logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Front skrajnej lewicy

Wtorek, 30 kwietnia 2019 (10:55)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odczytać wypowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona dotyczące wykluczenia ze strefy Schengen państw, które nie chcą się zgodzić na mechanizm automatycznej relokacji migrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu?

– Prezydent Emmanuel Macron podczas swojej dość aroganckiej wypowiedzi wprawdzie z nazwy nie wymienił Polski i innych państw Europy środkowej i wschodniej, ale nietrudno się domyślić, o kogo mu chodziło. Szkoda tylko, że zamiast rozwiązywać swoje poważne problemy we Francji, szef tego państwa usiłuje wśród opinii francuskiej pokazać się jako ważny gracz na arenie europejskiej. Natomiast prawda jest taka, że nie jest on w stanie poradzić sobie – i to od wielu miesięcy – z protestem „żółtych kamizelek” i postulatami zgłaszanymi przez Francuzów. Macron próbuje dyskurs z rodzimego podwórka przenieść na arenę międzynarodową, kreując siebie na postać wiodącą w Europie. Tyle tylko, że tymi swoimi działaniami trafia przysłowiową kulą w płot, bo decyzja dotycząca wykluczenia ze strefy Schengen Polski czy jakiegokolwiek innego kraju absolutnie nie leżą w jego kompetencji. Ponadto – jak widać – wychodzi przed szereg, bo kwestia dotycząca kwot relokacji imigrantów została już – w sposób jednoznaczny – rozstrzygnięta. Przypomnę tylko, że Komisja Europejska od tych propozycji odeszła, pokazując, że Polska miała absolutną rację, wskazując, że należy pomagać imigrantom w miejscach ich pochodzenia. To po pierwsze, a po drugie wskazywaliśmy jasno, co w końcu spotkało się z aprobatą, że należy wzmocnić zewnętrzne granice Unii Europejskiej. To wszystko pokazuje też pewnego rodzaju arogancję i ignorancję obecnego prezydenta Francji.

Czy próba manipulowania przy strefie Schengen nie jest niebezpieczna? Może warto zastanowić się nad zawieszeniem członkostwa w strefie Schengen, ale tych państw, które bez opamiętania wpuszczają imigrantów do Europy?

– Dokładnie, bo jeśli ktoś wbrew obowiązującym przepisom regulującym funkcjonowanie strefy Schengen – wbrew międzynarodowym porozumieniom – doprowadza do sytuacji, że osoby dajmy na to z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu – bez dokumentów tożsamości umożliwiających ich identyfikację – masowo przekraczają granice Europy, wchodząc do strefy Schengen, to może warto byłoby porozmawiać na temat konsekwencji – właśnie wobec tych państw członkowskich, które tego rodzaju wykroczeń się dopuszczają. Nawet czasowe zawieszanie dobrodziejstw płynących ze swobodnego przemieszczania się obywateli państw strefy Schengen spowoduje problem dla wszystkich, bo wprowadzenie kontroli granicznych, to są straty idące w miliony złotych dla przedsiębiorców, dla firm transportowych itd. Polska z całą pewnością tego rodzaju postulatów zgłaszać nie będzie, ale też życzymy sobie żeby inne państwa – w tym wypadku przywódca państwa francuskiego – także był fair wobec Polski, która, jeśli chodzi o strefę Schengen, dochowuje wszystkich obowiązujących standardów.  

Jak w kontekst zawoalowanych ataków na Polskę wpisuje się Frans Timmermans, który ma gościć w Polsce – po raz kolejny, tym razem, by wesprzeć kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego skrajnie lewicowego polityka Włodzimierza Cimoszewicza?

– To będzie nie pierwsza wizyta Fransa Timmermansa w Polsce, który niedawno przyjechał, aby wspierać kampanię Wiosny Roberta Biedronia. Przede wszystkim jednak  należałoby zapytać wciąż wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, w jakim charakterze przyjeżdża do Polski. Jeśli przyjeżdża do Polski jako polityk, to niech wyraźnie wyartykułuje, że w tym momencie nie reprezentuje Komisji Europejskiej, ale będzie gościł w Warszawie jako działacz lewicowych frakcji w Parlamencie Europejskim. Wtedy niech sobie promuje wszelkiej maści lewackie organizacje czy lewackich kandydatów, bo przy wyraźnym zaznaczeniu, w jakim charakterze pojawia się w Polsce, miałby do tego pełne prawo. Myślę, że w tym momencie bardzo wyważona – trzeba przyznać – wypowiedź szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera, który wyraźnie stwierdził, że w jego ocenie Prawo i Sprawiedliwość i obecnie rządzący w Polsce nie mają jakichkolwiek zamiarów doprowadzania do polexitu. I to jest trzeźwa ocena sytuacji, bo – wbrew temu, co próbuje wmówić Polakom, ale także innym państwom Koalicja Europejska z Grzegorzem Schetyną na czele – Zjednoczona Prawica w Polsce jest formacją proeuropejską, proeuropejską w takim sensie, jak wszystkie państwa tzw. starej Unii. To oznacza, że jako państwo członkowskie chcemy walczyć o polskie interesy w Unii Europejskiej, bardzo twardo stoimy na gruncie polskiej racji stanu w Unii i taki jasny sygnał cały czas śle do Europy zarówno prezes Jarosław Kaczyński, jak i premier Mateusz Morawiecki. Widać – jeśli chodzi o przewodniczącego Jean-Claude'a Junckera – to ten sygnał z Polski jest rozumiany, czemu szef Komisji Europejskiej daje jasny wyraz. Natomiast w przypadku Fransa Timmermansa zauważa się wyraźnie, że ciągle tej refleksji nie ma.

Juncker i Timmermans z uwagi na kończącą się kadencję Parlamentu Europejskiego grają w otwarte karty?

– Dla Timmermansa powinno być jasne, że obecny układ sił w Parlamencie Europejskim po wyborach może się zmienić. Ponadto on sam nie jest konsekwentny we wspieraniu środowisk politycznych w Polsce, bo z jednej strony – kilka tygodni wcześniej – wspierał Roberta Biedronia, a więc konkurencyjne ugrupowanie dla Koalicji Europejskiej, teraz – jak słyszymy – wybiera się do Polski, aby wspierać Włodzimierza Cimoszewicza.

O czym to świadczy?  

– To może świadczyć, że próbuje zapewnić wejście do Parlamentu Europejskiego politykom lewicowym czy wręcz lewackim. Po majowych wyborach europarlament może się składać z różnych frakcji, gdzie z jednej strony pojawi się okrojona i osłabiona Europejska Partia Ludowa, a z drugiej strony właśnie formacje skrajnie lewicowe. Szkoda, że Frans Timmermans właśnie te ostatnie formacje wspiera, ale z drugiej strony jako polityk lewicy ma do tego pełne prawo.

Czyni to tak zupełnie bezinteresownie?

– Oczywiście, że nie ma w tym cienia bezinteresowności, ale jest to przemyślana strategia, która ma Timmermansowi pomóc wejść ponownie na brukselskie salony, do kręgów decyzyjnych – jak ma to miejsce obecnie. Widać wyraźnie, że buduje sobie front poparcia nie tylko dla programu europejskiej lewicy, ale przede wszystkim w dobrze pojętym – własnym – interesie. Niewątpliwie liczy na to, że im więcej polityków lewicy znajdzie się w przyszłym Parlamencie Europejskim, tym mocniejsza będzie jego pozycja.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl