizatorami tego strajku. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z nauczycielami, nawet członkami ZNP, którzy stawiali sobie – w wielu wypadkach – cele czysto socjalne i uważali, że jest okazja, żeby przed wyborami do Parlamentu Europejskiego uzyskać maksymalnie dużo. A za tym szedł Sławomir Broniarz i ZNP, który tak wygórował żądania, że ze względów budżetowych nie mogły one zostać spełnione, bo wywróciłoby to „500 plus” czy „Emeryturę plus”, a więc sztandarowe programy rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Na co liczył prezes Broniarz i ZNP?   

– Na to, że rząd Morawieckiego ugnie się przed nauczycielami i tym samym zostanie zdestabilizowany budżet państwa, co oznaczałoby przedwyborczą klęskę rządu. Albo – jak twierdzą ci, którzy wspierali Broniarza, a więc przede wszystkim politycy opozycji, którzy ciągle są wspierani przez niektóre środowiska medialne, że cała Polska jest jedną wielką beczką prochu i że wystarczy tylko iskra, by ta beczka wybuchła w formie strajków przypominających protesty z 1980 roku. Takie jest przekonanie wśród tych, którzy oglądają TVN lub czytają „Gazetę Wyborczą” – myślę, że spora część nauczycieli czerpie informacje za pośrednictwem tych mediów – i media te wzbudzają przekonanie, jakoby cały naród stał za tym i tylko czekał na hasło do boju. I hasło do boju padło, PiS uznał, że jeśli taka jest radykalizacja, to trzeba to wyzwanie podjąć, i rozegrał to w sposób absolutnie perfekcyjny, wybijając ZNP z ręki wszystkie narzędzia szantażu i wygrywając to starcie.

Czy nauczyciele mądrze wyartykułowali swoje potrzeby? Właściwym reprezentantem ich interesów jest Sławomir Broniarz?

– Proszę pamiętać, że ZNP dziedziczy majątek, pewne struktury jeszcze po PRL-u, więc stąd tak duże są też jego wpływy. Środowiska nauczycielskie w jakiejś mierze głosują za Platformą, mają też takie, a nie inne konotacje medialne, które urabiają w nich widzenie świata – i to też trzeba mieć na uwadze. Natomiast jeśli w prezesie Broniarzu, czyli ZNP, nauczyciele ulokowali siłę, która będzie w stanie poprawić ich byt, a nie wygrać wojnę partyjną, bo tylko część nauczycieli partyjnie podeszła do tego strajku, a przytłaczająca większość liczyła na wzrost zarobków, to te skądinąd słuszne nadzieje płacowe zostały ulokowane zupełnie nieadekwatnie, dlatego że w tym momencie minęły się cele. Inny był przecież cel Sławomira Broniarza, który przecież był kiedyś w SLD, a inny był cel wielu strajkujących. I to z każdym kolejnym dniem strajku zaczęło się rozjeżdżać. Kiedy rząd zaproponował podwyżkę, ograniczenie biurokracji itd., co przyjęła nauczycielska „Solidarność”, to ZNP uznało, że to wszystko jest nic, i w związku z tym, kiedy w obliczu strajków przyjdą egzaminy, kiedy nauczyciele są podminowani, to uda się wygrać wszystko. Strajkujący nauczyciele w to uwierzyli i – jak widać – bardzo się przeliczyli.

Z czym nauczyciele wychodzą z tego strajku i jak tłumaczyć ich agresję wobec tych, którzy nie stanęli przeciwko dzieciom?

– Po pierwsze, na wiarygodności stracili Broniarz i ZNP, którzy przytrzymali pod bronią nauczycieli przez kilkanaście dni, po czym – bez słowa uzasadnienia – ten strajk rozwiązali. Jest to całkowita porażka, jeśli chodzi o przyszłość ewentualnych kolejnych strajków. Po drugie, również nauczyciele stracili w oczach uczniów i rodziców, którzy chcieli w sposób spokojny podejść do egzaminów. Straszenie dzieci i młodzieży tym, że egzaminy mogą się nie odbyć, poderwało cały autorytet nauczycieli. Po trzecie, nastąpiła pełna autokompromitacja środowiska poprzez różne „występy”, które można było zobaczyć w mediach społecznościowych, co do złudzenia przypominało występy posłów opozycji totalnej z końca 2016 roku podczas tzw. ciamajdanu. Zachowanie nauczycieli było bardzo szkodliwe w sensie wizerunkowym, moralnym. Mimo że jesteśmy mocno pod wpływem liberalizmu, wychowania bezstresowego – co przyszło do nas z zewnątrz – to jednak w naszej tradycji zawód nauczycielski cieszy się specyficzną estymą, a wręcz ociera się o pewną legendę, że oto w przypadku nauczycieli mamy do czynienia z elitą, która jest odpowiedzialna za najważniejszą sprawę, jaką można sobie wyobrazić: wychowanie i edukację młodego człowieka.

O zawodzie nauczyciela mówi się w kategoriach powołania. 

– To prawda, trudno o piękniejszy zawód, ale też trudno o większą odpowiedzialność. W związku z tym w tej perspektywie autokompromitacja, czyli nieraz prymitywizm zachowań manifestowany na portalach i przekonanie, że jeśli TVN to popiera i znajduje ludzi, którzy to popierają, to znaczy, że popiera to cała Polska, to sprowadziło nauczycielski protest w przestrzeń wirtualną. Jednak im dłużej trwał ten protest, tym bardziej rozjeżdżały się nastroje nauczycieli z ZNP z nastrojami i oceną zwykłych Polaków. Rząd PiS wychodzi naprzeciw, organizuje egzaminy gimnazjalne, ośmioklasistów, wychodzi naprzeciw, uchwalając „ustawę maturalną”, a po drugiej stronie radykalizacja w różnych formach.

Z czego to wynikało?      

– Po pierwsze, jeśli ktoś inspiruje się fałszywymi przekazami medialnymi, a po drugie, jeśli siedzi bezczynnie tyle dni, to różne rzeczy mogą mu przychodzić do głowy. Oczywiście tak nie było wszędzie, ale wiemy, że różne ekscesy, jak np. przebieranie się za krowę, miały miejsce, dlatego nauczyciele i ZNP wyszli z tego sporu bardzo osłabieni, a w niektórych momentach wręcz skompromitowani.    

Jaki – wobec powyższego – jest poziom tych, którzy uczą polskie dzieci?

-  Z jednej strony mówimy tu o poziomie intelektualnym, ale z drugiej – o poziomie moralnym i wykształceniu ogólnym. Kiedy rząd przeprowadzał reformę szkolnictwa wyższego, to w tej reformie – niestety – nie zrobiono nic, ażeby szkolnictwo wyższe, a więc całą tę przestrzeń, gdzie się formuje polska inteligencja, oczyścić z naleciałości ideologicznych, postkomunistycznych czy rewolucyjnych, neomarksistowskich. Zamiast tego wprowadza się korporacyjne przepisy, które mają rzekomo usprawnić polską edukację na poziomie technologicznym. Tymczasem jeszcze nigdy żadna biurokracja nie usprawniła ani nauki, ani edukacji. Zatem szkoła będzie taka, jacy będą, jacy są nauczyciele, a młodzież jest narybkiem, który się kształtuje. Problem jest bardzo poważny, ale nie chodzi tu o unowocześnienie szkoły i – jak twierdzą niektórzy – doprowadzenia jej do miejsca, gdzie będzie się tylko kształtować umiejętności, dzięki czemu młodzież będzie się sprawniej poruszać w przestrzeniach zawodowych. Nie o to jednak chodzi, bo szkoła nie jest od uczenia zawodu, tak jak uniwersytet nie jest od tego, żeby wprowadzać w zawód. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie nadaje się do prowadzenia spraw oświatowych. Oczywiście, są szkoły zawodowe, które są od tego, żeby uczyć zawodu, ale szkoła jako taka ma kształtować całego człowieka – zarówno w przestrzeni poznawczej, w przestrzeni moralnej, także w przestrzeni twórczej, a także religijnej – i dopiero to jest komplet, całość. To ma fundamentalne znaczenie dla budowy całego człowieka – także jego kondycji duchowej.

Jaki wpływ na to, co się dzieje w szkole i wokół szkoły, mają samorządy?  

Wpływ samorządów na oświatę jest gigantyczny. Jestem przekonany, że gdyby w wielkich polskich miastach nie rządzili samorządowcy związani z totalną opozycją, to strajk nauczycieli nie przybrałby tak radykalnej formy i nie trwałby tak długo. Co więcej, fałszywe zapewnienia, że nauczyciele nie stracą na proteście finansowo, też pewnie by nie padły. Jeśli więc mówimy o szeroko rozumianej prawicy, to trzeba myśleć nie tylko o zdobyciu władzy centralnej, ale skupić się też na władzy samorządowej. Nie da się wygrać wyborów samorządowych, przywożąc w teczce kandydata czy kandydatów z Warszawy. Owszem, tak można ustawić strukturę partyjną, tak się da wygrać wybory do Sejmu czy Senatu, wybory do Parlamentu Europejskiego, ale nie wybory samorządowe. Tymczasem to w samorządach jest ogrom władzy, która później funkcjonuje tak dziwacznie, jak chociażby podczas zakończonego strajku nauczycieli. Samorządy – w wielu miejscach – zamiast tonować nastroje, wyciszać emocje i łagodzić konflikt społeczny, tylko to wszystko podsycały. Tak czy inaczej przy okazji tego strajku mogliśmy zobaczyć, jak gigantyczna jest walka polityczna i ideologiczna w Polsce i że dotyczy ona praktycznie wszystkich sfer życia i wszystkich zawodów.

Czy okrągły stół w oświacie, który właśnie rozpoczął obrady, ma szanse przynajmniej nakreślić kierunek rozwiązania tych wszystkich problemów?

– Okrągły stół jest pomysłem rządu, żeby różne strony mogły się wypowiedzieć, żeby zeszło powietrze, żeby uspokoić atmosferę, jest czasem, w którym powinna się pojawić refleksja. Są jednak strony, które kontestują tę formę – jak każdą inną proponowaną przez rząd, dlatego nie sądzę, żeby była to płaszczyzna do rozmów z tymi, którzy organizowali strajk nauczycieli. Tak czy inaczej po tym okrągłym stole trzeba włączyć nade wszystko rozum. Chodzi o powrót do klasycznych form edukacji. Trzeba odejść od biurokratycznych absurdów i myśleć o tym, jak odbudować etos nauczyciela. Pamiętajmy, że nauczyciele kształcą się w uczelniach, uniwersytetach, i nie da się wykształcić nowej kadry nauczycielskiej bez odnowy polskich uniwersytetów, ale nie na sposób korporacyjny, tylko w sposób istotowy, a więc tak, żeby uwolnić uczelnie od naleciałości zarówno ideologicznych, jak i biurokratycznych. Należy jednak uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, tzn. stwierdzić, że wszystko należy zaczynać od zera i próbować metodycznie osłabić autorytet nauczyciela.

Czy sami nauczyciele nie zrobili wystarczająco dużo, żeby ten autorytet osłabić?   

– Owszem, ale proszę zwrócić uwagę, że nauczyciele osłabiają swój autorytet przez to, że dają się uwikłać w gry polityczne. Autorytet nauczycieli jest osłabiony ideologią bezstresowości tak samo jak autorytet rodziców, księży, podobnie jak autorytet władzy, ale jest to pochodna rewolucji kulturowej. Można się jednak dziwić nauczycielom, że dali się wplątać w wojnę polityczną aranżowaną przez byty, które generują rewolucję – również rewolucję bezstresowości wprost uderzająca w szkołę i nauczycieli. Niestety, ludzie tego nie rozumieją, uznając, że TVN jest tzw. szkołą polskiej inteligencji, i wchodząc w taką narrację, zwyczajnie się pogubili. Warto sobie uświadomić, że wbrew pozorom polska szkoła nie jest w gorszej kondycji niż publiczna szkoła brytyjska, szkoła amerykańska czy szkoły w innych krajach zachodnich. Jest wręcz odwrotnie: polska szkoła jest w lepszej kondycji niż we wspomnianych krajach anglosaskich, i to pod każdym względem: w sensie wychowawczym i w sensie poznawczym. Oczywiście, elita kształci się tam w prywatnych szkołach, w elitarnych uczelniach, ale cała masa ludzka – w sensie ogólnym – jest tam bardzo nisko wykształcona. Nie należy zatem tworzyć kolejnego mitu, jakoby w polskiej oświacie było gorzej niż w krajach zachodnich, bo to jest nieprawda. Tak samo jak jest nieprawdą, że polski Naród jest antysemicki, bo w Pruchniku została spalona kukła Judasza. Oczywiście, pod względem edukacji jest w Polsce bardzo dużo do zrobienia, ale mówienie, że jesteśmy w kompletnym dole, jest kłamstwem.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl