logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zdziczenie obyczajów

Wtorek, 7 maja 2019 (22:55)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wystąpienie redaktora naczelnego pisma „Liberté!” Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim wymknęło się spod kontroli? Czy było to zaplanowane działanie?

– Myślę, że to wystąpienie było działaniem zaplanowanym, wyrachowanym od początku do końca przez środowiska liberalno-lewicowe. Trudno mówić, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, bo w wystąpieniu, w sposobie – bardzo swobodnym – wypowiadania się Leszka Jażdżewskiego nie widać było emocji, tylko zimną kalkulację. Chodziło o to, żeby zaatakować Kościół katolicki i miliony ludzi wierzących w Polsce, a przy okazji całą tradycję chrześcijańską, z której jako Naród wyrastamy.  

W dyskursie można się ścierać – nawet ostro, ale czy nie powinny być zachowane pewne granice?

– W wystąpieniu redaktora naczelnego „Liberté!” zostały przekroczone wszelkie dopuszczalne granice. W tym wypadku w żadnym razie nie można też mówić o wykładzie naukowym – i w mojej ocenie – Uniwersytet Warszawski został wykorzystany. Zresztą post factum, kiedy sprawa po wystąpieniu Leszka Jażdżewskiego nabrała rozgłosu, próbował się sam z tego jakoś wyłączyć i krytycznie ocenił to wystąpienie, co nie zmienia faktu, że zarówno on, jak i wielu innych profesorów tej uczelni obecnych było w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego i w trakcie tego wystąpienia biło brawo.  

Rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego oświadczyła, że Jażdżewski rzeczywiście nadużył zaufania uczelni jako gospodarza.

– Uniwersytet dzisiaj tłumaczy, że retoryka, jaka miała miejsce podczas wystąpienia Jażdżewskiego, jest niezgodna z misją uniwersytetu, ale taka refleksja jest spóźniona. Z drugiej strony to dobrze, że władze uniwersytetu w ogóle reagują, ale to nie zdejmuje z nich hańby, jaką zafundowały tej uczelni.  

Nowela ustawy o szkolnictwie wyższym mówi, że jakość kształcenia jest najwyższą wartością każdej uczelni. Jakie świadectwo daje o sobie uniwersytet, który pozwala sobie na takie „występy”?

– Mówiąc najprościej – jak najgorsze. Proszę jednak zwrócić uwagę, że nie jest to pierwszy tego typu przypadek, bo nie tak dawno mieliśmy przestępcę Zygmunta Baumana fetowanego na tymże Uniwersytecie Warszawskim. To pokazuje, że coś z tą uczelnią jest nie tak.

Uczelnie, chcąc sobie poradzić finansowo, chętnie wynajmują swoje sale na różne spotkania…

– Zgoda. Komercyjność jest dzisiaj elementem oczywistym w każdej dziedzinie, także tutaj, ale jeśli się wynajmuje sale czy obiekty uczelniane, to wtedy, podczas tego typu imprez nie są obecne władze zawiadujące daną uczelnią. Natomiast jeżeli pojawiają się podczas takiej czy innej imprezy, to swoją obecnością biorą na siebie odpowiedzialność za wystąpienia i treści formułowane podczas takich spotkań.

Jest przyzwolenie dla takiej czy innych imprez o charakterze komercyjnym, ale dla ruchów broniących życia już niekoniecznie?

– A wydawałoby się, że pecunia non olet, tymczasem okazuje się, że niektórym dzisiaj nie śmierdzi tylko to, co jest tarzane w błocie. Proszę mi wybaczyć tę moją uszczypliwość, ale takie są fakty. Ale to pokazuje, jak bardzo ideologia jest dzisiaj elementem komercji. Oczywiście ma pan redaktor rację, wspominając o tym, że cenne inicjatywy często spotykają się ze sprzeciwem, innym zaś zapala się zielone światło. Przypomnę też, co działo się, jaka była niedawna reakcja 180 wykładowców Politechniki Gdańskiej wobec prof. Jacka Namieśnika – rektora tej uczelni – na rzekome jej upolitycznienie w związku z organizacją w murach uniwersytetu lokalnej konwencji PiS.  

Jak w Polsce dzisiaj wygląda ochrona praw ludzi wierzących, które ostatnio na Uniwersytecie Warszawskim zostały zmieszane z błotem?      

– Ochrona wartości jest bardzo względna, bo sądy bardzo często opowiadają się nie za wolnością, a bardziej za swawolą prawa, dlatego możemy mieć poczucie, że ochrona praw ludzi wierzących, katolików nie jest dziś dostatecznie chroniona. Uważam też, że Jażdżewski i Tusk tak naprawdę – wbrew oczekiwaniom – zrobili sobie wielką szkodę. Trzeba też podkreślić, że tak prostackiego wystąpienia Donalda Tuska i prymitywnego wystąpienia Leszka Jażdżewskiego chyba dawno w Polsce nie było. Poziom tego dyskursu, jaki zafundowano odbiorcom 3 maja na Uniwersytecie Warszawskim, dowodzi też, że w zasadzie nie istnieją dzisiaj żadne granice obyczajowe, granice dobrego smaku, nie mówiąc już o innych, co tylko dowodzi zdziczenia obyczajów. Sądzę jednak, że paradoksalnie może to służyć polskiemu, katolickiemu społeczeństwu, bo ci, którzy jeszcze wątpili w kierunek i cel działań opozycji i środowisk lewicowo-liberalnych w Polsce, po tych ostatnich występach Jażdżewskiego i Tuska na Uniwersytecie Warszawskim nie powinni mieć żadnych złudzeń, mają bowiem oczywisty dowód, co te środowiska chcą zrobić z Polski.

Jak wytłumaczyć aplauz, z jakim spotkało się wystąpienie redaktora naczelnego „Liberté!” także ze strony liderów PSL-u?

– W tym momencie też wychodzą na jaw ideologiczne ciągoty liderów PSL-u w stronę tego wszystkiego, co nazywamy dzisiaj bezbożnictwem i paskudztwem w polskiej polityce. Polska wieś ma wciąż bardzo wiele wspólnego z tradycyjnymi wartościami i ideą ruchu chłopskiego, ale ci, którzy mienią się dzisiaj przywódcami ruchu chłopskiego, mają z tym niestety bardzo niewiele wspólnego. Sytuacja wyglądała tak, że Władysław Kosiniak-Kamysz najpierw siedzi, nie wychodzi, kiedy Jażdżewski obraża Boga i Kościół katolicki w Polsce, a następnego dnia, kiedy zrobił się szum, krytykuje wystąpienie naczelnego „Liberte!”. Widać wyraźnie, że PSL, dołączając do Koalicji Europejskiej, znalazł się w pewnym rozkroku, bo z jednej strony mienią się jako obrońcy wartości, a z drugiej jednak ciągnie ich w stronę ideologicznego błota, w które z rozmysłem weszli. PSL wydaje się dzisiaj bardzo mocno bezideowe. Zresztą nie bez racji i nie od dziś o tej formacji mówi się jako o środowisku obrotowym.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl