logo
logo
zdjęcie

Sławomir Jagodziński

Chciał zranić i obrazić

Poniedziałek, 6 maja 2019 (03:51)

Antykatolickie, antyklerykalne, szczeniackie, chamskie czy wręcz satanistyczne. Od kilku dni nie milkną komentarze po skandalicznym wystąpieniu redaktora naczelnego pisma „Liberté!” Leszka Jażdżewskiego. Przemawiał on w piątek, 3 maja, na Uniwersytecie Warszawskim przed bardzo nagłaśnianym przez liberalno-lewicowe media wykładem Donalda Tuska.

Dziś o treści przemówienia szefa Rady Europejskiej nikt już specjalnie nie mówi, ale może i o to ostatecznie chodziło. Nieważne, co mówił Tusk. Ważne było danie sygnału wszystkim, którzy dzierżą w rękach czerwony sztandar antykatolickiej rewolucji, z fanami filmu „Kler”, zwolennikami „czarnych marszów” i piewcami genderowej rewolty włącznie: nasza opcja polityczna przyjmie was z radością, my się Boga nie boimy! Do tego potrzebny był ktoś taki, jak jeden z inicjatorów akcji przeciw lekcjom religii w szkole „Świecka szkoła” Leszek Jażdżewski. To, że zadanie wypełnił nad wyraz skrupulatnie, dziś wprawia w zakłopotanie wizerunkowe samych uczestników tego specyficznego „wiecu” kompromitującego oczywiście także szacowny uniwersytet, który do niego dopuścił.

To, co powiedział Jażdżewski, jest przykładem mowy nienawiści i przejawem piętnowania ludzi wierzących, jak słusznie zauważył rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik. Jażdżewski stwierdził, że „Kościół katolicki w Polsce obciążony niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy stracił moralny mandat do tego, aby sprawować funkcję sumienia narodu”. To brzmi jak wyrok skazujący na narodową banicję wszystkich kapłanów i biskupów. W przeszłości za takimi stwierdzeniami wrogów religijności w niedługim czasie przychodziła dyskryminacja wierzących i krwawe prześladowania duszpasterzy. Czy o to chodzi lewicowym samozwańczym „obrońcom” demokracji i Konstytucji?

W swym przemówieniu Jażdżewski drwił, że „ten, kto szuka transcendentu Absolutu w Kościele, będzie zawiedziony, ten, kto szuka moralności w Kościele, nie znajdzie jej. Ten, kto szuka strawy duchowej w Kościele, wyjdzie głodny. Polski Kościół zaparł się Ewangelii, zaparł się Chrystusa i gdyby dzisiaj Chrystus był ponownie ukrzyżowany, to prawdopodobnie przez tych, którzy używają krzyża jako pałki do tego, aby zaganiać pokorne owieczki do zagrody”.

A dalej – już zupełnie bez żadnych hamulców – obrażał i lżył: „Dziś agendę tematów dnia układają nam czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami będą w stanie zdobyć władzę nad duszami Polaków. Ale rywalizacja na inwektywy i złe emocje z nimi nie ma sensu, dlatego że po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się w końcu, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry”.

Można oczywiście przemilczeć takie wypowiedzi, które niegodne są nie tylko komentowania, ale także powtarzania. Niestety, nie jest to tylko odosobniony „wybryk” antyklerykała. Widać, że to wszystko wpisuje się w obserwowany od kilku miesięcy proces podsycania antykatolickich i antyklerykalnych nastrojów w Polsce ze strony środowisk liberalno-lewicowych. Opozycja polityczna nie tylko się od nich nie odcina, ale wręcz licytuje się na radykalizm. Pokusa zbijania kapitału politycznego na walce z Kościołem, z religią jest bardzo stara w Europie i jak widać nasila się w naszej Ojczyźnie.

Oczywiście jak zawsze idzie ona w parze z bezwzględną promocją ateizmu, aby „wyzwolić” człowieka spod panowania Boga oraz opartej na prawie naturalnym i Dekalogu moralności. Jednocześnie wiemy, że ludzie pozbawieni ochrony prawa Bożego bardzo szybko skaczą sobie do gardeł, czego przykładem są krwawe rewolucje i totalitaryzmy z historii. To na zawsze pozostanie przestrogą.

Polska jest krajem katolickim, kapłani cieszą się jeszcze dużym autorytetem, a wierni licznie uczestniczą w praktykach religijnych. Jażdżewski nie chciał nikogo przekonywać do swych racji, ale chciał zranić i obrazić katolików, którzy 3 maja czcili Maryję Królową Polski. Chciał też sprowokować. Dlatego jako katolicy musimy być stanowczy w trwaniu przy prawdzie, ale też bardzo mądrzy. Bo można zawsze zapytać – używając nomenklatury Jażdżewskiego – kto tu używa zaklęć i manipuluje? Kto podsyca złe emocje i inwektywy, i kto wreszcie w tych zapasach jest świnią? Ale nie o to chodzi. Poprzestańmy na pytaniach.

Jedno w tym wszystkim jest najważniejsze: spadają maski. Każde takie wściekle antykatolickie i antyklerykalne wydarzenie nie tylko ukazuje prawdziwe oblicze jego głównego uczestnika (bądź uczestników), ale wszystkich, którzy w jakiś sposób na nie reagują i do niego się odnoszą. I warto zapamiętać, kto po jakiej stronie się opowiedział.

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik