logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polityka wobec USA nie może być sentymentalna

Sobota, 11 maja 2019 (19:59)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prezydent Andrzej Duda oraz pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda otrzymali oficjalne zaproszenie do złożenia wizyty w Białym Domu w czerwcu. Czego powinniśmy się spodziewać po tej wizycie?

– Wydaje mi się, że powinniśmy położyć akcent na naszą narrację, na nasze oczekiwania w relacjach polsko-amerykańskich, które przecież dotyczą nie tylko dwustronnych relacji, ale także Unii Europejskiej i stosunków Polski z Rosją. Tymczasem z wypowiedzi szefa gabinetu prezydenta ministra Krzysztofa Szczerskiego wynika, że tematy, które w Waszyngtonie będzie chciał poruszyć Andrzej Duda, dotyczą znanych kwestii: polsko-amerykańskiej współpracy gospodarczej, zaangażowania Stanów Zjednoczonych w inicjatywę Trójmorza, dostaw gazu oraz zwiększonej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. I to są rzeczywiście kwestie bardzo istotne, bardzo ważne, ale jedną z ważniejszych – moim zdaniem – jest inicjatywa Trójmorza. Byłoby dobrze, żeby polska strona sprecyzowała jasno, czym ta inicjatywa Trójmorza powinna być także w wymiarze politycznym, gospodarczym, kulturowym, jakie są w tym zakresie nasze oczekiwania, oczekiwania Europy Środkowej, a dopiero później oczekiwać ewentualnego wsparcia politycznego – bardziej niż ekonomicznego – ze strony Waszyngtonu dla tej koncepcji.

Jaką politykę powinniśmy zatem prowadzić?

– Bardziej ofensywną. Powinniśmy też w sposób jasny, zdecydowany formułować nasze oczekiwania zaangażowania Stanów Zjednoczonych w inicjatywę Trójmorza, a nie tylko w sposób bierny przyjmować koncepcję Waszyngtonu. Kwestie, jakie sformułował minister Szczerski, odnoszą się do życzeń polskiej polityki zagranicznej wobec Stanów Zjednoczonych,  brakuje mi natomiast przedstawienia polskiej wizji polskiej polityki europejskiej, w tym przede wszystkim polityki środkowoeuropejskiej, w której realizacji oczekiwalibyśmy wsparcia strony amerykańskiej.

Dlaczego ta wizja, ten nasz punkt widzenia nie są jasno sprecyzowane?  

– Wydaje się, że mamy tu do czynienia z kompleksem nie tylko w wymiarze polityki zagranicznej, ale w ogóle z kompleksem wobec Stanów Zjednoczonych. Z jednej strony mamy kompleks, a jednocześnie istnieje deklaratywna przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi i te deklaracje z naszej strony są dość daleko idące; być może to, co występuje w naszej podświadomości, jest konsekwencją czasów minionych. Oczywiście ten polsko-amerykański sojusz ma duże znaczenie dla naszego państwa, dla bezpieczeństwa Polski, ale niezależnie od tego powinniśmy podjąć ofensywę dyplomatyczną, ale też ofensywę, jeśli chodzi o umiejętność formułowania naszych oczekiwań i oczekiwań Europy Środkowej, w które to oczekiwania mogłaby wpisać się polityka amerykańska. Byłoby to z korzyścią dla obu stron. Nasza polityka nie może być sentymentalna. Owszem, wszyscy pamiętamy wizytę prezydenta Trumpa w Warszawie, jego płomienne przemówienie na placu Krasińskich, ale nie możemy się zadowalać tylko symboliką, miłymi sercu Polaków słowami. Mamy świadomość, że Stany Zjednoczone są mocarstwem globalnym, ale we wzajemnych relacjach nasze oczekiwania, nasze interesy i polityczne, i gospodarcze muszą być stawiane twardo. W ten sposób należy rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi. Przed wizytą polskiego prezydenta będą rozmowy robocze, ustalenia, w których powinniśmy być bardzo kreatywni, ofensywni, powinniśmy również przedstawić nasze życzenia dotyczące spotkania Duda–Trump. Tymczasem często odnoszę wrażenie, że w kontaktach polsko-amerykańskich jesteśmy zbyt bierni, co nie buduje naszych wzajemnych relacji.   

Czy nie mają trochę racji ci, którzy mówią, że za prezydentury Trumpa wystarczy zrobić zakupy uzbrojenia amerykańskiego, żeby sobie zapewnić przyjaźń władz w Waszyngtonie…

– Coś w tym jest, niewątpliwie. Relacje polsko-amerykańskie mają wymiar – nazwijmy to – ekonomiczny, bo dotyczą realizacji także interesów amerykańskich. My natomiast oczekujemy, że nasze racje i nasza ocena sytuacji politycznej będą przez Waszyngton uwzględnione. Musimy w sposób realistyczny i dość twardy przedstawiać nasze racje, bo nikt nie da nam niczego za darmo. Także współpraca polsko-amerykańska powinna się odnosić do różnych obszarów: wojskowego, energetycznego, inwestycyjnego; powinna też uwzględniać nasze oczekiwania.

Czy Pana zdaniem powinna zostać poruszona kwestia amerykańskiej ustawy 447 i czy nie wywoła to zgrzytu we wzajemnych relacjach, zwłaszcza że Ameryka próbuje wymusić na Polsce bezprawny, pozasądowy transfer pożydowskiego majątku?

– Jest to sprawa bardzo ważna. Choć w agendzie, którą przedstawił min. Szczerski, nie ma o tym mowy, to nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby kwestia projektu ustawy dotyczącej restytucji żydowskiego mienia bezspadkowego nie znalazła się w centrum rozmów polsko-amerykańskich podczas spotkania prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa w Białym Domu. Trudno się dziwić obawom polskiego społeczeństwa, skoro różne inicjatywy wskazują na niebezpieczeństwo wynikające z tego typu ustawy. Zresztą ta kwestia stała się jednym z akcentów trwającej w Polsce kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. I jedno z ugrupowań biorących udział w wyborach – Kukiz'15 – przedstawiła projekt ustawy chroniącej Polskę przed roszczeniami żydowskimi i ustawą 447. Myślę, że ten projekt jest istotny i godny wsparcia. Proponowana ustawa zobowiązuje Radę Ministrów do stanowczej deklaracji, że Polska nie wyrazi zgody na roszczenia żydowskie odnoszące się przede wszystkim do własności bezdziedzicznej, czyli tzw. mienia bezspadkowego. Dobrze byłoby – myślę, że mamy prawo oczekiwać tego od prezydenta RP – żeby jeszcze przed wizytą w Białym Domu jednoznacznie określił, że kwestia roszczeń żydowskich dotyczących tzw. mienia bezspadkowego nie będzie przedmiotem jakichkolwiek negocjacji czy rozmów ze stroną amerykańską. Takiej jasnej deklaracji powinniśmy oczekiwać. Oczekiwałbym też działań ze strony polskiego parlamentu. Jeśli sami sobie nie wywalczymy, jeśli nie zbudujemy odpowiednio mocnej pozycji, to nikt za nas tego nie zrobi.

Chyba jest coś na rzeczy, zwłaszcza że w Warszawie przebywał Elan Carr, specjalny przedstawiciel amerykańskiego rządu ds. zwalczania antysemityzmu na świecie. Z delegacją polskich władz rozmawiał m.in. o majątku polskich Żydów, którzy zginęli w czasie II wojny światowej, oraz o skutkach ustawy JUST

– Nie można mieć złudzeń, że ta kwestia jest sprawą zamkniętą, że nie będzie powracała w oczekiwaniach ze strony społeczności żydowskiej w Stanach Zjednoczonych, czy też ze strony władz Izraela. Wydaje się, że ta kwestia cały czas będzie wisiała nad Polską jak miecz Damoklesa. Tym bardziej więc musimy wyrazić jednoznaczne stanowisko – tzn. zarówno rząd, jak i prezydent, władze Rzeczypospolitej – że ta kwestia nie może być przedmiotem jakichkolwiek negocjacji, że sprawa jest absolutnie zamknięta. I tak sformułowane jasne, zdecydowane stanowisko Polski jest, jak myślę, bardzo potrzebne. Uważam, że wówczas sprawa ta nie będzie miała żadnego wpływu na relacje polsko-amerykańskie. Jeśli ze strony amerykańskiej ten polityczny sojusz, sojusz wojskowy, sojusz gospodarczy, ma mieć realne podstawy i twardą podbudowę, jeśli będzie formułowany w sposób prawdziwy, a nie tylko deklaratywny, to ten temat nie będzie rzutował na wzajemne relacje. Dlatego nie łączyłbym np. obecności wojsk amerykańskich w Polsce z realizacją ustawy 447, bo to są dwie różne rzeczy. Współpraca polsko-amerykańska, nasz sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, a kwestia odszkodowań żydowskich dotyczących mienia bezspadkowego – to są różne sprawy, dlatego strona polska powinna w sposób jednoznaczny to określić. Obowiązkiem polskiego rządu jest zamknięcie tej kwestii w sposób absolutnie jednoznaczny i wydaje mi się, że również wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu powinna temu służyć. Mamy prawo oczekiwać od naszego prezydenta, żeby złożył jasną deklarację, że sprawa tzw. mienia bezspadkowego i tych roszczeń żydowskich jest sprawą absolutnie zamkniętą, jeśli chodzi o stronę polską. Jeśli nie będzie tej jasnej deklaracji, to obawiam się, że w kolejnych latach będziemy poddawani zewnętrznej presji ze strony różnych międzynarodowych środowisk.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 12 maja 2019 (14:09)

NaszDziennik.pl