logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Cyniczna gra

Czwartek, 9 maja 2019 (22:29)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Profanowany jest jeden z największych symboli chrześcijańskich, wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, a wiele środowisk milczy. Upadliśmy aż tak nisko?

– Tak było już za czasów komunizmu, kiedy niektórzy uważali, że wystarczy zrobić z Chrystusa pierwszego „komunistę”, dzisiaj też niektórzy mówią czy mówili „Maryja matką gender”. I to jest jak gdyby ilustracja ikonograficzna czegoś, co śmiało można by zaklasyfikować jako pewien rodzaj herezji czy też próbę łączenia sprzeczności, różnych wizji świata, człowieka, życia płciowego itd., wizji, która idzie za neomarksistowską ideologią rewolucji seksualnej. Neomarksizm w istocie jest sprzeczny z tradycją, z filozofią klasyczną, podważa ją w sposób jednoznaczny. Wprost mówi o zniszczeniu chrześcijaństwa. Dlatego jeśli ktoś to robi, to wiemy, do czego go to prowadzi.

Czy takie działania to przypadek?

– Nie widzę tu przypadku, bo jeśli spojrzeć chociażby na wypowiedzi redaktora naczelnego „Liberté!” Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim przy akceptacji Koalicji Europejskiej i milczącej zgodzie samego Donalda Tuska, na wizerunki Matki Bożej Częstochowskiej w tęczowej aureoli naklejane nawet na śmietnikach, wreszcie na ostre ataki na polskie duchowieństwo, także w formie różnych produkcji filmowych – wszystko to jest – w mojej ocenie – częścią pewnego planu sekularyzacji Polski czy też sprowadzenia roli życia religijnego do takiego poziomu, jaki jest na Zachodzie.

Elżbieta P., autorka znieważania Matki Bożej, została zatrzymana, przesłuchana, po czym zwolniona. Efektem były akcje solidarności w kilku miastach, a po stronie aktywistki ulicznej opozycji antyrządowej stanął sam Donald Tusk, który nie sprzeciwił się profanacji Czarnej Madonny…

– Jeśli mówimy o tych, którzy tak bardzo domagają się w tym zakresie tolerancji, to przypomnijmy, jaki szum się podniósł po biczowaniu kukły Judasza w Pruchniku na Podkarpaciu, co okrzyknięto wielkim skandalem. Jakoś nikt nie protestował, kiedy prokuratura reagowała w sprawie obyczaju ludowego obecnego w tym regionie od wielu, wielu lat. Wtedy wszystkie podjęte działania były zrozumiałe. Natomiast kiedy doszło do obrazoburczych działań wobec wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, to mamy domaganie się, aby nie karać podejrzanej o znieważanie Matki Bożej. Ciekawe, czy w ten sam sposób zabiegano by o niekaranie aktów profanacji wobec symboli innych religii, np. wizerunku Mahometa, Gwiazdy Dawida itd.? Łatwo sobie wyobrazić, co by się wówczas działo. To pokazuje podwójną etykę i moralność. Jeśli zaś chodzi o Donalda Tuska, to wydaje się, że ten polityk usiłuje prowadzić dość cyniczną grę. Tylko z pozoru mogłoby się wydawać, że to, co zrobił Jażdżewski, nie pasuje do planu Tuska przejęcia Platformy czy całej Koalicji Europejskiej, czy wręcz może mu przeszkodzić w skutecznym ubieganiu się o fotel prezydenta RP. To wszystko pokazuje jednak, że nie do końca odczytaliśmy prawdziwe cele Tuska.

Co chce Pan przez to powiedzieć?

– Wygląda na to, że Donald Tusk polską przestrzeń definiuje jako niegodną siebie, że jako wielki europejski polityk – za jakiego się uważa – nie będzie się zniżał do poziomu jakichś wyborów w Polsce, gdzie ludzie różnie mogą głosować, zwłaszcza że stanowisko, jakie dzisiaj piastuje w Unii Europejskiej, wcale nie pochodzi z demokratycznego wyboru, bo wybrano go bez żadnej procedury, ale jest efektem decyzji politycznej kanclerz Angeli Merkel. Dlatego wiele wskazuje na to, że te obecne działania Tuska są być może nakierowane na to, ażeby się przypodobać – wzorem Fransa Timmermansa, który stracił poparcie we własnym kraju – stąd też jego wsparcie procesów rewolucyjnych w Polsce lub pokazywanie się w ich kontekście. Wszystko po to, żeby z chwilą zakończenia urzędowania na fotelu szefa Rady Europejskiej, pootwierać sobie nowe drzwi do nowych funkcji w przestrzeni europejskiej. Stąd zostawia w tyle Grzegorza Schetynę i niespecjalnie przejmuje się losem całej tej Koalicji Europejskiej, bo w istocie jego własna kariera może być dla niego ważniejsza. Raz już tak było, kiedy zostawił sprawy państwa polskiego, rezygnując z funkcji premiera, i poszedł do Brukseli. Donald Tusk dużo zyskał, ale Polska nic. Obecna aktywność tego polityka na arenie krajowej może być niczym innym jak próbą przypodobania się zrewolucjonizowanej Europie, co miałoby mu otwierać drzwi do kolejnych stanowisk oczywiście niewybieralnych przez obywateli, przez wyborców, ale nadawanych przez współczesne europejskie elity. Tak można to czytać, choć wcale nie jest powiedziane, że tak będzie, bo na razie wciąż mało mamy danych, aby wysnuć konkretne wnioski z tej nagłej aktywności Donalda Tuska.

Kto dzisiaj postawi na Tuska, który jako szef Rady Europejskiej parł w kierunku brexitu? Mówi się, że nawet Angela Merkel na niego już nie stawia.

– Angela Merkel może nie, ale tacy politycy jak Frans Timmermans czy Guy Verhofstadt z pewnością postawiliby, a wraz z nimi również wielu zwłaszcza mocno zirytowanych Francuzów. Oczywiście Angela Merkel nie jest aż tak radykalna w poparciu różnych procesów rewolucyjnych, a chadecja jest mocno zwietrzała w Niemczech, ale na pewno nie do tego stopnia, żeby wizerunki Matki Bożej malować w tęczowych barwach. I w tym sensie Tusk wcale dzisiaj nie musi adresować swojej oferty czy swoich usług w relacji do Angeli Merkel, która jest politykiem schodzącym ze sceny i z europejskiego piedestału. Dzisiaj na europejskiej scenie są osoby czy grupy o wiele bardziej radykalne, które tylko czekają, żeby w Polsce przeprowadzić rewolucję i de facto ją zdechrystianizować.

Ubiegając się o wysokie stanowiska europejskie, można się wyrzec swoich narodowych czy chrześcijańskich korzeni i atakować lub przemilczeć ataki na Kościół, na którym Polska opiera swoją tradycję i historię?        

– Donald Tusk przez całe lata w swoim macierzystym ugrupowaniu akceptował wybryki Janusza Palikota, dawał mu możliwości ustawiania polityki w regionie lubelskim.  To, czego nie wypadało publicznie powiedzieć Tuskowi, to mówił Palikot. I w tym względzie Tusk już taki scenariusz przećwiczył, Palikot zniknął ze sceny, więc pojawił się Leszek Jażdżewski – w dodatku w takiej samej formule. Donald Tusk dobrze wie, że poglądy wyrażane w takiej samej formule mogłyby mu całkowicie zablokować powrót do Polski, więc nie mówi tego wszystkiego wprost, za to inni robią to za niego. W tym względzie czy Donald Tusk wyrzekł się czegoś w stosunku do czasów, kiedy sprawował urząd premiera, to muszę powiedzieć, że nie widzę żadnej różnicy. Czym bowiem różnił się Janusz Palikot od tych, którzy dzisiaj rozwieszają obrazoburcze plakaty z Matką Bożą w kolorach tęczy? Myślę, że nie różnią się niczym, a jeśli już to różnica jest niewielka.

Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl