logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Chybiony pomysł

Niedziela, 5 maja 2019 (23:30)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zaskoczyły Pana słowa prezydenta Andrzeja Dudy o tym, że chciałby, aby członkostwo Polski w Unii Europejskiej i NATO wpisać do Konstytucji RP?

– Nie spodziewałem się, że prezydent Andrzej Duda rozważa wprowadzenie takiego zapisu w Konstytucji RP. Chociaż wcześniej jedna z propozycji prezydenta odnosząca się do referendum konsultacyjnego w sprawie zmian w Konstytucji także zawierała pytanie dotyczące waluty euro, dlatego nie był to dobry prognostyk. Jak wiemy, idea referendum się nie zmaterializowała, natomiast obecną propozycję prezydenta, który jako głowa państwa jest odpowiedzialny za realizację suwerenności państwa polskiego, propozycję odnoszącą się do zagwarantowania w Konstytucji zarówno przynależności do Unii Europejskiej, jak i do NATO, uważam za pomysł chybiony.

Co ciekawe, ten pomysł pada podczas uroczystości upamiętniających Konstytucję 3 maja…  

– Konstytucja 3 maja miała na celu przeprowadzenie reform ustrojowych, wzmocnienie państwa, także wzmocnienie władzy wykonawczej i oczywiście zachowanie zasad suwerenności Rzeczypospolitej, a więc pomysł prezydenta wyrażony w takim momencie nie jest najlepszym miejscem czy czasem do składania tego typu propozycji. W tym momencie tryumfuje lider PSL-u Władysław Kosiniak-Kamysz, który wcześniej złożył taką propozycję. Jak wiemy, również jeden z koalicjantów Zjednoczonej Prawicy, lider Porozumienia Jarosław Gowin też w tym duchu się wypowiedział. Jeśli więc chodzi o podejście do Unii Europejskiej, to różnice między obozem rządowym, między PiS-em a Koalicją Europejską są znikome, bo zarówno jedna, jak i druga strona postulat prezydenta przyjmuje z aprobatą. Potwierdza to chociażby wypowiedź Beaty Mazurek, która do deklaracji prezydenta Dudy odniosła się pozytywnie.

Czy mimo wszystko takie kwestie powinna regulować Konstytucja?

– Konstytucja powinna zachowywać zasadę suwerenności i w żaden sposób Polska nie powinna jej scedować na organizacje międzynarodowe, bo to jest umniejszanie zasady niepodległości i zasady suwerenności. Tym bardziej jest to dla mnie zaskakujące, ale w międzyczasie pojawiły się także inne wypowiedzi prezydenta Dudy, m.in. zapowiedź, a przynajmniej branie pod uwagę ustanowienia święta 4 czerwca w związku z wyborami kontraktowymi do Sejmu.

Mamy postulat wpisania do Konstytucji przynależności do Unii Europejskiej, ale jeśli chodzi o zagwarantowanie pełnej ochrony życia, to jej nie ma…?     

– To pokazuje wybiórcze podejście do ważnych kwestii. O ochronie życia oczywiście się nie mówi, choć taki zapis w Konstytucji RP absolutnie powinien się znaleźć. Zresztą nic się nie robi w zakresie pełnej ochrony życia ludzkiego, w związku z tym trudno oczekiwać, żeby ta zasada została wpisana do Ustawy Zasadniczej przez obecną większość parlamentarną. Natomiast szuka się konsensusu, jeśli chodzi o zapis naszego członkostwa w Unii Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim. Taki zapis – wbrew intencji zwolenników takiego rozwiązania – doprowadziłby do pogłębiania różnic, bo wcale to nie będzie konsensus społeczny czy narodowy, a tylko doprowadzi do jeszcze większych podziałów. Niewątpliwie byłby to konsensus establishmentu politycznego. Trzeba też powiedzieć, że mamy prawo do oceny Unii Europejskiej w różnych aspektach, również do krytycznej oceny, bo bilans naszego członkostwa w Unii wcale nie jest jednoznaczny. Jako Polacy mamy też doświadczenia z okresu komunistycznego, kiedy walczyliśmy o niepodległość, o uwolnienie się z zależności od ZSRS, a jak pamiętamy, taki zapis o sojuszu z Moskwą został wpisany do konstytucji PRL w latach 70. ubiegłego stulecia. Tak czy inaczej był to już okres daleko idącego kryzysu systemu komunistycznego i słowa zapisane w ówczesnej konstytucji nie zmieniały rzeczywistości, podobnie jest tutaj. Same zapisy w Konstytucji RP nie spowodują jakiejkolwiek zmiany postaw Polaków na bardziej prounijne, a wręcz przeciwnie, takie działanie będzie miało skutki odwrotne od zamierzonych czy oczekiwanych przez zwolenników tego rozwiązania. Co by nie powiedzieć, widać tu nieformalny sojusz establishmentu politycznego, sojusz PSL-owsko-prezydencko-PiS-owski, oczywiście przy milczącej aprobacie Platformy.          

Donald Tusk miał okazję wyrazić swoje zdanie podczas „wykładu” na Uniwersytecie Warszawskim. Jak przyjął Pan to, co powiedział szef Rady Europejskiej?

– Przede wszystkim bardzo niestosowny był czas tego wystąpienia w dniu państwowych obchodów. Odbyło się to dokładnie w momencie defilady wojskowej z okazji Święta Konstytucji, kiedy Polacy koncentrują się przede wszystkim na aspekcie religijnym uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polski, bo to jest zasadnicze święto w tym dniu, a Konstytucja 3 maja jest tylko dopełnieniem święta narodowego. Święto religijne i narodowe stanowi pewną całość i nie należy tego rozgraniczać. Natomiast wystąpienie Tuska w dniu, w którym Polacy świętują ten ważny dzień, jest niestosowne. To nie jest czas, kiedy można prezentować swoje własne – nawet nie poglądy, bo wystąpienie Donalda Tuska było wbrew tytułowi „Nadzieja i odpowiedzialność. O konstytucji, Europie i wolnych wyborach” nie miało waloru wykładu akademickiego, ale było zwyczajnie próbą zwrócenia na siebie uwagi. Zresztą przebieg tego spotkania i późniejsze spotkanie z jego zwolennikami pokazuje, że miał to być happening. Sam zainteresowany nic ciekawego nie wniósł, za to pokazał, że jest odniesieniem dla Koalicji Europejskiej, ponieważ liderzy trzech najważniejszych formacji tego konglomeratu byli na wystąpieniu. Ponadto przyjęcie przez Tuska zaproszenia ze strony libertyńskiej organizacji, która to spotkanie zorganizowała, jest niewątpliwie wyrazem jego próżności i małostkowości. Oczywiście, jeśli chciał wyrazić jakieś przesłanie, to mógł znaleźć ku temu bardziej stosowne okoliczności. Czas i miejsce świadczy tylko o daleko idącej arogancji Tuska wobec polskiej tradycji i tego konkretnego święta państwowego i narodowego.              

Czy to wystąpienie można uznać jako zapowiedź ewentualnego powrotu Tuska na polską scenę polityczną?

– Pewnie Tusk w jakimś sensie bierze pod uwagę taką możliwość i sonduje, na jakie poparcie mógłby liczyć. Przy czym to sondowanie jest wpisane – jak widać – w zabiegi socjotechniczne, marketingowe, bo w tym wystąpieniu wcale nie chodziło o merytoryczne przesłanie. Widać też, że Donald Tusk nie podjął jeszcze decyzji co do startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich i pewnie sam nie jest przekonany co do tego, jakie są jego możliwości czy jakie ma szanse. Dlatego sonduje, a decyzję podejmie być może po wyborach do Parlamentu Europejskiego, po wyborach do Sejmu i Senatu, kiedy będzie znał wyniki. Wtedy, być może, będzie szacował swoje szanse. Może chciałby, ale póki co ma też chyba daleko idące obawy. Tak czy inaczej, jako wciąż urzędujący przewodniczący Rady Europejskiej nie potrafi zachować powagi tego stanowiska i nie potrafi stanąć ponad wydarzeniami krajowymi. W końcu z racji swojej funkcji jest, a przynajmniej powinien być koordynatorem działań międzyrządowych państw członkowskich Unii Europejskiej, tymczasem widać, że angażuje się w wewnętrzne sprawy Polski w sposób jednostronny wspierając, a czasem wręcz inspirując działania Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Tym samym wspiera opozycję totalną.

Co chciał swoim wystąpieniem osiągnąć Tusk?

– Donald Tusk jako od kilku lat nieobecny fizycznie w polskiej polityce próbował zaspokoić swoją próżność, ale bardziej w odniesieniu do swoich koleżanek i kolegów partyjnych, przede wszystkim z Platformy. To Tusk był centralną postacią tego spotkania, jeśli chodzi o Koalicję Europejską, to on był gwiazdą, osobą, wokół której skupiło się zainteresowanie świata i mediów liberalnych, a Grzegorz Schetyna był jedynie słuchaczem. Jednak mimo zapowiedzi ważnych słów takie nie padły, a jego wystąpienie było nijakie, bez zasadniczego przesłania. Można było tego oczekiwać, bo cel przyjazdu Tuska do Polski był zgoła inny. Chodziło o zwrócenie na siebie uwagi właśnie w tym konkretnym dniu i czasie, Tusk chciał pokazać, że jest, i poprzez skupienie na sobie całej uwagi zaspokoić swój polityczny egoizm.                

Czy show Tuskowi nie odebrał swoim wystąpieniem redaktor naczelny czasopisma „Liberté!” Leszek Jażdżewski, który skandalicznymi wypowiedziami na temat Kościoła przekroczył chyba wszystkie możliwe granice? 

– Nie sądzę, żeby Tusk nie zdawał sobie z tego sprawy. Przecież jako szef Rady Europejskiej dysponuje na tyle liczną armią urzędników i doradców – również w kraju, którzy z pewnością mieli doskonałe rozeznanie co do osoby Jażdżewskiego oraz organizacji, którą reprezentuje – jakie głosi hasła i jakie wysuwa postulaty. Stąd – jak sądzę – nie było to zaskoczeniem dla Tuska, który mógł sobie zdawać sprawę, jakie mogą paść hasła. Zresztą trzeba też powiedzieć, że wystąpienia antyklerykalne bardzo często mają miejsce podczas różnych spotkań organizowanych przez Platformę czy Nowoczesną. Jeśli chodzi o Platformę, to może takie wystąpienia nie są w głównym nurcie czy też w sposób bardzo mocny wyrażane przez liderów tej formacji, ale jednak gdzieś obok – bynajmniej nie na marginesie tych wydarzeń się pojawiają. Można zatem powiedzieć, że był to świadomy zabieg, a tego typu tendencje są integralną częścią programową, wręcz doktrynalną Platformy i Nowoczesnej. Natomiast zdumienie może budzić brak jakiejkolwiek reakcji na bulwersujące ataki na Kościół podczas tego wystąpienia ze strony prezesa PSL-u Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tym bardziej że jeszcze niedawno prezes PSL deklarował, że ludowcy w Parlamencie Europejskim będą bronić wartości chrześcijańskich. Tymczasem tutaj, jak widać, słowa i deklaracje rozmijają się z rzeczywistością i działaniami, co po raz kolejny podważa elementarną wiarygodność PSL-u.

Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl