logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Co to za odwaga?

Poniedziałek, 13 maja 2019 (23:11)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czym prof. Małgorzata Gersdorf zasłużyła się u Niemców, którzy uhonorowali I prezes Sądu Najwyższego nagrodą Fundacji Theodora Heussa?

– Trudno powiedzieć, czym Fundacja Theodora Heussa się kierowała, ale jak mniemam i jak donoszą media, prof. Małgorzata Gersdorf zasłużyła się „dzielną” obroną praworządności w Polsce. Nic zatem dziwnego, że w uzasadnieniu czytamy m.in., że nagroda została przyznana za opór przeciwko łamaniu przez polski rząd zasad państwa prawa, a prof. Gersdorf cechuje wzorowa niezłomność, jednoznaczna postawa i odwaga cywilna. Myślę jednak, że nie trzeba było mieć wielkiej odwagi, jeśli chodzi o występowanie przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Natomiast odwagi wymagały raczej działania, jakie podjęła Zjednoczona Prawica w kierunku naprawy polskiego sądownictwa. Chodzi o to, że dla domniemanej obrony sądów opozycja poruszyła niebo i ziemię – pamiętamy protesty, jakie miały miejsce. Jeśli chodzi o prof. Gersdorf, to mieliśmy do czynienia z działaniami skierowanymi na obronę dotychczasowych przywilejów „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej” i dążeniem do tego, żeby w Polsce „było tak, jak było”. Widocznie ten stan niewydolnego sądownictwa w Polsce odpowiada Niemcom. Widocznie uważają, że w Polsce nie powinny następować jakiekolwiek zmiany, że państwo polskie nie powinno się wzmacniać, ponieważ mocne i dobrze zorganizowane staje się na arenie europejskiej poważną konkurencją dla Berlina. Czyli wszelkie działania, jakie były podejmowane, czy to przez opozycję, czy przez przedstawicieli sądownictwa – na czele z I prezes Sądu Najwyższego – mogą liczyć na aplauz i w Niemczech, i wśród elit brukselskich.

Po raz pierwszy nagrodę Fundacji Theodora Heussa przyznano osobie walczącej z legalnie wybranym rządem innego kraju… Co chcą pokazać Niemcy, honorując kogoś, kto wyraźnie angażuje się po jednej stronie politycznego sporu?

– Sędziowie w Polsce powinni być apolityczni, powinni stać ponad podziałami. Oczywiście mogą się nie zgadzać z przeprowadzanymi działaniami ustawodawczymi, natomiast nie wypada im tych działań komentować, aby nie narazić się na zarzut utraty bezstronności, niezawisłości. Niestety widać, że takie są obyczaje po stronie niemieckiej, że mieszają się w sprawy suwerennego państwa członkowskiego. Sytuacja, w której polskie sądownictwo było niewydolne, kiedy różne niegodne działania dotykały polskich sędziów, widać odpowiadała Niemcom. Chodziło o to, żeby nadal w Polsce mogła rządzić Platforma, która zawsze była gotowa do podejmowania takich decyzji, które służyły nie polskiemu, a niemieckiemu interesowi. Ale to się skończyło z chwilą objęcia władzy przez Zjednoczoną Prawicę. I ostatnim bastionem, ostatnią nadzieją zarówno dla opozycji, jak i dla sił rządzących w Europie były polskie sądy. Liczyli na to, że właśnie sądy będą blokowały przeprowadzane w Polsce reformy. Tymczasem okazało się, że byliśmy na tyle zdeterminowani, że najpierw zreformowaliśmy Trybunał Konstytucyjny, a następnie wymiar sprawiedliwości z sądownictwem na czele. I stąd tak wyraźny opór części środowiska sędziowskiego na czele z prof. Małgorzatą Gersdorf budzi w tym momencie tak duże uznanie po stronie niemieckiej. Ponadto Niemcy wspierają ludzi związanych z opozycją, bo nie podobają się im reformy w Polsce, nie jest w ich interesie np. wzrost polskiej gospodarki.

Zatem mamy próbę niemieckiej ingerencji w sprawy Polski?

– Myślę, że byłoby to zbyt daleko idące stwierdzenie, bo w  polskie sprawy już ingeruje – moim zdaniem w sposób nieuprawniony – Komisja Europejska, kierując sprawy polskich reform do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Tym samym działanie to narusza – w mojej ocenie – umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską oraz traktaty, w tym traktat lizboński. I to zdaniem wielu ekspertów ma miejsce i prowadzi do sytuacji, że unijny Trybunał Sprawiedliwości wyda najprawdopodobniej precedensowe wyroki, które będą wykraczały poza zakres kompetencji Komisji Europejskiej, bo jak inaczej określić wtrącanie się w sprawy, które są zastrzeżone do wyłącznej kompetencji państwa członkowskiego. Natomiast to, że tego typu działania mogą liczyć na akceptację niemieckich polityków, którzy głośno wyrażają swoje zadowolenie i którzy m.in. poprzez takie właśnie działania jak nagradzanie Donalda Tuska, który w 2012 roku odebrał w Berlinie nagrodę im. Rathenaua, a w tej chwili nagrodą Fundacji Theodora Heussa prof. Małgorzaty Gersdorf wskazują jednoznacznie, po której stronie sporu politycznego w Polsce są niemieckie sympatie.

W tej narracji wtórują im też niemieckie media, które ostatnio krytykowały polskie media publiczne za to, że w czasie wystąpienia Tuska na Uniwersytecie Warszawskim transmitowały defiladę, a nie „wykład szefa Rady Europejskiej”… 

– Takie właśnie są media niemieckie. Zasadniczo mają one problem z poprawnością polityczną, a właściwie z kneblowaniem ust niezależnym dziennikarzom, którzy zgodnie z misją publiczną chcieliby napisać czy pokazać prawdę o tym, co się dzieje w Niemczech, chociażby jeśli idzie o problem nielegalnych imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Jeżeli zaś chodzi o inne kwestie, to są one oczywiście przemilczane, a polityczna poprawność – wszechobecna w Niemczech – nie pozwala na otwartą debatę czy dyskusję na temat rzeczywistych problemów u naszego zachodniego sąsiada. Myślę więc, że to jest też istotna przyczyna, że niemieckie media w taki, a nie inny sposób komentują wydarzenia w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl